Reklama

Reklama

Błaszczak w RMF: Rząd PO-PSL dbał o interesy Paryża, a nie polskie

W rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM Mariusz Błaszczak odniósł się do zerwania negocjacji ws. zakupu śmigłowców Caracal. "To był drogi kontrakt, a strona francuska zerwała go, nie wypełniając zobowiązań offsetowych". Dodał, że "rząd PO-PSL dbał o interesy Paryża, a nie polskie", a teraz budżetowe pieniądze będą wydawane w kraju.

Krzysztof Ziemiec: Francuski prezydent odwołuje wizytę w Polsce z powodu zerwania przez polski rząd kontraktu na Caracale. Porażka Polski, porażka rządu?

Reklama

Mariusz Błaszczak: Rząd zmierza do tego, żeby pieniądze wydawane na nowy sprzęt wojskowy były wydawane w Polsce, a nie we Francji - to było naszym celem, naszym zdaniem, a w przypadku tego kontraktu, to był kontrakt bardzo drogi i okazało się, że strona francuska zerwała ten kontrakt nie wypełniając zobowiązań offsetowych.

Ale formalnie polski rząd to zrobił kilka dni temu.

- Nie było wypełnienia zobowiązań ze strony francuskiej. Zdaniem naszego rządu, rządu PiS jest zapewnienie tego, żeby Wojsko Polskie dysponowało nowoczesnym sprzętem, ale ten sprzęt powinien być produkowany w Polsce, a nie we Francji. Ja zobaczyłem gdzieś informację, że Airbus, czyli producent Caracali będzie zwalniał pracowników, dlatego że nie ma kontraktu z Polski. To nie naszym zadaniem - rządu polskiego - jest dbanie o pracowników we Francji, tylko w Polsce. Poprzednicy, rząd koalicji PO-PSL, jak widać dbał o to, żeby we Francji pracownicy mieli pracę, a nie w Polsce.

Francuska prasa pisze o ciosie w plecy, jaki Francuzom zadali Polacy, opozycja mówi o tym, że PiS nie potrafi rządzić i właściwie skłócił się już ze wszystkimi i rzeczywiście patrząc na to w ten sposób, bardzo globalnie, to Trójkąt Weimarski w tym momencie został mocno osłabiony, a nadwyrężony co najmniej.

- Że rząd PiS dobrze sobie radzi. Wystarczy spojrzeć tylko na wskaźniki dotyczące bezrobocia - otóż bezrobocie w Polsce pod rządami PiS jest najniższe od 20-kilku lat. I to jest naszym zadaniem.

A wizerunkowo na arenie międzynarodowej?

- Wizerunkowo to jest tak, że jeżeli ktoś próbuje realizować politykę swojego kraju, to wtedy spotyka się z różnymi atakami i zarzutami. To jest gra interesów. Francuzi dbają o swoje interesy, my dbamy o swoje. Rząd koalicji PO-PSL dbał o interesy francuskie, a nie polskie i na tym polega różnica.

Czy takim politycznym problemem, a nawet stratą dla PiS  - pytam pana teraz jako wieloletniego członka tej partii - nie będzie zbyt szybkie i  łatwe wyrzucenie do kosza projektu tego Ordo Iuris, dotyczącego całkowitego zakazu aborcji? Pod tym projektem podpisało się pół miliona ludzi, zakładam, że większość z nich albo spora część z nich to wyborcy PiS - oni mogą się czuć rozgoryczeni.

- Prawo i Sprawiedliwość jest za ochroną życia. Podczas posiedzenia Sejmu zarówno premier Kaczyński, jak i premier Szydło, państwo mówili o tych przedsięwzięciach, które podejmiemy. Rząd pani premier Beaty Szydło do końca października przygotuje program dotyczący wsparcia pań, które zdecydują się na urodzenie dzieci, które są w bardzo trudnej sytuacji. To jest realne wsparcie. Przygotowane zostanie także rozwiązanie, które spowoduje, że chronione będą dzieci z zespołem Downa. Dziś, jak świadczą o tym informacje, większość aborcji dotyczy dzieci z zespołem Downa. To jest barbarzyństwo.

To wiemy. Tylko czy takie działania rządu nie są za późno i nie są zbyt nagle, za szybko. Wtedy, kiedy pojawiły się te protesty uliczne, wtedy dopiero zobaczyliśmy reakcję rządu.

- Rząd Prawa i Sprawiedliwości jest odpowiedzialny. To nie był projekt rządowy. To był projekt obywatelski, nawet Konferencja Episkopatu Polski w swoim komunikacie, księża biskupi stwierdzili, że są przeciwni karaniu kobiet. W tym projekcie obywatelskim były przepisy, które mówiły o karaniu kobiet. Polityka jest roztropną troską o dobro wspólne. Ten projekt nie był roztropny. Ten projekt mógł doprowadzić w konsekwencji do tego, że wahadło wychyliłoby się w drugą stronę i mielibyśmy w Polsce do czynienia z aborcją na życzenie.

Czyli krótko mówiąc: nie obawia się pan politycznych strat ze strony tych, którzy obóz Prawa i Sprawiedliwości czy rządzący bardzo mocno popierali. Ja wczoraj słyszałem Marka Jurka - był bardzo rozczarowany, rozgoryczony.

- Marek Jurek jest skoncentrowany na jednej sprawie wyłącznie. Nie bierze pod uwagę tego, że taką politykę, jaką stosuje, taką polityką mógłby doprowadzić do rezultatu wręcz przeciwnego niż jego oczekiwania.

Kiedyś doprowadził do rozłamu w obozie rządzącym - wyszedł z Prawa i Sprawiedliwości.

- Mógłby doprowadzić do tego, że w Polsce byłaby aborcja na życzenie. My doprowadzimy swoim roztropnym działaniem do tego, że zakres ochrony życia w Polsce poszerzy się, przy akceptacji społecznej. Bo nie słyszałem nikogo spośród tych polityków nastawionych konfrontacyjnie wobec Prawa i Sprawiedliwości, spośród opozycji tej awanturującej się, bo przecież to była jedna wielka awantura... Oni chcieli doprowadzić do tego, żeby w styczniu było posiedzenie komisji, żeby cały czas judzić, szczuć, żeby dzielić ludzi. Ale nawet spośród nich nie słyszałem wypowiedzi takiej, która by mówiła, że dziecko z zespołem Downa to jest dziecko tak chore, że nie może żyć samodzielnie. Może żyć samodzielnie.

Podsumowując krótko: nie obawia się pan rozłamu w obozie rządzącym, że są tacy politycy, którzy z tego powodu będą chcieli opuścić szeregi partii?

- Nie obawiam się, dlatego że to działanie, które podjęliśmy jest działaniem przemyślanym, roztropnym, które w konsekwencji poszerzy zakres ochrony życia w Polsce przy akceptacji społecznej.

To nie będzie łatwa jesień dla Prawa i Sprawiedliwości, bo nawet jeśli już nie będzie czarnego marszu, to w poniedziałek będą maszerowali nauczyciele, ich protest będzie popierany przez partie opozycyjne, a 11 listopada, wszystko na to wskazuje, będzie także marsz KOD-u. Mówię także, bo jest też Marsz Niepodległości od lat. Pan mówił kilka dni temu o tym, że spodziewa się, że będą prowokacje - to jest pana wiedza czy przypuszczenie, że tak się może stać?

- Ja tylko czytam wypowiedzi Kijowskiego. Chociażby piątkowa jego zapowiedz. On stwierdził, że będzie organizował marsz w Warszawie i i powiedział, że zawłaszczane są biało-czerwone barwy i w związku z tym, on na to nie pozwoli. To jest język wojny, język konfrontacji. Jeżeli do tego dodamy fakt, że w Gdańsku na pogrzebie Inki Zagończyka, podczas trwającej mszy świętej weszli ludzie z KOD-u, no to widać, że posługują się prowokacją. Oni stracili paliwo do swojej działalności politycznej. A tak jak mówi opozycja, będzie atakowała rząd Prawa i Sprawiedliwości, poprzez ulice i zagranicę - a więc to wszystko, co oni przygotowują, język, jakim się posługują, wskazuje na to, że chcą doprowadzić do awantury. Po co? Żeby pokazać za granicą, że w Polsce są takie awantury.

KOD się broni, że tam są wszyscy pokojowo nastawieni, co więcej można z obserwacji wywnioskować, że spora część tych, co tam chodzą, protestują, to są ludzie w wieku średnim i starszym. Oni chyba nie będą skłonni robić jakichkolwiek prowokacji.

- Proszę przeczytać wpis Kijowskiego, który przed chwilą przytoczyłem. Proszę mieć na uwadze wydarzenia z Gdańska, prowokacje, której się dopuścili w Gdańsku.

To może rząd powinien poprosić panią prezydent stolicy, żeby nie dopuściła do któregoś z tych marszy.

- A właśnie, to kolejny wątek. Otóż pani Gronkiewicz-Waltz jest prezydentem Warszawy i nie jest bezstronna w tej sprawie. W ogóle, kiedy popatrzymy na bilans jej rządów, tę mafię urzędniczo-prawniczą, która dopuściła się złodziejstwa przy tzw. reprywatyzacji, pani Gronkiewicz-Waltz za to odpowiada. Ale pani Gronkiewicz-Waltz jest też wiceprzewodniczącą Platformy Obywatelskiej, maszeruje w pierwszym szeregu tych, którzy atakują rząd Prawa i Sprawiedliwości. Zauważmy, że to pani Gronkiewicz-Waltz będzie miała wpływ na to co się stanie. Najgorszy scenariusz jest taki, że KOD i Marsz Niepodległości złożą wnioski o przemarsz po tej samej trasie, czy też ta trasa w pewnym miejscu będzie się krzyżowała.

To prezydent stolicy powinna w takim razie nie wydać zgody na któryś z tych marszów?

- Oczywiście. Prezydent stolicy powinien zapobiec eskalacji tych zagrożeń, ale zakładając zaangażowanie pani Gronkiewicz-Waltz, bo zgodnie z ustawą prawo pierwszeństwa przysługuje temu, kto pierwszy złoży wniosek...

Pan ma taką wiedzę kto złożył?

- Nie, to na miesiąc przed, a więc to będzie się teraz działo. Ale łatwo się domyśleć kto będzie pierwszy.

Zakładając, że te dwa marsze jednak będą w stolicy tego dnia. Pana ludzie, czyli policjanci są w stanie ochronić ludzi uczestniczących w obu tych demonstracjach czy nie?

- Oczywiście, zrobimy wszystko, by było bezpiecznie. Ale jak słyszę te wypowiedzi, które świadczą o tym, że Kijowski chce podpalić Polskę. To do tego wszystko zmierza i jeżeli...

Ale on tak nie mówi.

- Jeżeli mówi "nie pozwólmy na zawłaszczanie biało-czerwonej przez innych", to jaki to jest język?

Mówi też o współczesnym patriotyzmie, że będą chcieli pokazać...

- Zagranicy będą chcieli pokazać, zagranicy. Przecież żyjemy na tym świecie już długo, nie jesteśmy dziećmi. Jeszcze raz podkreślę to, co wydarzyło się w Gdańsku. Podczas trwającej mszy świętej weszli do kościoła, a więc to jest prowokacja. Wtedy niewątpliwie mieliśmy do czynienia z prowokacją Kijowskiego.

A jeśli - odpukać - cokolwiek by się rzeczywiście wydarzyło za miesiąc w Warszawie, to kto będzie za to odpowiadał?

- Ci, którzy doprowadzą do takich zamieszek czy do takich awantur. Ja jeszcze raz podkreślam, że policja będzie przygotowana na to, żeby zapewnić bezpieczeństwo. Widać jednak niechęć, złą wolę, dlatego przestrzegam. Publicznie mówię o tym wcześniej, żeby przestrzec tych wszystkich, których są odpowiedzialni, panią Gronkiewicz-Waltz, ale też tych wszystkich, którzy posługują się takim językiem, takimi metodami. Mówię to, żeby ich przestrzec i powiedzieć im: opamiętajcie się.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje