Reklama

Reklama

​Bogdan Zdrojewski: Po tych wyborach kondycja Platformy będzie lepsza

"Wygrała potrzeba stopniowych zmian, ale kondycja Platformy po tych wyborach będzie lepsza" - mówi w rozmowie z PAP senator Bogdan Zdrojewski, który w wyborach na szefa PO uzyskał trzeci wynik (7,57 proc.). Przyznaje zarazem, że wybory pokazały, jak PO skurczyła się od 2016 r.

PAP: Dlaczego Borys Budka tak zdecydowanie wygrał wybory na przewodniczącego PO?

Reklama

Bogdan Zdrojewski: - Moim zdaniem zadziałał taki odruch samoobrony w Platformie i on spowodował, że zwycięstwo Borysa Budki można interpretować jako chęć dokonania zmian.

Samoobrony w jakim sensie?

- W sytuacji, w której widać pewną utratę wiarygodności w Platformie, były sygnały kryzysu, wybory przewodniczącego pokazały chęć zmian. Jeśli chodzi o kandydatów, Tomasz Siemoniak reprezentował ostrożny pogląd, że trzeba zagwarantować kontynuację, natomiast Borys Budka symbolizował potrzebę pewnej korekty, ale zarazem zmiany. Ja w całej kampanii reprezentowałem pogląd o konieczności zmian bardzo głębokich, a nie liftingu. Ten mój wynik pokazuje, że jest duża grupa, która dostrzega potrzebę zmian, ale jednak wygrała pewna ostrożność. Przekonanie, że zmiany muszą dokonywać się stopniowo.

Rozumiem, że pan symbolizował zbyt dużą rewolucję?

- Zdecydowanie. Nie byłem faworytem tych wyborów, mam tego świadomość. Natomiast moje zadanie polegało na byciu gwarantem zmiany. I wydaję mi się, że tę rolę wypełniłem. Dziś wiadomo, że zmiana musi nastąpić, choć trudno ocenić, czy ona będzie większa, czy mniejsza. Uważam jednak, że kondycja Platformy po tych wyborach będzie zdecydowanie lepsza.

Frekwencja nie była bardzo duża, poza tym wybory zweryfikowały liczbę członków partii...

- Frekwencja była jednak niezła, bo w granicach 75 proc. Natomiast weryfikacja osób uprawnionych do głosowania pokazała, że między rokiem 2016, a obecnym Platforma mocno się skurczyła.

Wynika to z tego, że była partią opozycyjną?

- Nie tylko. Uważam, że z jednej strony partii opozycyjnej jest zawsze trudniej, a z drugiej - moim zdaniem - jest to efekt budowania partii w oparciu o twarde członkostwo, co partię trochę kosztowało.

Co pan rozumie pod pojęciem "twarde członkostwo"?

- Mam na myśli członkostwo zaangażowane w określony obóz polityczny, określonych przywódców. Partia, która ma lżejszą i mniej jednoznaczną formułę, może być liczniejsza. Na pewno jednak zwycięstwo Borysa Budki jest niekwestionowane i niepodważalne. Doszło do niego w pierwszej turze, co czyni jego mandat silnym. Poza tym członkowie PO skupili się wokół szefa klubu parlamentarnego, co powoduje, że zasadnicza część polityki będzie się tam odbywała. Podzielam opinię, że bardzo trudno byłoby kierować Platformą z Brukseli czy spoza parlamentu. Zatem ten wybór może być z perspektywy najbliższych miesięcy wyborem optymalnym.

Rozmawiał pan już z Borysem Budką?

- Rozmawiałem, jestem umówiony z nim na rozmowę w tym tygodniu.

Otrzymał pan albo spodziewa się jakiejś propozycji?

- Nie otrzymałem żadnej propozycji ani teraz, ani wcześniej. Gdyby taka propozycja padła na przykład przed wyborami, byłbym zdziwiony, bo byłby to rodzaj faux pas. Ale żadne propozycje nie padły.

Po wyborach też nie padły?

- Nie. Oczywiście jestem do dyspozycji, na konkretne zadania jestem w stanie się zgodzić - oczywiście nie na wszystkie. Trzeba pamiętać, że mój start miał dwa główne punkty. Po pierwsze doprowadzić do zmian w PO, co nastąpiło i jest w znacznym stopniu moim udziałem. Po drugie zależało mi, żeby ta kampania nie była jałowa, żeby była mowa o pewnych propozycjach programowych. To także się dokonało. Kto będzie realizował ten program, oczywiście, ma znaczenie, ale personalia nie są najważniejsze. W najbliższym czasie czeka nas głównie praca zespołowa, a najważniejsze zadanie roku 2020 to oczywiście wygranie wyborów prezydenckich.

Rozmawiał Piotr Śmiłowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje