Reklama

Reklama

B. prezydent Zabrza skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo

Na 25 lat pozbawienia wolności skazał w piątek Sąd Okręgowy w Katowicach b. prezydenta Zabrza Jerzego G., oskarżonego o zabicie wierzyciela. Trzem innym oskarżonym, którzy wg ustaleń procesu na zlecenie G. pobili i skrępowali Lecha F. sąd wymierzył kary po 15 lat więzienia.

Był to już drugi proces w tej sprawie. Poprzedni wyrok uchylił Sąd Apelacyjny w Katowicach. Wyrok jest nieprawomocny. Prokuratura oskarżyła b. prezydenta o to, że w 2008 r. zabił F., bo nie był w stanie zwrócić wynoszącego kilkaset tys. zł długu.

Reklama

Prokurator zażądał dla G. 25 lat więzienia, z zastrzeżeniem, by o przedterminowe zwolnienie oskarżony mógł ubiegać się najwcześniej po 20 latach. Podobnych kar oskarżyciel domagał się dla trzech innych oskarżonych, w przypadku dwóch z nich także żądając, by o warunkowe zwolnienie mogli starać się po 20 latach.

Sąd skazał G. na 25 lat pozbawienia wolności nie zaostrzając dodatkowo kary poprzez wydłużenie czasu, po którym b. prezydent mógłby wyjść na wolność.

Skład orzekający uznał, że pozostali trzej oskarżeni na zlecenie prezydenta porwali i pobili Lecha F., planując zabójstwo i godząc się na pozbawienie ofiary mężczyzny życia. Wymierzając całej trójce kary po 15 lat więzienia zastrzegł, że dwaj z nich - bracia Robert i Rafał T. - będą mogli opuścić zakład karny najwcześniej po 12 latach.

Ciało Lecha F. znaleziono w sierpniu 2008 r. w lesie w Wymysłowie w pow. będzińskim, mężczyzna zmarł dzień wcześniej. Według ustaleń śledztwa Jerzy G. od początku chciał zabić Lecha F., nie chodziło o zastraszenie i zmuszenie go do umorzenia długu. Prezydent od początku stanowczo odpierał zarzuty. Kwestionował swój udział w opisywanych w akcie oskarżenia wydarzeniach. Twierdzi, że był w zupełnie innym miejscu.

Choć nie ma bezpośrednich świadków zabójstwa ani narzędzi zbrodni, według prokuratury wiele wyjaśniają inne dowody, przede wszystkim opinie biegłych. Wynika z nich, że zwabiony do lasu Lech F. miał rany kłute i cięte szyi, zadane przypuszczalnie nożem, był też bity - prawdopodobnie kijem bejsbolowym.

Sąd dał wiarę trzem pozostałym oskarżonym, że po skrępowaniu F. zostawili do sam na sam z Jerzym G. Przebieg wydarzeń potwierdzają też inne dowody, m.in. logowania telefonów komórkowych, analiza połączeń telefonicznych oskarżonych i przeprowadzony eksperyment procesowy - wyliczała sędzia Małgorzata Buchacz

Pierwszy proces rozpoczął się w maju 2011 r. Wyrok w I instancji zapadł w czerwcu 2013 roku. Uznając b. prezydenta za winnego, sąd I instancji wymierzył mu wówczas karę 25 lat więzienia, zastrzegając, że o warunkowe zwolnienie będzie się mógł ubiegać najwcześniej po 20 latach. Na 25 lat więzienia sąd okręgowy w pierwszym procesie skazał braci Roberta i Rafała T. oraz Mariusza F., którzy - według oskarżenia - też brali udział w zabiciu Lecha F. W przypadku tych dwóch pierwszych sąd także zastrzegł, że na wolność będą mogli wyjść najwcześniej po 20 latach.

Zwracając sprawę do I instancji sąd odwoławczy podkreślił, że mimo przeprowadzenia obszernego postępowania sąd okręgowy dopuścił się poważnych uchybień, oceniając materiał dowodowy i przygotowując pisemne uzasadnienie. Skutkowało to koniecznością uchylenia wyroku. Prokurator Tomasz Truszkowski ocenił, że w ponownym procesie udało się rozszerzyć materiał dowodowy.

B. prezydent Zabrza został zatrzymany i aresztowany w listopadzie 2009 r. Zdaniem prokuratury motywem zbrodni były nieporozumienia na tle finansowym. Jerzy G. pożyczył od Lecha F. 246 tys. zł. Z odsetkami miał mu zwrócić ok. 800 tys. zł. Oddanie takiej kwoty oznaczałoby dla G. bankructwo; motywem zbrodni był strach przed utratą życiowego dorobku - mówili prokuratorzy. Sprawę udało się rozwikłać dzięki Tomaszowi L. - skazanemu już prawomocnie na dwa lata więzienia w zawieszeniu za pomoc w uprowadzeniu ofiary.

Jerzy G. od początku nie przyznawał się do popełnienia zbrodni, podobnie jak bracia Robert i Rafał T., którym przypisano współudział w zabójstwie. Kolejny oskarżony, Mariusz F., przyznał się do porwania Lecha F., ale nie do jego zamordowania. Twierdził, że po uprowadzeniu porywacze zostawili F. sam na sam z Jerzym G.

W śledztwie przesłuchano ok. 80 świadków, dowodami w sprawie są też billingi Jerzego G. i współoskarżonych. Według zeznań jednego ze świadków, który siedział w celi z Robertem T., śmiertelne ciosy zadali Jerzy G. i Robert T.; Mariusz F. i Rafał T. mieli unieruchomić ofiarę.

Jerzy G. był prezydentem Zabrza w latach 2002-2006 z ramienia SLD. Jego kłopoty zaczęły się od pożyczek zaciągniętych, zanim jeszcze zaczął rządzić Zabrzem. Lech F. - syn byłej wspólniczki Jerzego G. - zarzucał prezydentowi, że pożyczał od niego pieniądze dwukrotnie: 20 tys. i 246 tys. zł. Tej drugiej kwoty G. - jak mówił F. - nigdy nie oddał. F. wytoczył politykowi proces cywilny.

G. bronił się, wytaczając Lechowi F. sprawę o próbę wyłudzenia pieniędzy, których - jak twierdził - w rzeczywistości nigdy nie pożyczał. F. w odpowiedzi przedstawił podpisane przez prezydenta umowy. G. wyjaśniał, że umowy podpisał in blanco, a druga pożyczka nie dotyczyła 246 tys. zł, tylko dziesiątej części tej kwoty, do której F. miał dopisać trzecią cyfrę. Sprawę w sądzie ostatecznie wygrał F.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy