Reklama

Reklama

Białystok: Proces o pozbawienie wolności żony i córki. Sąd przesłuchuje świadków

Sąd Rejonowy w Białymstoku w procesie mężczyzny oskarżonego o bezprawne pozbawienie wolności żony i córki próbuje ustalić, czy matka z córką zostały siłą zabrane z ulicy, czy może jednak kobieta sama wsiadła do auta. We wtorek (8 grudnia) zeznawała m.in. babcia 26-latki, która widziała zdarzenie z okna i zawiadomiła policję.

Do uprowadzenia doszło 7 marca ub. roku na jednym z białostockich osiedli. Jak podawała policja, dwaj sprawcy wepchnęli 26-latkę i jej wówczas 3-letnią córkę Amelię do samochodu i odjechali.

Reklama

Kilkaset metrów dalej porzucili ciemnoniebieskiego citroena, którym uciekali, i przesiedli się do kolejnego auta.

Child Alert

Jeszcze tego samego dnia po południu, w związku z zaginięciem dziecka, został ogłoszony tzw. Child Alert, opublikowany był też wizerunek matki dziecka, a dzień później zdjęcia męża porwanej kobiety - ojca dziecka. Akcja poszukiwawcza trwała ponad dobę. 

8 marca po południu między porywaczami doszło do kłótni w samochodzie, a uprowadzona kobieta wraz z dzieckiem opuściły pojazd.

W okolicach Ostrołęki (Mazowieckie) zabrał ją z drogi przypadkowy kierowca, który przekazał matkę i dziecko w ręce policji; we wtorek (8 grudnia) i on zeznawał jako świadek w tym procesie.

Dwa zarzuty

Prokuratura postawiła Cezaremu R. dwa zarzuty: bezprawnego pozbawienia wolności żony i córki oraz uzyskanie - bez uprawnień - dostępu do informacji dla niego nieprzeznaczonej, poprzez posługiwanie się specjalistycznym urządzeniem. Chodzi o zamontowanie w samochodzie żony (bez jej wiedzy i zgody) nadajnika GPS, pozwalającego na lokalizację położenia auta.

Zeznania babci

We wtorek (8 grudnia) przed białostockim sądem zeznawała 74-letnia babcia żony oskarżonego. Jak mówiła, kluczowy moment wydarzeń z 7 marca widziała przez okno swego mieszkania; czekała bowiem na przyjazd wnuczki i prawnuczki. Jak to opisywała przed sądem, mężczyzna, który wysiadł z fotela kierowcy, chwycił dziecko stojące obok samochodu matki i wsadził do swego auta. - Natalia (wnuczka-red) rzuciła się za dzieckiem. Nawet nie musiał jej "tykać". On drzwi zamknął i ruszył - mówiła. 

Podkreślała, że obaj sprawcy nie byli w ogóle zamaskowani (w zeznaniach świadków z ulicy były informacje o zamaskowanych twarzach), ten który siedział za kierownicą, nawet nie miał kurtki. Kobieta zadzwoniła na numer alarmowy 112, powiadamiając o porwaniu wnuczki i prawnuczki. - Jestem przekonana, że tylko dzięki mnie Natalia nie została wywieziona, nikt by nie wiedział, gdzie ona jest, jakiś cud Boży, że siedziałam i to widziałam - mówiła babcia dziewczyny.

"On o nie walczył"

- Wiedziałam, że Czarek nie zrobi Natalii i Amelii nic złego. To taki stary, ślepy kogut, któremu trafiły się dwa ziarenka, on o nie walczył - dodała.

Sąd dopytywał świadka, czy widziała, by doszło do użycia przemocy wobec 26-latki. W śledztwie jej babcia mówiła bowiem, że drugi ze sprawców "chwycił" wnuczkę, ta wyrywała się, ale silniejszy od niej mężczyzna wepchnął ją do samochodu.

We wtorek kobieta przyznała, że obecnie tego szczegółu zdarzeń - widzianych z okna - nie pamięta. Ostatecznie powiedziała, że wnuczka i prawnuczka nie wsiadły do samochodu "dobrowolnie", a znalazły się tam "pod przymusem". - To nie było porwanie tylko Amelii, to było zaplanowane porwanie ich obu - mówiła.

Kolejny świadek zdarzenia

Naoczny świadek, który z odległości ok. stu metrów widział już ostatni moment uprowadzenia (tuż przed odjazdem auta sprawców) zeznał przed sądem, że miała miejsce szarpanina, a dziewczyna została wepchnięta do środka przez mężczyznę, który potem usiadł na miejscu obok kierowcy.

Sama dziewczyna, która ma w sprawie status oskarżycielki posiłkowej, mówiła na poprzednich rozprawach przed sądem, że została siłą zabrana do samochodu, była przerażona, bała się o dziecko i - choć rozpoznała męża - nie wiedziała, o co chodzi. Sam Cezary R. wyjaśniał w śledztwie (przed sądem nie stawia się) m.in., że nie było krzyków czy szarpaniny i nie miał zamiaru zrobić krzywdy żonie czy córce.

Sąd przesłuchał też we wtorek (8 grudnia) mężczyznę, który 26-latkę i jej córkę zabrał z drogi niedaleko Ostrołęki, zawiadomił policję i obie przekazał w jej ręce. Tu pojawił się też wątek użycia gazu podczas kłótni między sprawcami, która zakończyła się tym, że kobieta zdołała wysiąść z samochodu.

Zeznania składał też mężczyzna, który Cezaremu R. pomagał. Pod koniec ub. roku poddał się on karze roku więzienia, w tej sprawie ma status świadka.

Ciąg dalszy procesu zaplanowano na styczeń 2021 roku. Sąd zdecydował też we wtorek o powołaniu biegłego, który szczegółowo zbada telefony sprawców zabezpieczone w śledztwie, m.in. będzie przeszukiwał komunikatory internetowe i historie odwiedzanych stron, pod kątem planowania działań z marca ubiegłego roku

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje