Reklama

Reklama

Były prezydent Olsztyna Czesław Małkowski uniewinniony od zarzutu gwałtu

Były prezydent Olsztyna Czesław Małkowski został prawomocnie uniewinniony od zarzutu zgwałcenia ciężarnej urzędniczki - zdecydował Sąd Okręgowy w Olsztynie, który rozpoznawał apelację od uniewinnienia Małkowskiego w sądzie rejonowym. Z uniewinnieniem nie zgadza się prowadząca od początku sprawę tzw. seksafery Prokuratura Okręgowa w Białymstoku, która zapowiedziała złożenie kasacji.



"Z naszego, prokuratury, punktu widzenia sprawa nie jest zakończona. Z całą pewnością wniesiemy kasację i liczymy na to, że Sąd Najwyższy ją uwzględni" - powiedziała po wyroku prokurator Agnieszka Kalisz-Kapelko. Dodała, że z tego co wie, są w tej sprawie błędy, które były podnoszone w apelacji.

Reklama

Czesław Jerzy Małkowski od 2008 roku był oskarżany o gwałt na ciężarnej urzędniczce. W pierwszym procesie, który toczył się przed sądem w Ostródzie, został skazany na pięć lat więzienia. 

Małkowski: Ten proces to farsa

"Ten proces to była farsa" - ocenił w piątek Małkowski. 

Powiedział, że odbyło się w tym procesie 96 rozpraw, na których były przesłuchiwane kobiety, które przychodziły do niego na dyżury do ratusza w prośbami o pomoc. 

"Jedna omal w sądzie nie zasłabła, jak się dowiedziała o co jest sprawa" - powiedział Małkowski.

Wyrok 5 lat więzienia uchylił Sąd Okręgowy w Elblągu. Kolejny proces Małkowskiego toczył się przed Sądem Rejonowym w Olsztynie. Ten sąd Małkowskiego uniewinnił. "Wyrok był tak uzasadniony, że nawet włosa się by tam nie wcisnęło. Tak powinny pracować sądy, gdyby wszystkie sądy tak pracowały to adwokaci by nie byli potrzebni" - mówił Małkowski.

Uniewinniający wyrok utrzymał w piątek w mocy Sąd Okręgowy. Decyzja jest prawomocna. 

Gdy w piątek sąd ogłosił wyrok, kilku mężczyzn, którzy przyszli z Małkowskim do sądu krzyknęło: "Brawo sąd!" i zaklaskało.

"Padłem ofiarą spisku i pomówień"

Po wyjściu z sali rozpraw Małkowski i jego obrońca długo rozmawiali z mediami. Po raz pierwszy Małkowski ujawnił, jak w jego ocenie doszło do wybuchu seksafery. "Padłem ofiarą spisku i pomówień" - powiedział i ujawnił, że za tym spiskiem stał nieżyjący dziś przedsiębiorca, któremu Małkowski jako prezydent Olsztyna nakazał rozebrać zbudowany w atrakcyjnej lokalizacji pawilon, który był samowolą budowlaną.

"Przyszedł do mnie pan (podał personalia - PAP), którego kombatancka organizacja miała w tym pawilonie siedzibę i prosił, żebym się z tej decyzji o rozbiórce wycofał. Powiedział, że pan przedsiębiorca mi nie daruje, bo ma córkę prokuratora" - powiedział Małkowski i dodał, że "zacietrzewienie prokuratury w jego sprawie było tak duże, że nie wątpi, że ten człowiek mówił mu prawdę". 

Jako przykład zawzięcia się na niego prokuratury Małkowski podał jego wyprowadzenie z ratusza, w czasie którego zgięto go wpół i w kajdankach na oczach dziennikarzy i kamer ciągnięto po korytarzu ratusza. Zdjęcia te często pokazywano w telewizjach.

"Przez tydzień nie mogłem potem ruszać szyją. Po co to było? To prokurator tak nakazała mnie wyprowadzić" - powiedział Małkowski. Dodał, że innym razem w odizolowaniu od innych osadzonych wieziono go w klatce na badania do biegłych do Warszawy. "Byłem traktowany jak groźny bandyta, nie wiem, czy bym to przetrwał, ale wówczas kierowca więźniarki dodał mi otuchy, powiedział, bym się trzymał, nie poddawał" - powiedział Małkowski.

Kłopoty przez byłą sekretarkę

Małkowski przyznał, że drugą osobą, która ściągnęła na niego kłopoty była jego sekretarka, z którą miał romans. "Była wprowadzona w moje sprawy rodzinne i służbowe, i wykorzystała to przeciw mnie. Zamierzam dochodzić od niej zadośćuczynienia" - powiedział Małkowski, który już wcześniej w lokalnych mediach przyznawał się do romansu z ta kobietą. Porównywał wówczas swoją sytuację do Billa Clintona. 

W piątek po raz pierwszy Małkowski podał pełne personalia tej kobiety.

Niepochlebnie Małkowski wyrażał się też o dziennikarzu, który jako pierwszy opisał seksaferę na łamach "Rzeczpospolitej". Podał, że dziennikarz unikał stawienia się w sądzie. "Ten pan nie zasługuje na miano dziennikarza" - powiedział.

Po wyroku były prezydent Olsztyna powiedział, że nie ma żalu do mieszkańców miasta, że odwołali go w referendum. "Pojawiły się wobec mnie poważne zarzuty, należało tak zrobić, choć można było zadać inne pytanie w referendum" - powiedział Małkowski.

Na pytania o swoją polityczną przyszłość Małkowski nie odpowiadał. Życzył dziennikarzom Wesołych Świąt i powiedział, że z powodu bardzo złego stanu zdrowia jego żony dla niego już nic wesołe nie jest."Moja zona zapłaciła za tę sprawę najwyższą cenę" - powiedział.

Małkowski nie wykluczył, że będzie dochodził zadośćuczynienia zarówno od sekretarki, jak i jeszcze kilku osób.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne