Reklama

Reklama

Migranci u granic Polski. "Łukaszenka strzelił sobie w stopę"

- To niezwykle poważny incydent graniczny. Mamy do czynienia z wojną hybrydową. Musimy się spodziewać, że może dojść po stronie białoruskiej nawet do takich prowokacji, jak otwarcie ognia do migrantów i próba przeniesienia odpowiedzialności na stronę polską - komentuje kryzys na granicy z Białorusią ekspert ds. bezpieczeństwa z Collegium Civitas Grzegorz Cieślak. Jak dodaje, sytuacja zaczyna się wymykać spod kontroli białoruskiego reżimu.

W poniedziałek duża grupa migrantów dotarła na polsko-białoruską granicę, w okolice Kuźnicy Białostockiej. Po drugiej stronie stanęły polskie służby. Kiedy migranci próbowali forsować zasieki, użyto gazu łzawiącego. Resort obrony narodowej poinformował, że służbom MSWiA i żołnierzom udało się zatrzymać "pierwszą masową próbę sforsowania granicy". Noc upłynęła już spokojnie.

Grzegorz Cieślak z Centrum Badań nad Ryzykami Społecznymi i Gospodarczymi Collegium Civitas ostrzega, że po stronie białoruskiej należy się spodziewać kolejnych prowokacji. - Sytuacja na granicy jest w pełni moderowana przez służby Aleksandra Łukaszenki. Migranci są wykorzystywani w grze przeciw Polsce, Europie i Zachodowi - mówi.

Reklama

Ale ta gra - jak uważa ekspert z Collegium Civitas - idzie białoruskiemu reżimowi coraz gorzej.

Czytaj też: Co się dzieje na granicy z Białorusią? Sprawdź relację na żywo

Migranci na granicy w Kuźnicy. Akcja: Przekierować gniew

- Widać, że białoruskiej administracji rządowej kończą się środki, zasoby i cierpliwość, przy czym Łukaszenka strzelił sobie w stopę. Wydawało mu się, że pomysł, który podsunęły mu służby specjalne Białorusi jest dobry. Teraz okazało się, że trzeba od niego zapłacić pewien "podatek VAT". Migranci są u niego, a problem z przekroczeniem granicy jest coraz większy - mówi Cieślak. 

Kolejni cudzoziemcy zmierzający do Europy wciąż przybywają na Białoruś. Jak wskazuje ekspert ds. bezpieczeństwa, o ile proces sprowadzania migrantów zapoczątkowały i kontynuowały białoruskie o służby, o tyle do akcji wkroczyły zorganizowane grupy przestępcze. - One będą próbowały z tego procederu czerpać korzyści jeszcze przez długie miesiące. Ciekawe jak Łukaszenka przerwie ten proces - zastanawia się.

W jego opinii, białoruski reżim będzie szukał sposobu, by gniew migrantów, którzy widzą, że zostali oszukani, skierować na Polskę. - Jeśli to się nie uda, konsekwencją na przestrzeni najbliższych lat mogą być nawet ataki terrorystyczne wobec Białorusi - stwierdza.

Ekspert o czasowym zamknięciu granicy: Stracimy mniej niż Białoruś

Jak rozwiązać kryzys panujący na granicy? Donald Tusk proponuje, by zastanowić się nad uruchomieniem art. 4 NATO. - Jeśli nasza granica będzie bezpośrednio zagrożona presją fizyczną przy udziale Białorusinów, tzn. mówię o służbach białoruskich, to w mojej ocenie, jest to absolutnie powód do tego, aby uruchomić konsultacje w ramach Paktu Północnoatlantyckiego, ponieważ dotyczy to już bezpieczeństwa całej wschodniej granicy Unii Europejskiej i państw NATO-wskich, takich jak Polska i Litwa - przekonywał Donald Tusk. 

Art. 4 Traktatu Północnoatlantyckiego przewiduje, że strony będą się wspólnie konsultowały, ilekroć - zdaniem którejkolwiek z nich - zagrożone będą: integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo którejkolwiek ze Stron.

Ekspert z Collegium Civitas uważa, że to dobry pomysł. Pytany, jak uruchomione tego artykułu miałoby wyglądać w praktyce, odpowiada: - Trudno powiedzieć, bo jeszcze go nie stosowaliśmy i nie wiemy, na jaką odpowiedź możemy liczyć.

Podkreśla, że to zadanie dla polskiej dyplomacji. - Odpowiedź naszych sojuszników będzie tak silna, jak silne będą zabiegi naszej dyplomacji - mówi.

Uważa, jednocześnie, że jednym z kroków mogłoby być także czasowe zamknięcie granicy przez Polskę. - To uderzy również w polską gospodarkę, bo oczywiście handlujemy z Białorusią, ale bilans po obu stronach nie będzie taki sam. My stracimy znacznie mniej niż Białoruś - konkluduje. 

Reklama

Reklama

Reklama