Reklama

Reklama

Bogdan Święczkowski: Plan zabicia mnie wynikał z obaw przestępcy

"Plan zabicia mnie został ujawniony w toku sprawy dotyczącej korupcji w zakładzie karnym. W przeszłości doprowadziłem do skazania za zabójstwo jednego z osadzonych. Wydaje się, że głównym motywem były obawy tego mężczyzny, że mogę doprowadzić do podjęcia jeszcze innej sprawy przeciwko niemu – powiedział "GP" prokurator rejonowy Bogdan Święczkowski.

W opublikowanej w środę rozmowie z "Gazetą Polską" Święczkowski został zapytany o to, że miesiąc temu dwaj mężczyźni zostali oskarżeni o planowanie zamachu na niego oraz czy przed tą sprawą otrzymywał groźby lub sygnały, że ktoś chce dokonać na niego zamachu.

Reklama

"O ile wiem, plan zabicia mnie został ujawniony w toku sprawy dotyczącej korupcji w zakładzie karnym. Okazało się, że dwóch osadzonych podjęło działania, by się mnie pozbyć. Potencjalny zabójca miał nawet dostać broń z tłumikiem i amunicję. W przeszłości doprowadziłem do skazania za zabójstwo i usiłowanie zabójstwa jednego z osadzonych, którzy organizowali na mnie zamach. Wydaje się, że głównym motywem planowanej na mnie zbrodni były obawy tego mężczyzny, że jako prokurator krajowy mogę doprowadzić do podjęcia jeszcze innej sprawy przeciwko niemu - o usiłowanie jeszcze innego zabójstwa - którą kiedyś prowadziłem, a która została umorzona, gdy przejął ją inny prokurator. Podjęcie sprawy na nowo i kolejny wyrok skazujący mógłby oznaczać, że ten przestępca spędzi w więzieniu resztę życia" - powiedział.

Katalog polityków, którzy usłyszeli zarzuty

Na uwagę, że nie tylko on stał się celem przestępców, bo media pisały o ochronie przyznanej jego żonie, która jest sędzią, Święczkowski powiedział, że przeciwko osobom, które planowały zamach także na jego żonę i córkę, został skierowany akt oskarżenia. "Z oczywistych przyczyn nie chcę o tej sprawie szerzej mówić" - dodał.

Na pytanie, że niektóre media twierdzą, że PiS przy pomocy prokuratury poluje na politycznych przeciwników, a jedną z metod jest prowadzenie spraw "bez końca", co ma doprowadzić do wykreowania wizerunku danej osoby jako podejrzanego mimo braku zarzutów, Święczkowski odparł: "Ciekawe, które to osoby są tak gnębione przez prokuraturę? Ja ich nie znam. Znam za to cały katalog polityków, którzy usłyszeli zarzuty lub skierowano przeciwko nim akty oskarżenia".

"Niektórzy, jak Józef Pinior, zostali już skazani. Inne przykłady? Proszę bardzo: akty oskarżenia skierowane przeciwko obecnemu senatorowi Stanisławowi G., Krzysztofowi K. - byłemu ministrowi sprawiedliwości i szefowi NIK-u, Cezaremu G. - byłemu ministrowi sprawiedliwości, Janowi B. - prominentnemu politykowi PSL, Jackowi K. - byłemu wiceministrowi finansów czy Tomaszowi L. - wiceministrowi skarbu. Ponadto wielu polityków z partii sprawujących władzę w latach 2007-2015 usłyszało zarzuty karne. Można wspomnieć choćby byłą wiceminister gospodarki Grażynę H., odpowiedzialną za obszar negocjacji energetycznych z Rosją, Macieja G. - wiceministra finansów w rządzie PO-PSL, Janusza O. - wiceministra ochrony środowiska w rządzie PO-PSL czy wreszcie dwóch Sławomirów N. z PO - byłego wiceministra zdrowia oraz byłego szefa gabinetu politycznego Donalda Tuska i ministra transportu. Ten drugi usłyszał zarzuty korupcyjne w związku ze swoją działalnością na Ukrainie" - powiedział Święczkowski.

Za korupcję lub niedopełnienie obowiązków

Jak dodał, większość z wymienionych osób odpowiada przede wszystkim za korupcję lub niedopełnienie obowiązków. "Proszę jednocześnie przypomnieć sobie sprawy senatora PiS Stanisława K. czy rzecznika prasowego MON w poprzednim rządzie, Bartłomieja M. Na ich przykładzie widać, że prokuratury nie interesuje przynależność polityczna podejrzanych, lecz jedynie ich czyny. Dla prokuratora ważny jest Kodeks karny, a nie legitymacja partyjna. Osoby, które wysuwają polityczne zarzuty, o których pani mówi, nie mają więc pojęcia, jak naprawdę działa prokuratura" - powiedział prokurator.

Został także zapytany, czy w gronie osób, na które miał się "uwziąć" PiS, są Krzysztof Bondaryk, były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, i Paweł Wojtunik, były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego. "Przeciwko obu funkcjonariuszom, o których pani pyta, prokuratura wystąpiła do sądów z aktami oskarżenia. Są one oparte na rzetelnie zebranych i niebudzących wątpliwości dowodach. O zasadności zarzutów będą decydować sądy. Protestuję więc przeciwko sugerowaniu, że stoi za tym jakakolwiek partia polityczna" - powiedział,

Święczkowski został zapytany również, czy zostanie dokończona reforma wymiaru sprawiedliwości. "Reforma wymiaru sprawiedliwości jest domeną polityków. Jako prokuratura możemy brać w niej udział tylko w ograniczonym zakresie, na przykład składając wnioski o podjęcie prac legislacyjnych. Tak było w przypadku przepisów umożliwiających skuteczne ściganie, na każdym etapie, sprawców procederu 'odwróconego łańcucha dystrybucji leków'. Chodzi o nielegalny wywóz z kraju specyfików, które są w Polsce wielokrotnie tańsze niż na Zachodzie dzięki państwowej refundacji. Leki, refundowane przez polskie państwo, za pośrednictwem zakładanych przez przestępców i prowadzących podwójną księgowość aptek i hurtowni, trafiały za granicę, a brakowało ich pacjentom w Polsce" - powiedział prokurator.

O sprawie Piotra Nisztora z "Gazety Polskiej"

Dodał, że zasygnalizowali ten problem Ministerstwu Sprawiedliwości, proponując przygotowanie przepisów, które ukrócą przestępczy proceder. "Finałem była nowelizacja ustawy. Szeroko korzystamy też z możliwości, jakie daje prokuraturze zgłaszanie apelacji, kasacji czy nawet skarg nadzwyczajnych. Nie ma wątpliwości, że do jakości orzecznictwa sądów w Polsce można mieć olbrzymie zastrzeżenia, a niektóre wyroki dosłownie jeżą włosy na głowie" - powiedział Święczkowski.

Zapytany, czy postanowienie sądu, że Piotr Nisztor z "Gazety Polskiej" nie może przez rok pisać o prezesie PZPN Zbigniewie Bońku jest łamaniem wolności słowa, powiedział, że "podobne decyzje sądów w stosunku do dziennikarzy zawsze budzą kontrowersje". "I słusznie, ponieważ wolność słowa jest wartością nadrzędną, gwarantowaną przez konstytucję. Ta sama konstytucja zabrania też stosowania cenzury prewencyjnej. Dlatego poleciłem, by prokuratura na mocy art. 7 Kodeksu postępowania cywilnego przyłączyła się do postępowania, o które pani pyta. Bez przesądzania o czyjejkolwiek racji. To trzeba dopiero zbadać. Gdy w grę może wchodzić łamanie wolności słowa, lepiej jednak dmuchać na zimne" - powiedział.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje