Reklama

Reklama

Burza w Sejmie.Tusk do Millera: "Wstydziłby się pan!"

Premier Donald Tusk, odpowiadając w Sejmie na krytykę ze strony PiS, SLD i Ruchu Palikota pod adresem jego wystąpienia, zarzucił przedstawicielom opozycji, że posługują się ogólnikami i nieprawdą tylko po to, by podważyć jego wiarygodność.

- W tym expose nie było ani słowa nieprawdy, natomiast w polemice z tym moim wystąpieniem słyszałem przede wszystkim ogólniki, których głównym zadaniem było podważenie wiarogodności tego, co ja mówię - podkreślił Tusk podsumowując debatę nad swoim "drugim expose".

Reklama

Powiedział, że wystąpienia Janusza Palikota, posła PiS Bolesława Piechy i przewodniczącego SLD Leszka Millera miały zdyskredytować jego wiarygodność, chociaż same oparte były "na kilku dość istotnych kłamstwach, lub delikatnie mówiąc nieścisłościach".

"Trzeba mieć odwagę to zaproponować"

Premier zwracając się do posłów opozycji odpierał ich argumenty jakoby nie było dyskusji ze związkami zawodowymi o tzw. umowach śmieciowych. Jak zaznaczył, choć hasło "likwidacji śmieciówek", czyli "ozusowania" wszystkich form zarobkowania dobrze brzmi, to "trzeba mieć odwagę to zaproponować". - Mówię bardzo otwarcie: w czasach kryzysu, kiedy absolutnym priorytetem jest bezpieczeństwo zarobkowania i zatrudnienia, nie możemy się na to zdecydować - oświadczył Tusk.

Zadeklarował, że jest gotów do debaty na ten temat. - Jestem otwarty na dyskusję, ale też bardzo rzetelnie mówię: nie ruszymy tego w najbliższych latach, póki bezrobocie jest dwucyfrowe, dopóki nie będzie wyraźnego trendu spadkowego, jeśli chodzi o wysokość bezrobocia - powiedział szef rządu.

"Pogadamy jak premier z premierem"

Premier odnosił się też do wystąpień polityków w debacie nad expose. Najmocniej skrytykował Leszka Millera. - Przygotowałem sobie parę materiałów i rzeczywiście pogadamy jak premier z premierem - powiedział Tusk, wywołując śmiech wśród sporej części posłów. Premier zarzucił liderowi SLD, że podsumowując jego wystąpienie przekroczył granicę dobrego smaku używając zbyt brutalnych porównań.

Chodzi o wypowiedź szefa Sojuszu, w której mówił: "Trzeba budować taką Polskę, w której śmietniki służą do wyrzucania śmieci, nie do szukania pożywienia; dziś mimo miliardów napływających do nas z UE muszę powiedzieć to samo: śmietniki nadal służą do szukania pożywienia, a także do porzucania niemowląt w wyniku nieludzkiej ustawy antyaborcyjnej, którą sejmowa czarna sotnia ma jeszcze zamiar zaostrzyć".

Ostra polemika z Millerem. "Wstydziłby się pan"

Tusk nawiązał też do słów Millera, który zaprosił do Sojuszu lewicowych polityków rozczarowanych Platformą. - Rozumiem, że zaprasza pan ich również do swoich dokonań w sprawie ubóstwa, a więc do tego miejsca, w którym do czegoś śmietniki być może służyły - powiedział. Tusk cytował dane Eurostatu, z których wynika, że w 2009 roku zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym było 10 mln Polaków, zaś w 2005, ostatnim roku rządów SLD, było ich 17 mln.

- Wstydziłby się pan nie tylko brutalnych porównań, ale zabierać w tej sprawie głos. Jest pan lewicowym premierem, który w sprawie opieki nad ludźmi ubogimi i wyprowadzania ich z ubóstwa nie ma startu do prawicowego, czy centroprawicowego premiera, którego pan tak dyskredytuje w tej kwestii - mówił gromko oklaskiwany przez posłów swojej partii Tusk.

Miller nie pozostał dłużny

Miller nie pozostał dłużny. - Porównania obecnej sytuacji do tej sprzed lat, do 2005, 2004 roku o tyle nie mają głębszego sensu, że ja nie dysponowałem tymi miliardami, które po 2004 roku napłynęły do Polski. Kiedy rozpoczynałem naszą misję odziedziczyliśmy wzrost na poziomie 0,2 proc., olbrzymie bezrobocie i tzw. dziurę Bauca - powiedział b. premier zabierając głos po Tusku. Według Millera, w porównaniu z tamtym czasem, obecny premier "ma warunki komfortowe". - Można co najwyżej panu tego zazdrościć - zwrócił się do Tuska.

Podkreślił, że nie mówił, iż Tusk jest odpowiedzialny za to, że część Polaków grzebie w śmietnikach, podobnie jak nie mówił w ten sposób o którymkolwiek ze swych poprzedników. - Mówiłem tyle, że naszym wspólnym pragnieniem powinno być budowanie państwa, gdzie śmietniki służą do wywożenia śmieci, a nie do poszukiwania żywności. Rozumiem, że pan także chciałby budować takie państwo - powiedział. Według Millera, Tusk "niepotrzebnie się irytuje", bo i tak ma "wotum zaufania w kieszeni".

Krytyka Janusza Palikota

Premier krytykował też Janusza Palikota. Mówił, że dziwi się, iż skrytykował on zapowiedź wydłużenia - do roku - urlopu macierzyńskiego.

Przekonywał, że roczny urlop nie jest przymusem, a możliwością - jeśli kobieta zdecyduje się na taki przedłużony urlop, to realnie zwiększy to szansę innych dzieci na miejsce w żłobku.

- Jest rzeczą oczywistą, że jeśli bardzo dużo dzieci w wieku do roku pozostanie w domach pod opieką mamy lub taty (...), to jest o wiele prostszym manewrem obniżanie rygorów w żłobkach - zauważył.

Wyjaśnił, że im starsze dzieci, tym rygory sanitarne nie muszą być takie restrykcyjne jak przy najmłodszych. Według niego dzięki temu można będzie w jednym budynku tworzyć i przedszkola, i żłobki.

Tusk mówił, że nie wie, czy Palikot, czy ktokolwiek z jego ugrupowania zajrzał do jakichkolwiek dokumentów dotyczących żłobków. Podkreślał, że zarówno w zeszłym roku, jak i bieżącym, a także na lata 2013 i 2014 przewidziane są środki na fundusz żłobkowy. Jak zaznaczył, od tego roku do 2014 jest to 100 mln zł rocznie, do czego dochodzi jeszcze 150 mln zł ze środków europejskich. Palikota nie było w sali sejmowej, gdy jego wystąpienie recenzował Tusk.

Odpowiadając na zarzuty posła PiS Jerzego Żyżyńskiego, który mówił, że w Polsce masowo są likwidowane stocznie, szef rządu oświadczył, że nie da się utrzymać żadnego zakładu na dłuższą metę, do którego produkcji trzeba ciągle dopłacać.

- Dobrze wiecie, ile kar zapłacono, a ile można było zapłacić za niedozwoloną pomoc publiczną - podkreślił. Uspokajał, że tam gdzie to możliwe jest zastosowanie pewnych mechanizmów pomocowych, jak w przypadku Stoczni Marynarki Wojennej, będą one stosowane. Oświadczył, że ta stocznia jest uratowana i będzie pracowała.

Sprawa ekranów dźwiękochłonnych

Premier skrytykował także PiS za wypominanie sprawy ekranów dźwiękochłonnych. Zwrócił uwagę, że normy ekologiczne, które wymuszały stawianie ekranów wprowadzono 14 czerwca 2007 roku, czyli za czasów rządu PiS. - Zgadzam się z tymi, którzy uważają, że okoliczności wprowadzenia tej normy powinna zbadać prokuratura. Powiem więcej, zbada to prokuratura - zapowiedział szef rządu.

- Ktoś wprowadził takie normy ekologiczne tak wyśrubowane, że konsekwencją tego była konieczność budowania ekranów nie tam, gdzie to jest rzeczywiście konieczne - podkreślił Tusk.

Zdaniem szefa rządu, politycy opozycji kłamali w swoich wystąpieniach, ponieważ prawda na temat tego co się dzieje w Polsce, to prawda o oczywistych sukcesach Polaków, o tym, że wielu ludziom jest trudno, ale dzięki ich wysiłkowi wszyscy jakoś idziemy do przodu, a Polska nie jest krajem biedy, śmietników, płonących ruin.

- Niektórzy z was uznali, że moje wystąpienie nie jest wystarczająco energetyczne. Lepsza taka energia, jaką ja dzisiaj dysponuję, ale zdecydowanie pozytywna, niż skumulowana czarna, negatywna energia, jaką zatruwacie Polskę od wielu, wielu lat - zakończył Tusk, wywołując aplauz na stojąco posłów koalicji.

Dowiedz się więcej na temat: Donald Tusk | burza | debata

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy