Reklama

Reklama

Adam Hofman w studiu RMF: Czuję się głupio. I się zachowuję głupio, więc przyszedłem w masce

"Przyniosłem maseczkę, bo jestem zszokowany tym, co się dzieje i ogólnie mam dobrą zabawę (…). Wypisuję się z gatunku ludzkiego" - mówi Porannej Rozmowy RMF FM Adam Hofman. Do studia, były polityk PiS, a teraz człowiek związany z branżą PR, przyszedł w maseczce.

Robert Mazurek: Nie wiem, czy mój gość będzie cokolwiek dziś mówił, ponieważ Adam Hofman przybył do studia w bardzo gustownej maseczce. Dzień dobry panu.

Reklama

Adam Hofman: - Przyniosłem maseczkę, bo jestem zszokowany tym, co się dzieje i ogólnie mam dobrą zabawę, na granicy: wypisuję się z gatunku ludzkiego.

Aż tak?

- Aż tak.

A co się panu stało takiego, że ludzkość zniechęciła do siebie?

- Zamiast poczytać, zorientować się, ulegamy - nie tylko my Polacy, my społeczeństwo, gatunek ludzki - jakimś stadnym, głupim zachowaniom. Robimy zapasy na najbliższe tygodnie. Sklepy są pełne ludzi, którzy mają wózki kaszy, makaronów i wody. A na grypę, na którą w zeszłym tygodniu pewnie kilka, czy nawet 10 osób zmarło, nikt się w Polsce nie szczepi. Choroba z dwuprocentową umieralnością i zarażeni w Polsce na poziomie zero, u naszych sąsiadów - umówmy się - jak chodzi o statystykę to są ilości śladowe, wywołuje panikę. Jest to po prostu głupie. Czuję się głupio. I się zachowuję głupio, więc przyszedłem w masce.  

Jest to rzeczywiście wyjątkowo głupie. Ludzie wierzą w to, że zdziesiątkuje nas jakaś pandemia, że to będzie grypa hiszpanka połączona z dżumą i to wszystko na raz i do potęgi.

- Widziałem akcję, że wchodzi Azjatka do przedziału, ludzie wstają i wychodzą, bo się boją - nie żeby kasłała, była oblana potami, miała gorączkę. Zwariowaliśmy.

Zaapelujmy do naszych słuchaczy. Proszę państwa, nie dajmy się ponieść emocjom, bo one nie są najlepszym doradcą.

- Jak mamy zasłonięte usta maseczkami, to tak naprawdę mamy zasłonięte oczy i inne ważne tematy przemykają jak pociąg.

Porozmawiajmy o tym, czy koronawirus wpłynie na kampanię wyborczą?

- Na pewno wpłynie na światową gospodarkę. Czy wpłynie na kampanię wyborcza? Już wpłynął. Co jest dzisiaj największą aktywnością? W weekend, kiedy były konwencje, najpierw wychodzi Platforma i mówi: koronawirus jest w Polsce, tylko ukryty. Ja tak myślę, że może on przyszedł, rozejrzał się, zobaczył, co tutaj się dzieje i sobie poszedł, bo mu się nie podoba. I wychodzi kolejna, niespełniona obietnica Platformy Obywatelskiej. Nie było przez weekend (koronawirusa w Polsce - red.), więc może od poniedziałku. Ja już nie wiem, czy my mamy się cieszyć, że on przyjdzie, bo wszyscy mają, a my nie mamy. I jesteśmy na takiej liście hańby - oni nie mają koronawirusa.

Nawet Białoruś ma koronawirusa.

- W Rosji pani uciekła z kwarantanny, słyszałem w RMF-ie.

Ale ona nam uciekła do Polski, żeby nam przynieść.

- Te wschodnie narody lepiej to znoszą. Ja myślę, że w tygodniu się ten koronawirus zaczajał, w weekend go wszyscy bach wyganiamy i znowu od poniedziałku mamy.

Ja pytam poważnie: czy to przeorze kampanię wyborczą?

- Zdominuje na parę dni, jeśli się pojawi, ale jest już ustawa, jest specjalne posiedzenie, jest rząd, jest prezydent Duda. Może jakiś minister będzie chory, jak w Iranie. Wtedy to by dopiero było ekstra. Koronawirus jako sposób na rekonstrukcję rządu. Przychodzi prezes, mówi: ja nie chciałem tych ministrów zwalniać, ale na wszelki wypadek przez dwa tygodnie nie będą przychodzić do pracy.

Przejdźmy może do polityki. Szef Naczelnej Rady Lekarskiej zaapelował o to, by zakazać imprez masowych. To oznacza, jak rozumiem, zakazano by spotkań wyborczych.

- Wieców wyborczych, spotkań...

Kto by na tym stracił, a kto zyskał?

- Społeczeństwo. Łatwiej prowadzić kampanię będąc urzędującym prezydentem, ministrem, posłem. Ma się inne narzędzia do tego. Wtedy się po prostu sprawuje obowiązki, ale to i tak niczego nie zmieni, bo opozycja będzie mówić, że to kaganiec, a ci będą mówić, że to nie kaganiec a profilaktyka i blablabla.  

Opozycja miała okazję pokazać się w weekend. Małgorzata Kidawa-Błońska urządziła dużą konwencję w Warszawie. Przekonało to pana, że to jest kandydatka na prezydenta?

- Ja jestem zwykły lud, czyli oglądam politykę prawie wcale.

Pan jest zwykły lud, który przyjeżdża do roboty teslą.

- Zwykły lud pracujący miast i wsi. Ja nie mówię, że każdy jeździ teslą. Chodzi o to, że ja nie oglądam już polityki tak fanatycznie, hobbystycznie czy zawodowo. Docierają do mnie tak zwane grube przekazy, czyli takie jak do zwykłego wyborcy, który się nie interesuje polityką. Co do mnie dotarło? Zdjęcie Kidawy-Błońskiej ze skrzydłami, że teraz leci, że się wznosi orzeł...

To dobrze? Dobre to było skojarzenie?

- To dotarło. Ja nie mówię, że dobrze. No i żona Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Która mówiła na męża per tygrysie.

- No tak, ale ona jakby przebiła się przez szkło, przez ekran i dzięki temu Władysław Kosiniak-Kamysz przebił się przez szkło. To do mnie dotarło. Koniec. Z dużych przekazów do ludzi nic więcej nie dotarło.

Nic więcej?

- Nie. 

Czyli skrzydła Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która mówi o sobie per kobieta z Ursusa?

- To już niszowe, dla fanatyków. Dla fanów Ursusa i fanów kobiety na ursusach.

Mówi pan o traktorach teraz.

- Jej tego brakuje, bo ja rozumiem, po co to robi. Nie dotarło to do mnie, a teraz dotarło - ona to robi po to, że ona nie chce być miłą ciocią od herbatki, tylko ona chce być też taką "self-made woman", a w polskich warunkach równa się to... To znaczy sztabowcy wymyślili, że "self-made woman" w polskich warunkach społeczeństwa postkomunistycznego to jest kobieta z Ursusa. Halo, tu ziemia.

W minionym tygodniu mieliśmy tournée Marcina Mastalerka, byłego posła Prawa i Sprawiedliwości.

- Pozdrawiamy go, człowiek piłki nożnej.

Człowiek, który robił kampanię wyborczą pięć lat temu Andrzejowi Dudzie. I on w tym swoim tournée medialnym wygłosił taki oto przekaz, że kampania Andrzeja Dudy jest de facto pasmem nieszczęść. Zgadza się pan z tym?

- Chciał coś tym przekazać, czyli chciał coś przekazać. Zakładam, że czuje się, że gdyby on był w tej kampanii pewnie byłoby lepiej - i może by było. Czy jest pasmem nieszczęść? Na razie jest tym samym co było pięć lat, tą samą wojną.

No właśnie. Czy to da radę? Czy ci sami ludzie...

- Kula śniegowa jeszcze się napędza i czy ona tym pędem wjedzie w zwycięstwo? To jest pytanie, na które ja naprawdę nie potrafię dzisiaj odpowiedzieć. Bo na zdrowy rozum, racjonalnie - tak. Sondaże wskazują, że tak. Opozycja jest rozbita...

Moim zdaniem, na zdrowy rozum właśnie nie. Dwa razy ten sam pomysł na kampanię...

- Ale on może zagrać i pięć razy, jeśli jest fala i tendencja społeczna. To można grać i grać -  "Zagraj to jeszcze raz, Sam". Ludzie lubią te kawałki, które już znają. Ale tylko do pewnego momentu, bo jak przychodzi taki moment, że się przełamie, to wtedy, to co jest twoją wartością, staje się twoją śmiesznością. "Bronisław Komorowski case". I w związku z tym, czy Andrzej Duda będzie Bronisławem Komorowskim? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, nie znam tej odpowiedzi. 

A czy Andrzej Duda powinien podpisać ustawę przekazującą dwa miliardy na media publiczne czy nie?

-Realnie w języku polityki, takiej normalnej polityki, powinien, bo to jest jego zaplecze i jego zaplecze musi mieć zasoby, a zasoby to źródło finansowania. Telewizja musi mieć pieniądze, żeby robić robotę. Proste.

Pan na nie na jego miejscu podpisałby czy nie? Inaczej. Jest pan doradcą Andrzeja Dudy i mówi mu: Andrzej podpisz - Andrzej nie podpisz. Co pan wybiera?

- Ja mówię mu tak: zawetujmy. Zrobimy na tym cojones. Może to odsyłamy do Trybunału albo zawetujemy.

Nie, nie. Odsyłamy do TK, to nie podejmie decyzji.

- No dobra, to wetujemy i jest nowa ustawa. Ona już jest po wyborach, po wyborach ją podpiszemy.

OK. Czyli pan mówi: wetujmy.

- Pieniądze są. I telewizja w międzyczasie wyemituje sobie bony, zaciągnie pożyczkę, dostanie pożyczkę na te dwa miliardy, bo i tak ma to klepnięte.

Czyli radziłby pan zawetować. A co zrobi Andrzej Duda?

- Zawetować, ale puściłbym oko, bym powiedział: "chłopaki w telewizji, i tak macie tę kasę".

Co zrobi Andrzej Duda?

- A - niech go pan zaprosi.

Ja go zapraszałem parokrotnie.

- Nie wierzę, że odmówił. Andrzej Duda boi się Mazurka?

Nie, nie boi się. Widocznie jest człowiekiem zapracowanym, wie pan.

- Nie wierzę, że on się tak obawia redaktora Mazurka.

Proszę pana, jak widać są w polityce rzeczy, których nawet pan nie przewidział.

- Może mu nie przekazali, ale teraz, jak już słyszał, to myślę, że przyjdzie.

Serdecznie zapraszam.

- Zapraszam w imieniu redaktora Mazurka.

Ja zapraszam w imieniu swoim i w imieniu RMF FM.

Robert Mazurek

Karol Pawłowicki,Joanna Potocka,Urszula Gwiazda

Czytaj na RMF24.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje