Reklama

Reklama

Anna Zalewska: Obywatele uznają reformę edukacji za udaną

"Pani opowiada nam o przepisach, ludzie dzwonią i mówią o tym, że ich dziecko jest po 10 godzin w szkole - i pani rozkłada ręce. To jeżeli pani minister za to nie odpowiada, bo za to odpowiada dyrekcja albo samorząd, albo kurator, to może jest pani w stanie krótko odpowiedzieć na pytanie: za co my pani płacimy?" - pytał szefową MEN Annę Zalewską Robert Mazurek w Porannej rozmowie RMF FM.

Robert Mazurek: Polonistka, prawda?

Anna Zalewska: - Polonistka.

To jak się mówi: "półtora roku" czy "półtorej roku"?

- "Półtora roku", panie redaktorze.

Niech pani łaskawie, bardzo panią proszę i zobowiązuję do tego, dzisiaj na posiedzeniu rządu powie o tym premierowi Morawieckiemu.

- Oczywiście, że powiem, dlatego że wzajemnie się poprawiamy. Muszę panu powiedzieć, że staramy się dbać o kulturę języka.

Ale żeby premier Rzeczpospolitej mówił "półtorej roku"? Ja już to mówiłem kiedyś, ale za to powinien być Trybunał Stanu. Natychmiastowy zresztą.

Reklama

- Myślę, że nie aż tak - i mówię to jako autorytet, jako polonistka. Oczywiście, przekażę. Bardzo często tego rodzaju błędy zdarzają się, kiedy mówi się często, dużo.

Zostawmy w takim razie pouczenia, których dzisiaj wysłucha premier Morawiecki. Plan lekcji mam przed sobą. Jest to plan lekcji ósmoklasistki - bo ja dziś, proszę państwa, będę występował także w roli rodzica. Mam trójkę dzieci, każde w innej klasie, o dziwo, różnych szkół. Moja ósmoklasistka, 13-latka, ma 40 godzin tygodniowo. Jak mnie pani tutaj dopadła: to dlatego, że uczy się za dużo francuskiego - za to przepraszam. Czyli powinna mieć trzy godziny mniej: 37. Proszę pani, czwartek - czyli za dwa dni - dziewięć lekcji. Dzisiaj wie pani, co robiłem o 7:10? Nie wie pani.

- Nie zdążyliśmy o tym porozmawiać.

O 7:10 odwoziłem dziecko dzisiaj do szkoły, bo dziecko dzisiaj miało na 7:10 do szkoły, dlatego że miało dzisiaj - dzisiaj jest wtorek - przygotowanie z polskiego do egzaminów. Dzieci mają dodatkowe lekcje, które są de facto obowiązkowe. Moja córka i tak jest zwolniona z francuskiego, więc ma dwie lekcje mniej. Koleżanki i koledzy z klasy mają po 42 lekcje tygodniowo. To jest więcej niż normalny tydzień pracy... już nie mówię: nauczyciela! Oni mają tyle lekcji, ile wynosi dwukrotne pensum.

- Panie redaktorze, musimy być uczciwi, musimy przypomnieć również, musimy poruszyć kwestię pana córki, dlatego że jest w wyjątkowej szkole - dlatego że jest w klasie dwujęzycznej...

To jest normalna, publiczna, państwowa szkoła podstawowa w Warszawie.

- Pozwoli pan, panie redaktorze, zgodnie z rozporządzeniem, w klasie pierwszej, drugiej, trzeciej to jest 20 godzin obowiązkowo, w klasie czwartej: 24 godziny obowiązkowo, w klasie piątej, szóstej: 25, w klasie siódmej: 32 i 31 w klasie ósmej.

I minister z Prawa i Sprawiedliwości nie wlicza do tego oczywiście np. religii, bo rozumiem, że pani chciałaby, żeby dzieciaki nie chodziły na religię.

- Mówię o obowiązkowym wymiarze godzin, ale oczywiście do tego mamy: po pierwsze, decyzję rodziców, którzy mówią o tym, że ich dzieci są na religii, lub etyce, lub na jednym i drugim.

Czyli już dwie godziny mamy...

- Oprócz tego mogą uczestniczyć w Wychowaniu do życia w rodzinie.

A myśmy np. zwalniali dzieci z Wychowania do życia w rodzinie - nie z powodów światopoglądowych.

- W tamtym roku kilkaset tysięcy więcej dzieci zadeklarowało, że będzie uczestniczyć właśnie w tych lekcjach - i oczywiście 10 lekcji rocznie doradztwa zawodowego...

O tym chciałem z panią porozmawiać.

- ...dlatego że pojawiły się w siódmej i w ósmej klasie takie zajęcia, które są prośbą też i pracodawców.

Pani minister: doradztwo zawodowe, o którym pani mówi, że trwa 10 godzin w ogóle - chcę pani powiedzieć, że moja córka ma to już drugi semestr, bo miała przez pół roku w klasie siódmej, teraz ma również, no i to jest kapitalny przedmiot! Pytałem ją bardzo wyraźnie: co macie? Otóż mieli film o fryzjerach. Mieli też film o piekarzach. Proszę pani, jak by to wam powiedzieć grzecznie: jak oni chcieliby zobaczyć, czym się zajmuje fryzjer, to na YouTubie mają wszystkie zawody świata i w jeden wieczór są w stanie ogarnąć absolutnie wszystkie. A wy robicie im z tego przez rok lekcje.

- Nie, panie redaktorze, i myślę, że powinien pan porozmawiać z panią dyrektor, jeżeli poza anteną powie nam o jakiej szkole rozmawiamy, na pewno pojawi się tam wizytator, który przeanalizuje z panią dyrektor...

Tak, chcecie im dołożyć, dokopać.

- Nie, nie, nie.

A to jest dobra szkoła.

- ...z panią dyrektor, dlaczego obowiązkowo raz w tygodniu jest doradztwo zawodowe, skoro my mówimy co najmniej 10 w ciągu roku. Ja dziwię się, że pana córka na przykład nie poprosiła, żeby pan był na tych zajęciach z doradztwa zawodowego, albo na przykład oni nie przyszli do studia, bo tak się m. in. uczy zawodu.

Niech się pani minister nie martwi, oni przyjdą do tego studia, być może nie cała szkoła na razie...

- Ale klasa na pewno.

Tak, i ja już o to zadbam. Tylko problem nie polega na tym jednostkowym przykładzie. Rodzice z całej Polski do nas dzwonią i piszą, naprawdę nie tylko z Warszawy, i nie tylko z tej jednej podstawówki, gdzie uczą się pięć godzin, a nie dwie godziny, francuskiego.

- Jeżeli pan redaktor pozwoli...

I oni mają po 8-10 godzin w klasie ósmej. Wszyscy.

- Panie redaktorze, chcę panu powiedzieć, że sytuacja zmienia się w dwóch typach szkół - szkole dwujęzycznej i szkole sportowej.

Ale pani opowiada teraz o tym, jak by to było...

- W szkole sportowej oprócz obowiązkowych zajęć mamy np. 10 godzin dodatkowych wychowania fizycznego, treningów.

Ale zostawmy szkoły sportowe.

- Ale żeby było jasne, panie redaktorze, to nie zmieniło się po reformie.

Tak.

- Natomiast w klasie czwartej i szóstej o pięć godzin mniej jest zajęć obowiązkowych.

Pani minister, pani nam powie co pani wynika ze statystyk, a nasi słuchacze...

- Nie ze statystyk.

Z przepisów.

Dokładnie tak, natomiast prosimy słuchaczy i pana redaktora, abyśmy byli razem w szkole, i żebyśmy ustalali takie rozłożenie zajęć, żeby one po prostu były zgodne z rozporządzeniem. W tamtym tygodniu mieliśmy spotkanie - naukowcy, dyrektorzy, kuratorzy na ten temat dyskutowali. Jeżeli będziemy mieć takie jednostkowe sytuacje, będziemy wspierać szkoły w rozwiązywaniu tego rodzaju problemów.

Pani minister, podać pani kawę?

- Mam wodę, dziękuję.

Jak pani tak cały czas będzie mówiła, to ja przydam się chociaż do przyniesienia kawy, herbaty. Pani minister, ja mam jeszcze kilka innych pytań. Pani opowiada nam o przepisach, ludzie dzwonią i mówią o tym, że ich dziecko jest po 10 godzin w szkole - i pani rozkłada ręce. "No może pójdźcie do dyrektora". To jeżeli pani minister za to nie odpowiada, bo za to odpowiada dyrekcja albo samorząd, albo kurator, to - niech się pani nie gniewa - może jest pani w stanie krótko odpowiedzieć na pytanie: za co my pani płacimy?

- Między innymi za to, w jaki sposób kreowane są przepisy, które mają być odpowiedzią na takie indywidualne sytuacje. Ale - jak pan redaktor dobrze wie - rzeczywiście jesteśmy tutaj bardzo podzieleni w swoich obowiązkach: samorząd ma swoje, dyrektor ma swoje, nauczyciel swoje. Wspierającą i nadzorczą funkcję ma oczywiście kuratorium.

Pani minister, czy pani naprawdę wierzy w to, że budynki liceów są z gumy i są w stanie się rozszerzyć, by przyjąć podwójny rocznik w przyszłym roku?

- Nie tylko.

"Nie tylko w to wierzę, ale jestem tego pewna".

- Tak, dokładnie, bo policzyliśmy to, również w Warszawie...

Proszę państwa, za PiS-u szkoły są z gumy! A klamki mają?

- Panie redaktorze, czy mogę? Bardzo poważnie, bo to jest bardzo poważna kwestia, która niepokoi rodziców i musimy tutaj z rodzicami rozmawiać. Proszę państwa, w Warszawie powstało 37 nowych szkół, przede wszystkim licea ogólnokształcące, choć wcześniej Hanna Gronkiewicz-Waltz zlikwidowała 22 szkoły. W większości liceów były gimnazja, w związku z tym, w sposób oczywisty, są one wygaszane i jest miejsce dla rekrutacji, czy dla młodzieży w 2019 roku.

Szkoły z gum naprawdę przejdą do historii. 

- Nie, szkoły nie są z gumy. Są tam miejsca dla dzieci.

Mam jeszcze jedno pytanie. "Trzeba rozwiązać problem medycyny szkolnej. Około 150 tysięcy złotych rocznie kosztuje utrzymanie gabinetu stomatologicznego. To nie są duże koszty" - tak mówiła Beata Szydło w 13 października tuż przed wyborami. Po trzech latach rządów nie jesteśmy w stanie policzyć tych dentobusów. Dostaliśmy informacje, że w czerwcu są cztery działające dentobusy, ale teraz sprawdzaliśmy i rzecznik nie jest w stanie powiedzieć, ile ich jeździ. Proszę państwa, w całej Polsce, w kraju 40-milionowym są cztery, a może dziesięć, dentobusów. To jest ta opieka dentystyczna o której mówiliście?

- Panie redaktorze, wczoraj było przeprowadzone badanie CBOS, gdzie 67 proc. obywateli uznaje reformę edukacji za reformę udaną.

52 procent - mam przed sobą to badanie CBOS. Pani minister nieco to podkoloryzowała, a nawet znacznie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje