Reklama

Reklama

"Boks mnie zafascynował". Były premier przed walką

Premierem był zaledwie dziewięć miesięcy, jednak w polskiej polityce był od zawsze. Wkrótce stoczy bokserską walkę. - Kapitalny sport, zafascynował mnie. Trzeba się przemóc, by uderzyć kogoś w twarz i dostać w twarz – mówił Kazimierz Marcinkiewicz dziennikarzom "Raportu" Polsat News o swojej nowej, bokserskiej pasji.

- Jakaś część polityka zawsze zostaje, ale polityka dziś jest totalnie beznadziejna. Zajęła się sobą samą, partie się między sobą mieszają, kłócą, a tak naprawdę to cały czas walka o koryto. To nie jest walka o nas. To jest walka między nimi. To nie ma z nami, z Polską, nic wspólnego – tłumaczył swoje rozczarowanie polityką Kazimierz Marcinkiewicz.

Marcinkiewicz: Mam 60 lat, ale chcę intensywnie żyć

Od lat jest na politycznym oucie, a mimo to jako sportowiec nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Przed nim pierwszy pojedynek. Były premier stanie do walki bokserskiej, a pieniądze zostaną przekazane na cele charytatywne. To właśnie z tej okazji "Raportowi" udało się porozmawiać z byłym premierem.

Reklama

- Nigdy nie myślałem o boksie, ale jestem sportowcem. Trenuję triathlon, uprawiam jogę, robię różne rzeczy. Jestem sportem zafascynowany, jak nie trenuję miesiąc, to nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Mimo że mam sześćdziesiąt lat, to chcę intensywnie żyć. Dlatego sport jest taki ważny – mówił były premier.

"Po wystąpieniu z PiS wróciłem do wolności"

Jak wyjaśnił były premier, nigdy nie zapomniał o swoim politycznym życiu. Powiedział jednak, że "zawsze żył do przodu, nie ma sensu patrzeć do tyłu, bo na przeszłość nie mamy wpływu". – My mamy życie przed sobą i to życie trzeba przeżyć. Nie wiem, ile mi zostało: pięć lat, dziesięć czy trzydzieści pięć. Chcę przeżyć je intensywnie, a żeby to zrobić muszę uprawiać sport, dobrze się odżywiać, łapać chwile i dawać siebie innym – wyjaśniał.

Marcinkiewicz tłumaczył, że po napisaniu krytycznego listu do Jarosława Kaczyńskiego, zrozumiał, że "to co wyprawia jest beznadziejne, że idzie naprawdę w złym kierunku".

– Wystąpiłem z PiS i naprawdę wtedy poczułem, że wróciłem do wolności. Że jestem wolnym człowiekiem, wreszcie mogę mówić to, co myślę, a nie to co oni myślą. A nie co powinienem myśleć, bo jestem razem z nimi. Dziś politycy nie są wolnymi ludźmi. Mówią to, co jest podporządkowane pod ich politykę, pod dochapanie się do koryta - mówi były polityk.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy