Reklama

Reklama

Bolesław Piecha: Dokonywałem aborcji

- Dokonywałem aborcji - byłem jak doktor Jekyll i mister Hyde. Nie wiem, czy kobiety, które płakały w moim gabinecie przed aborcją, wybaczyły - tak szczerze wyznał wiceminister zdrowia Bolesław Piecha na łamach "Gościa Niedzielnego", pisze "Dziennik".

Reklama

Bolesław Piecha, ginekolog-położnik z 20-letnim doświadczeniem, opowiada czytelnikom tygodnika, jak dojrzewał do zrozumienia, że aborcja jest złem.

Reklama

- Skończyłem studia w 1981 r. Wyszedłem ze szkoły, w której żadna dyskusja światopoglądowa nie miała miejsca. Żeby dokonywać aborcji, trzeba było przyszłych lekarzy odhumanizować, oduczyć ich empatii. Myśmy wtedy dziecka nie widzieli, bo zdobycze techniki, takie jak USG, pojawiły się później. Ale widzieliśmy efekty masowo przeprowadzanych tzw. zabiegów przerywania ciąży - tłumaczy minister.

Piecha ocenia, że w tamtych czasach, po to by można było bez skrupułów dokonywać aborcji, funkcjonowała cała machina. Lekarzom i matkom "wbijano do głowy", że dziecko, które rozwija się w macicy, nie jest człowiekiem. Nazywano je tkanką, trofoblastem, zygotą, płodem, embrionem. Zdaniem ministra było to działanie celowe, bo wtedy aborcja nie miała w sobie ładunku emocjonalnego.

Wiceminister przyznaje w wywiadzie, że przełomem dla niego było obejrzenie filmu "Niemy krzyk". W rok po tym doświadczeniu zdecydował, że nie będzie dokonywał aborcji. Ale jak podkreśla, "wychodzenie ze zgliszczy moralnych" było bardzo trudne i trwało długo.

Dowiedz się więcej na temat: wiceminister | piecha | Bolesław Piecha

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne