Reklama

Reklama

Bieszczady: Niedźwiedź grasuje w gminie Czarna. Wójt ostrzega turystów

"Potężny ssak" nie boi się zbliżać do domów i ośrodków turystycznych w bieszczadzkiej gminie Czarna - tak przed niedźwiedziem brunatnym przestrzega wójt Bogusław Kochanowicz, który wydał specjalny apel do przyjezdnych. Przypomniał, że chociaż te drapieżniki instynktownie boją się ludzi, zdarzały się przypadki, że ich atakowały.

Zdaniem wójta, niedźwiedź brunatny, który pojawił się w gminie Czarna, "dość śmiało" zbliża się do zabudowań. Nie waha się też podchodzić pod ośrodki turystyczne. "Dlatego zwracamy się z uprzejmą prośbą, by zachować szczególną ostrożność" - dodał Bogusław Kochanowicz.

Jak przypomniał włodarz, niedźwiedź ma naturalny instynkt, który odstrasza go od ludzi, lecz mimo to były przypadki ataków. Polecił turystom, by podczas spacerów po lesie nie zbaczali z wyznaczanych szlaków, a na wyprawy po Bieszczadach nie wychodzili pojedynczo. "Rekomendujemy również, aby unikać wchodzenia w gąszcz leśnych młodników i zarośli" - przekazał wójt.

Reklama

Co zrobić w przypadku spotkania z niedźwiedziem?

Jednak co w sytuacji, gdy nieoczekiwanie spotkamy się z niedźwiedziem? Bogusław Kochanowicz przypomniał, że paniczna ucieczka może tylko pogorszyć sytuację pechowego turysty. Te ssaki potrafią bowiem biec z prędkością nawet 50 km/h.

Wójt poinstruował: jeśli staniemy oko w oko z drapieżnikiem, trzeba spokojnie oddalić się od niego, jednocześnie nie spuszczając z niego wzroku. "Należy też położyć się na ziemi z osłoniętym karkiem oraz podkurczonymi kolanami pod klatkę piersiową, czyli w tzw. pozycji embrionalnej. W większości przypadków tak ułożoną osobę niedźwiedź obwącha i po pewnym czasie odejdzie" - wyjaśnił Kochanowicz.

Gmina Czarna przestrzegła też fotoamatorów. Mimo że zetknięcie się z "misiem" to zazwyczaj niecodzienne doświadczenie, chęć jego uchwycenia na zdjęciu może zakończyć się tragicznie. Stracimy wtedy czas, który może okazać się kluczowy, aby bezpiecznie się oddalić.

Uważać powinni także pszczelarze

Wójt zaapelował do turystów, aby nie wrzucali do pojemników na śmieci odpadów organicznych. Przypomniał, że żywność wabi niedźwiedzie w pobliże posesji i śmietników. "Prosimy o rozwagę oraz informowanie nas o wszelkich przypadkach spotkania z tym potężnym ssakiem, a w przypadku jakiegokolwiek zagrożenia o natychmiastowe informowanie służb ratunkowych" - stwierdził.

Bogusław Kochanowicz zwrócił się także do okolicznych pszczelarzy. Jego zdaniem, drapieżnik może zniszczyć ich leśne pasieki, szukając pożywienia, dlatego powinni je zabezpieczyć.

"Niedźwiedź to piękne zwierzę, a jego obecność potwierdza bogactwo świata fauny zamieszkującej bieszczadzkie lasy" - podsumował wójt Czarnej, zapewniając, że bezpieczeństwo osób przebywających na terenie gminy jest "priorytetem".

Ataki niedźwiedzi za granicą

Z rosnącą populacją niedźwiedzi mierzy się Słowacja. Czarną od granicy Polski z tym krajem dzieli około 70 kilometrów. Miesiąc temu jedno z tych zwierząt zaatakowało w Liptowskiej Łużnej 58-latka, który spacerował po lesie. Rany okazały się śmiertelne.

- Jego zwłoki były zmasakrowane, twarz pocięta, a ręce połamane. Lekarz sądowy ustalił, że śmierć nie nastąpiła w sposób naturalny - powiedziała wówczas portalowi myliptov.sme.sk Marína Debnárová, rzeczniczka słowackich lasów państwowych. Tamtejsi leśnicy przekazywali, iż to pierwsza oficjalnie potwierdzona ofiara zabita przez niedźwiedzia.

Doniesienia o atakach tych ssaków napłynęły też z innych krajów. Pod koniec czerwca w Rosji niedźwiedź zaatakował 16-latka, który pomagał przewodnikowi po syberyjskim parku narodowym Jergaki. Nastolatek nie przeżył, a zwierzę zraniło jeszcze jedną osobę. Z uwagi na zagrożenie niedźwiedzia zastrzelili pracownicy parku narodowego.

Natomiast kilka dni temu niedźwiedź grizzly wyciągnął z namiotu 65-latkę, która z dwoma przyjaciółkami wybrała się na górską wycieczkę w amerykańskim stanie Montana. Kobieta również zginęła. Polowanie na drapieżnika trwało trzy dni. Udało się go schwytać, gdy napadał na kurnik; wtedy został zastrzelony. Zwierzę zabito około 3 kilometry od miejsca, w którym dostało do tragedii.

Dowiedz się więcej na temat: niedźwiedź | Bieszczady

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje