Reklama

Reklama

Granica polsko-białoruska. Mariusz Ciarka o stanie poszkodowanych policjantów

- Stan zdrowia rannych na granicy policjantów nie jest zagrożony. Wyglądało to dość groźnie, zostali przewiezieni do szpitala. Po badaniach specjalistycznych okazało się jednak, że nie są to poważne uszkodzenia ciała - przekazał na antenie Polsat News rzecznik Komendy Głównej Policji insp. Mariusz Ciarka. Ostatniej doby rannych zostało łącznie 12 funkcjonariuszy pełniących służbę na granicy.

We wtorek przed południem na przejściu w Kuźnicy doszło od strony białoruskiej do ataku wymierzonego w chroniących granicy polskich funkcjonariuszy różnych służb. Agresywne osoby, wśród których najbardziej aktywne były te zamaskowane, rzucały w stronę funkcjonariuszy kamieniami i granatami hukowymi. Widać było na opublikowanych relacjach live ze strony białoruskiej, że atakujący używali też proc. Polskie służby podkreślały, że akcją z użyciem drona sterowały służby białoruskie. Aby uspokoić napastników, polscy funkcjonariusze chroniący granicy użyli m.in. armatek wodnych.

Reklama

Zobacz też: Granica polsko-białoruska. Swiatłana Cichanouska: Jest mi wstyd za białoruskie służby

Polska policja podsumowała we wtorek wieczorem, że w ataku rannych zostało dziewięciu policjantów i policjantek, a łącznie obrażenia odniosło 12 funkcjonariuszy różnych służb chroniących granicę.

Mariusz Ciarka: Zamaskowani prowokatorzy z granatami przy granicy

Insp. Mariusz Ciarka przekazał na antenie Polsat News, że życiu i zdrowiu poszkodowanych funkcjonariuszy policji nie zagraża niebezpieczeństwo. - W szpitalu, po badaniach specjalistycznych, m.in. przy użyciu tomografu okazało się, że nie są to poważne uszkodzenia ciała, które skutkowałyby poważniejszym rozstrojem. To bardzo dobra informacja zarówno dla rodzin, policjantów, jak i każdego, kto nas wspiera - mówił rzecznik.

Komentując wtorkowe wydarzenia na przejściu w Kuźnicy, Ciarka przekazał, że służby robią wszystko "by uniknąć sytuacji, które mogłyby eskalować konflikt". - Już kilka dni temu informowaliśmy, że wśród ludzi zepchniętych siłą na ogrodzenie przez służby białoruskie rozpuszczane są plotki, że 15 listopada zostaną podstawione autobusy jadące do Niemiec. Mimo że wydawaliśmy przez cały weekend komunikaty w różnych językach, że "to jest plotka, proszę w to nie wierzyć", te osoby mimo wszystko zostały przygnane na przejście graniczne - mówił rzecznik.

Ciarka dodawał, że między migrantami działali zamaskowani prowokatorzy z białoruskich służb wyposażeni w granaty hukowi i łzawiące. - W pewnym momencie policjanci zostali ostrzelani procami i obrzuceni kamieniami, butelkami, a także granatami hukowymi i łzawiącymi - dodawał.

Granica polsko-białoruska. Dlaczego użyto armatek wodnych?

Gość Polsat News skomentował też krytyczne wypowiedzi o używaniu przez służby armatek wodnych. - Zaufajmy polskim służbom. Robimy to profesjonalnie. Nie pozwolimy na to, aby nasi żołnierze, policjanci czy funkcjonariusze Straży Granicznej stracili życie tylko dlatego, że komuś się nie podoba, że odpieramy ataki - zaznaczył, podkreślając, że to "jeden z najmniej inwazyjnych sposobów na odpieranie ataków".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne