Reklama

Reklama

100 dni rządu Tuska. Ocena "dość krytyczna"

Mija sto dni działalności rządu Donalda Tuska. Ponad trzy miesiące pracy koalicyjnego gabinetu PO-PSL to m.in. zamieszanie z wejściem w życie nowej ustawy refundacyjnej i protesty społeczne wobec umowy ACTA.

Jedną z głównych reform zapowiedzianych przez premiera Donalda Tuska w expose była kwestia wydłużenia i zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 67 lat. 14 lutego premier zaprezentował projekt w tej sprawie i ogłosił rozpoczęcie konsultacji w sprawie reformy emerytalnej.

Reklama

Prezydent Bronisław Komorowski desygnował Tuska na szefa rządu 8 listopada zeszłego roku. 18 listopada prezydent powołał nowy rząd. 19 listopada Sejm udzielił wotum zaufania nowej Radzie Ministrów.

Od powołania nowego rządu posłowie opozycji chcieli odwołania dwóch ministrów. Sejm jednak odrzucił wnioski o wotum nieufności wobec szefa MSZ Radosława Sikorskiego i ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza.

Na arenie międzynarodowej premier zaangażował się w działania na rzecz przyjęcia przez Polskę paktu fiskalnego, ale z założeniem, że główną zasadą działania paktu nie mogą być spotkania tylko krajów strefy euro i że pakt nie będzie zagrażał wspólnotowemu decydowaniu w UE. Szerokim echem w Europie odbiło się też wystąpienie Sikorskiego w Berlinie, na którym szef MSZ skierował do Niemiec mocny apel o obronę strefy euro.

Według sondażu CBOS z lutego, 61 proc. badanych źle ocenia działania rządu Donalda Tuska, dobrze - 28 proc. Niezadowolonych z tego, że premierem jest Tusk jest 50 proc. ankietowanych, zadowolonych- 37 proc. Tusk sam przyznał, że atmosfera wokół jego gabinetu - po 3 miesiącach działalności - jest "dość krytyczna".

Schetyna: To dla nas nauczka

Wiceszef PO Grzegorz Schetyna przyznał, że 100 dni rządu, to był trudny czas dla Platformy. - Po wyborach wydawało się, że kolejna kadencja będzie taka, jak nasze wyborcze zwycięstwo - czyli w dobrym stylu i z dobrą kontrolą wszystkich zdarzeń. Expose było takim wyznacznikiem i pokazaniem wielkiego wyzwania, ale potem było różnie - zaznaczył Schetyna.

- 100 dni, to wielka nauczka dla nas wszystkich - mówię o koalicji PO-PSL, o Platformie - że nic nie jest dane raz na zawsze, trzeba cały czas walczyć o wsparcie, trzeba być zdyscyplinowanym, dobrze zorganizowanym i rzetelnym - podkreślił wiceszef PO.

- Namawiam i proszę o cierpliwość (dla rządu), wierzę w premiera, ma doświadczenie, ma wizję funkcjonowania przez całą kadencję - zaapelował Schetyna.

Pytany o ocenę poszczególnych ministrów, Schetyna powiedział, że to premier ma klucz do oceny pracy ministrów, ale - jak zastrzegł - oczywiście ma swoje typy i faworytów.

- Dobrze bym powiedział o ministrze zdrowia Bartoszu Arłukowiczu, bo ma bardzo trudny resort - poradził sobie, widzę, że ma serce do tej pracy. Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin jest dla mnie pozytywnym zaskoczeniem - bardzo się przejął swoją pracą i bardzo intensywnie pracuje. Nie spodziewałem się, że aż tyle serca, umiejętności i wiedzy w to włoży - mówił wiceszef PO.

Schetyna zwrócił też uwagę, że minister sportu Joanna Mucha jest pod ogromną presją mediów. - To niesłychane, nigdy żaden minister sportu nie miał takiej prasy i takiego zainteresowania, nigdy nie było to tak intensywne, jest w tym coś zadziwiającego - zaznaczył polityk.

Według polityka PO, merytoryczna ocena 100 dni rządu będzie możliwa dopiero po podsumowaniu pracy poszczególnych ministerstw i ministrów oraz sprawdzeniu, jaki jest dorobek legislacyjny resortów.

- Nie chciałbym, żeby 100 dni rządu były opisywane tylko przez rzeczy, które nam się generalnie nie udały - czyli umowę ACTA, wprowadzenie ustawy refundacyjnej - które mają delikatnie mówiąc niepozytywny kontekst. Wolałbym, żeby to spojrzenie było pełniejsze - przez pryzmat legislacji, pracy ministrów i jej efektów, a nie tylko zewnętrznych - nie chcę powiedzieć wpadek - ale zewnętrznego braku szczęścia - powiedział Schetyna.

PiS: Kompromitacja w wielu dziedzinach

Krytycznej oceny rządu Tuska nie kryje prezes PiS Jarosław Kaczyński. - Wołowej skóry nie starczy, żeby spisać to co się nie udało. Cały czas mamy nowe wydarzenia, które są dowodem na - łagodnie mówiąc - małą sprawność rządu - powiedział.

Jak zauważył, są "objawy zdenerwowania, dezintegracji, zszarpanych nerwów, które pokazują, że rząd przeżywa bardzo ciężki kryzys". Według lidera PiS źródłem kryzysu rządu jest jego skład. - To jest rząd, który w oczywisty sposób nie odpowiada, jeśli chodzi o kwalifikacje swoich członków, tym wyzwaniom, przed którymi każdy polski rząd by stał - zaznaczył Kaczyński.

- Rząd ma mnóstwo słabych punktów, ale najsłabszym jest Donald Tusk - dodał.

Skład personalny gabinetu Tuska krytykuje też szef Komitetu Wykonawczego PiS Joachim Brudziński. - Jak ma sprawować funkcję premiera 40-milionowego kraju polityk, który dobiera współpracowników na najważniejsze stanowiska nie według kompetencji, nie wedle doświadczenia, tylko wedle tego, czy ładnie wypadają w mediach? Praktycznie nie ma resortu, gdzie nie byłoby kompromitacji. Zasada, że do rządu bierzemy ładnych, gładkolicych, elokwentnych, ale zupełnie niekomepetentnych w obszarach, którymi mają się zajmować, jest dobra na standardy polityki medialnej, ale nie na sprawne zarządzanie krajem - podkreślił poseł PiS.

Jak ocenił, to rodzi takie konsekwencje, jak gwałtowny spadek poparcia zaufania do rządu i do samego premiera.

Według Brudzińskiego, jakiej dziedziny życia byśmy się dotknęli można stwierdzić, że "jest dramatycznie". - Mamy likwidowane szkoły, mamy coraz więcej obowiązków, przerzucanych na ramiona samorządów, bez kierowania na nie środków finansowych, mamy rozpaczliwą próbę premiera ratowania wizerunkowo swojej twarzy, a kończy się to tak kabaretowo, jak siedmiogodzinna debata z internautami w sprawie ACTA - zauważył.

- Wręcz nikczemność, to przerzucenie na kieszenie pacjentów współfinansowania za leki niejednokrotnie ratujące życie - dodał poseł.

Palikot: Od klęski do klęski

- Od klęski do klęski, od kompromitacji do kompromitacji - powiedział z kolei Janusz Palikot, pytany o ocenę dotychczasowych działań rządu.

Jak dodał, "naprawdę trudno powiedzieć coś dobrego o tej kadencji". - Jedyne: to wystąpienie ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego w Berlinie - powiedział.

Chodzi o wystąpienie Sikorskiego na forum Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej w Berlinie 28 listopada. Sikorski zaproponował tam zmniejszenie i wzmocnienie KE, ogólnoeuropejską listę kandydatów do europarlamentu, połączenie stanowisk szefa KE i prezydenta UE. Mocny apel o obronę strefy euro skierował do Niemiec - jako największej gospodarki UE.

Poza tym wystąpieniem - według Palikota - trudno rząd za coś pochwalić. - Expose okropne, bez wiary, bez nadziei, bez pomysłu na Polskę. Tragiczna realizacja ustawy o refundacji leków, brak wyczucia w sprawie ACTA - wyliczał polityk.

- Nie wiem, co się stało z Tuskiem. Niektórzy uważają, że druga kadencja w sensie psychologicznym jest trudniejsza, bo zawsze jest już po tym kolejnym zwycięstwie jakiś taki spadek formy, i że to jest powszechne w przypadku amerykańskich prezydentów itd. Zawsze drugie kadencje były gorsze - zauważył Palikot.

Jak ocenił, "to wszystko razem, uwierzenie w to, że wszystko jest możliwe, zły dobór ludzi, błędy" sprawiło, że "w 100 dni prysł czar".

Jego zdaniem, prawdopodobna jest rekonstrukcja rządu. Palikot uważa, że do rządu wróci były wicepremier i szef MSWiA Grzegorz Schetyna. - Być może nawet zastąpi Joannę Muchę - stwierdził.

L. Miller: 100 dni rządu obfitujące w niepowodzenia

Także szef SLD Leszek Miller uważa, że pierwsze sto dni rządu premiera Donalda Tuska "obfituje w niepowodzenia". - Po pierwsze ustawa refundacyjna spowodowała ogromne utrudnienie dla milionów polskich pacjentów, chorych. Po wtóre - sprawa ACTA: rząd coś podpisał, a potem się z tego wycofał, wysyłał sprzeczne sygnały. Po trzecie - Euro 2012: niemalże codziennie dowiadujemy się, że jakiejś autostrady nie będzie, a stadion, który był niby otwarty, jest z powrotem zamknięty - ocenił.

Zdaniem Millera problemy rządu biorą się stąd, że w ubiegłej kadencji "premier nas przyzwyczaił, że - jak twierdził - można wprowadzać reformy, które nie są bolesne, nie powodują zwiększenia trudności, że w sumie najważniejsza jest ciepła woda w kranie".

- Sądzę, że premier po wygranych wyborach zdecydował się podjąć istotne rzeczy - czy to reformę emerytalno-rentową, czy inne i tu się natknął na prawdziwe problemy i jakby brak umiejętności stawiania im czoła - ocenił lider SLD.

Były premier dodał, że na resztę kadencji życzy rządowi PO-PSL "życzliwości". - Żeby rząd wsłuchiwał się w to, co mówi SLD, bo chociażby w przypadku reformy emerytalnej warto by spokojnie posłuchać Sojuszu i przynajmniej niektóre propozycje uznać za ciekawe i rozsądne - podkreślił.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne