Reklama

Reklama

Białystok: Przywrócone zasilanie po dużej awarii energetycznej w centrum

​Przez trzy godziny nie miało w piątek prądu kilkadziesiąt tysięcy odbiorców w centrum Białegostoku, po pożarze baterii kondensatorów w Zakładzie Energetycznym. Zasilania z sieci nie miał m.in. magistrat, niektóre sądy, banki i sklepy.

Do pożaru doszło tuż przed godz. 9 w Zakładzie Energetycznym przy ul. Elektrycznej w Białymstoku. Jak podała Agnieszka Tyszkiewicz z PGE Dystrybucja S.A. Oddział Białystok, doszło do pożaru "baterii kondensatorów stacji wnętrzowej", a w związku z tym - samoczynnego wyłączenia zasilania dużej części miasta.

Reklama

Według szacunków energetyków bez prądu było początkowo nawet 90 tys. odbiorców w centrum miasta.

Ogień został szybko ugaszony przez strażaków, dłużej trwało przewietrzanie budynku. Rzecznik prasowy podlaskich strażaków Marcin Janowski powiedział PAP, że pożar nie był duży, ale akcja trudna o tyle, że część urządzeń energetycznych była pod napięciem. Dlatego strażacy używali do gaszenia wyłącznie agregatu proszkowego.

Po wyłączeniu zasilania, w ścisłym centrum miasta prądu nie miał m.in. Urząd Miejski, wiele banków, sklepy, biura i kawiarnie. Nie można było wziąć pieniędzy w bankomacie czy zrobić zakupów, bo nie działały kasy fiskalne.

Na niektórych ulicach w centrum nie działała sygnalizacja świetlna. Według informacji z magistratu, tam gdzie przestała działać sygnalizacja awaryjna, sterowaniem ruchem zajęła się policja.

Prądu nie było m.in. w budynkach urzędu miejskiego. Urszula Boublej z biura prasowego magistratu poinformowała PAP, że spowodowało to utrudnienia w pracy urzędników i załatwianiu spraw klientów, ale wszystkie systemy, z których korzysta urząd, wracają do normy. Podkreśliła, że urzędnicy pracowali "na tyle, na ile było to możliwe", wszyscy czekali na przywrócenie zasilania.

Bez prądu był także m.in. Sąd Okręgowy w Białymstoku. Rzecznik tego sądu, sędzia Wiesław Żywolewski powiedział PAP, że sąd dysponuje systemem podtrzymującym zasilanie systemów informatycznych - w zależności od ich obciążenia - na 1-2 godziny i ten system działał.

Więc choć na salach sądowych nie można było włączyć oświetlenia, rozprawy odbywały się normalnie, a sąd był przygotowany, by - w razie dłuższego braku prądu - przejść na ręczne protokołowanie rozpraw.

Podlaski Urząd Wojewódzki w Białymstoku nie odczuł awarii prądu. Jak powiedziała PAP rzeczniczka wojewody podlaskiego Joanna Pilcicka, urząd zaopatrzony jest we własny agregat, więc z prądem nie było problemu; był natomiast ograniczony dostęp do internetu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy