Reklama

Reklama

Auto papieża relikwią drugiego stopnia? Duchowny: To fake news

- To nie relikwia drugiego stopnia, ale zwykła pamiątka - tłumaczy ks. prof. Józef Naumowicz z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Jego zdaniem artykuły opisujące papieski samochód, który stanął w gablocie przed Sanktuarium Św. Jana Pawła II w Radzyminie, to po prostu fake news.

Dawno żaden samochód nie wzbudził takich emocji. Dobrze zachowany Opel Vectra z lat 90. z silnikiem 1,6, przerobiony na gaz, z nielakierowanymi zderzakami stanął w przezroczystym garażu w Radzyminie. Niemal miesiąc temu tamtejsze Sanktuarium św. Jana Pawła II pochwaliło się nim na Facebooku. Pojazdem miał jeździć papież Jan Paweł II na wypoczynek m.in. do Castel Gandolfo. Później samochód trafił w ręce żołnierza Gwardii Szwajcarskiej, a na koniec pod Warszawę. W końcu oplem zainteresowały się media. Wiele serwisów obiegła wiadomość, że auto jest relikwią drugiego stopnia.

Reklama

- To zwykła pamiątka, a nie relikwia. Informacja, że w Radzyminie znajduje się samochód relikwia, to zwykły fake news. Pamiątka przypomina osobę lub wydarzenie - jak zdjęcie przypomina ukochaną osobę, a bilet mecz piłkarski. Pamiątki szanujemy, a nawet "czcimy", ale nie oddajemy im czci religijnej. Być może zwykłe nieporozumienie jest podstawą całego zamieszania - mówi Interii ks. prof. Józef Naumowicz z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Duchowny przypomina, że opel nie przypadkiem trafił do Radzymina. To miejscowość związana z wojną polsko-bolszewicką 1920 roku. - Urodzony właśnie w 1920 roku Jan Paweł II modlił się w Radzyminie 13 czerwca 1999 roku z okazji zbliżającej się rocznicy bitwy warszawskiej - mówi ks. prof. Józef Naumowicz.

Samochód ma być oglądany, a nie czczony

- Przy powstającym Sanktuarium Św. Jana Pawła II w Radzyminie istnieje Izba Pamięci, w której znajdują się pamiątki związane z papieżem. Wśród nich można znaleźć np. klęcznik wykonany według projektu prof. Wiktora Zina na wizytę Jana Pawła II czy buty z czerwonej skóry stworzone przez Stanisława Żmiję - tłumaczy duchowny.

I dodaje: - Wśród pamiątek w Izbie Pamięci znajduje się samochód Opel Vectra. Nie zmieścił się w izbie, a że polski klimat jest mniej przyjazny pojazdom od tego w ciepłej Italii, został otoczony specjalną szybą. Po to, by był widziany, a nie czczony.

Zdaniem ks. prof. Józefa Naumowicza ani proboszcz, ani parafia nie traktują samochodu Jana Pawła II jako relikwii, ale traktują go jak zwykłą pamiątkę w muzeum. - Relikwia to przedmiot lub fragment ciała świętego przeznaczony przez kościół specjalnym dekretem do czci religijnej. Relikwie trzymamy w kościele, choć bywa, że są także częścią zbiorów prywatnych. - tłumaczy.

I odwołuje się do porównań z mszą. - Kapłan intencjonalnie konsekruje tylko te komunikanty, które do tego przeznaczy, inne - które znajdują się na stoliku obok lub zakrystii - mają inną wartość. Podobnie sprawa ma się z relikwiami i pamiątkami, które stają się relikwią, jeżeli do tego zostaną przeznaczone - mówi.

Skąd te żarty i kpina?

Ks. prof. Józef Naumowicz przypomina, że do uznania przedmiotu za relikwię potrzebna jest wola odpowiedniego biskupa. - Zasadniczo mówimy o relikwiach pierwszego i drugiego stopnia - jedne to fragmenty ciała świętego, te drugie to przedmioty związane z jego życiem. Należy pamiętać, że czcimy nie samą materię, ale osobę związaną z tym przedmiotem, a ostatecznie - bo święci są tyko pośrednikami w drodze do Boga - czcimy Boga - wyjaśnia.

Duchowny w rozmowie z Interią odnosi się także do żartów i złośliwych komentarzy internautów, które zainspirowały publikacje o motoryzacyjnej relikwii z Radzymina. - Od kilka lat obserwuję, że niekiedy informacje religijne czy kościelne są podawane w sposób karykaturalny i stąd budzą kpiny czy wrogość odbiorców, nawet wtedy gdy w rzeczywistości są pozytywne - mówi. Choć duchowny sam przyznaje, że gdyby naprawdę samochód został uznany za relikwię, sprawa, a raczej ci, którzy by do tego doprowadzili, nadawałaby się na kpinę.

W opinii ks. prof. Józefa Naumowicza fake news mógł się pojawić celowo. - W ostatnich tygodniach jesteśmy w Polsce świadkami ogromnej nagonki na papieża Jana Pawła II. Mam na myśli wypowiedzi niektórych dziennikarzy i polityków, którzy w rzeczywistości nie mają pojęcia o treści watykańskiego raportu i wygłaszają bezpodstawne tezy. Jeżeli nieprawdziwe informacje dominują w przestrzeni publicznej, nic dziwnego, że emocje udzielają się komentującym - uważa.

Łukasz Grzesiczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje