Reklama

Reklama

Bronisław Komorowski "nie miał innego wyjścia"

"Wetowanie tej ustawy nie miałoby większego sensu poza politycznym" – tak konstytucjonalista profesor Marek Chmaj ocenił podpisanie przez prezydenta Bronisława Komorowskiego ustawy wyrażającej zgodę na ratyfikację konwencji dot. zwalczania przemocy wobec kobiet.

Bronisław Komorowski poinformował w sobotę, że podpisał ustawę wyrażającą zgodę na ratyfikację konwencji dot. zwalczania przemocy wobec kobiet. Prezydent zaznaczył, że podpisanie ustawy nie jest jednoznaczne z podpisaniem tej konwencji, co nastąpi - jak zapowiedział - po zbadaniu przez prawników zgodności konwencji z konstytucją, a także jej wpływu na polski system prawny.

Konstytucjonalista zaznaczył w sobotniej rozmowie z PAP, że prezydent "nie miał innego wyjścia", niż podpisać ustawę. "Wetowanie tej ustawy nie miałoby większego sensu poza politycznym" - ocenił. Odrębną kwestią - jak wskazał - jest ratyfikacja konwencji.

Reklama

Według konstytucjonalisty "prezydent nie ma żadnego terminu na ratyfikację konwencji, ale powinien tego dokonać tak szybko, jak to tylko możliwe". Przyjęło się - jak podkreślił - że jeśli w konstytucji terminu to prezydent powinien dokonać określonej czynności tak szybko, jak pozwalają na to okoliczności.

Chmaj zauważył, że do tej pory były "różne precedensy", a najdłużej z ratyfikacją - przez kilka miesięcy - wstrzymywał się prezydent Lech Kaczyński w przypadku Traktatu Lizbońskiego.

Pytany, czy prezydent może nie podjąć decyzji o ratyfikacji konwencji w trakcie kampanii wyborczej przed majowymi wyborami konstytucjonalista odpowiedział, że taka sytuacja "może wystąpić". "Pośpiechu nie ma, konstytucja nie wskazuje terminu ratyfikacji, ale oczywiście też nie usprawiedliwia zwłoki prezydenta". "Być może prezydentowi uda się podjąć decyzję odnośnie ratyfikacji, być może nie. Tu już może wkroczyć w grę polityka" - dodał.

Prezydent ratyfikuje ważniejsze umowy - tłumaczył ekspert - po zgodzie wyrażonej w ustawie przez Sejm i ma w takiej sytuacji "małą płaszczyznę działania".  "Winien ratyfikować daną umowę, konwencję. Wskazuje się, że prezydent jest tu bardziej notariuszem, niż organem władzy" - wyjaśnił Chmaj.

"Jedyne zastrzeżenie prezydenta może dotyczyć zgodności (umowy międzynarodowej) z konstytucją. Jako organ czuwający nad przestrzeganiem konstytucji nie może dokonywać działań, które by ją naruszały" - dodał.

Pytany o słowa Komorowskiego na temat badania przez prawników wpływu konwencji na polski system prawny ekspert odpowiedział: "Prezydent może oceniać wpływ, ale nie sądzę, by mu to dawało jakiekolwiek możliwości manewru". "Prezydent może ratyfikować konwencję, bądź nie ratyfikować. Jeśli nie ratyfikuje, to jednym argumentem, na jaki się może powoływać jest niezgodność z konstytucją" - wyjaśnił Chmaj.

Komorowski podkreślił w sobotę, że podpisanie ustawy nie jest jednoznaczne z podpisaniem tej konwencji. "Czekam na dokumenty, które mają być podpisane przez rząd, przez MSZ i przesłane do prezydenta, by dokończył proces ratyfikacji" - mówił. Dodał, że jednocześnie poddaje samą konwencję badaniom od strony prawnej. Poinformował, że po otrzymaniu tych dokumentów będzie gotowy "stosunkowo szybko podjąć ostateczną decyzję w kwestii ratyfikacji". "Podejmę tę decyzję bez niepotrzebnej zwłoki" - zapewnił.

Polska podpisała Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej w grudniu 2012 r. W kwietniu ub. roku Rada Ministrów podjęła uchwałę ws. przedłożenia jej do ratyfikacji i przyjęła projekt odpowiedniej ustawy. Sejm uchwalił ustawę ws. ratyfikacji konwencji Rady Europy 6 lutego. 5 marca ustawę poparł Senat. Prezydent miał 21 dni na podpisanie ustawy od dnia jej przedstawienia, a więc do 27 marca.

Konwencja ma chronić kobiety przed wszelkimi formami przemocy oraz dyskryminacji; oparta jest na idei, że istnieje związek przemocy z nierównym traktowaniem, a walka ze stereotypami i dyskryminacją sprawiają, że przeciwdziałanie przemocy jest skuteczniejsze.

Kwestia ratyfikacji konwencji wzbudziła liczne kontrowersje; jej przeciwnicy obawiają się, że uderzy w tradycyjnie rozumianą rodzinę, a także polską tradycję i religię. Obawy budzą głównie zapisy o konieczności wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn oraz o tym, że kultura, zwyczaje, religia, tradycja lub tzw. "honor" nie mogą być uznawane za usprawiedliwiające akty przemocy.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy