Reklama

Reklama

Białystok: Policjant zaatakował gazem łzawiącym

​Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku zakończył się w piątek proces odwoławczy policjanta oskarżonego m.in. o przekroczenie granic obrony koniecznej. Sąd I instancji uznał, że rzeczywiście doszło do przekroczenia jej granic, ale postępowanie warunkowo umorzył.

Proces dotyczy wydarzeń ze stycznia 2014 r. Oskarżony w tej sprawie mężczyzna, na co dzień funkcjonariusz policji w jednym z białostockich komisariatów, był wtedy wraz z żoną, prywatnie, na imprezie u znajomych na jednym z miejskich osiedli.

Gdy z niej wyszedł, został zaatakowany przed blokiem. Napastnicy byli przekonani (okazało się to pomyłką), że policjant jest jedną z osób, które wcześniej naśmiewały się z imienia psa jednego z tych mężczyzn.

Zaatakowany policjant nie tylko bronił się, lecz także - choć dwaj napastnicy zaczęli uciekać, słysząc sygnały nadjeżdżających radiowozów - gonił ich. Gdy ukryli się w mieszkaniu, nie zaprzestał pościgu: wyważył drzwi i wdarł się do środka. Tam, według aktu oskarżenia, użył gazu łzawiącego i zaatakował jednego z uciekających przed nim mężczyzn.

Reklama

Wyrok zaskarżyły wszystkie strony

To powtórny proces w tej sprawie. W pierwszym sąd I instancji uznał, że był to przypadek obrony koniecznej i oskarżonego mężczyznę uniewinnił. W pozostałym zakresie postępowanie umorzył z powodu znikomej szkodliwości społecznej czynu. W postępowaniu odwoławczym Sąd Okręgowy w Białymstoku wyrok ten jednak uchylił.

W listopadzie ub. roku zapadł ponownie wyrok w I instancji. Prokuratura chciała w tej sprawie kary więzienia w zawieszeniu i wypłaty zadośćuczynienia pokrzywdzonym, obrona - uniewinnienia. Sąd, co prawda uznał, iż do przekroczenia granic obrony koniecznej doszło, a oskarżony zastosował "sposób obrony niewspółmierny do niebezpieczeństwa zamachu", ale warunkowo umorzył postępowanie. Wydając taki wyrok białostocki sąd rejonowy wziął pod uwagę okoliczności zdarzenia oraz m.in. niekaralność oskarżonego i dobrą opinię o nim w miejscu pracy. Skazany ma poszkodowanym zapłacić 500 zł i 1,5 tys. zł nawiązki oraz pokryć koszt naprawy zniszczonych drzwi do mieszkania.

Wyrok zaskarżyły wszystkie strony (również pełnomocnik zaatakowanych mężczyzn).

Stanowisko prokuratury

Prokuratura stoi na stanowisku, że szkodliwość społeczna czynów zarzuconych policjantowi jest wysoka, nie było obrony koniecznej, a odwet za - jak to ujęła prokurator Jolanta Wojciuk - "podniesienie na niego ręki". Dlatego śledczy chcą uchylenia wyroku i zwrotu sprawy do ponownego rozpoznania sądowi I instancji.

Podobny wniosek składa też pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych. W jego ocenie, nie można mówić, że przyczynili się oni swoim zachowaniem do zdarzenia, wersja przedstawiona przez oskarżonego jest niewiarygodna, nie było obrony koniecznej, a atak na zdrowie, a nawet życie.

Pełnomocnik zwraca też uwagę na niewspółmierność orzeczonych przez sąd środków kompensacyjnych. Chodzi o to, że w równoległym procesie sąd orzekł na rzecz policjanta po 5 tys. zł nawiązki od obu napastników, zaś w tym procesie oskarżony ma obu tym mężczyznom, w tej sprawie występującym w charakterze pokrzywdzonych, zapłacić jedynie 1,5 tys. zł i 500 zł.

Argumenty obrony

Obrona chce uniewinnienia. Zwraca uwagę, że policjant został zaatakowany niespodziewanie, bez powodu, w sposób chuligański, przez dwóch silniejszych od niego fizycznie mężczyzn, których winę za pobicie sąd potwierdził prawomocnym już wyrokiem skazującym w równoległym procesie. "Uważam, że trzeba dać sygnał społeczeństwu, że nie można się bać agresywnych ludzi i trzeba też dać sygnał agresorom, że muszą liczyć się z konsekwencjami swoich negatywnych zachowań" - mówił mec. Piotr Iwaniuk.

Pytał, jak w takiej sytuacji powinien był zachować się policjant; podkreślał, że bronił się on bez użycia żadnych niebezpiecznych narzędzi i w sposób, który - w jego ocenie - nie przekraczał granic obrony koniecznej. Przypominał przy tym niedawny, nagłośniony w mediach przypadek oceny granic obrony koniecznej, gdy napadnięty właściciel kantoru w Piszu użył broni, kiedy napastnicy już odjeżdżali samochodem. Prokuratura postępowanie umorzyła, bo uznała, że do przekroczenia takich granic nie doszło.

Na 12 października Sąd Okręgowy wyznaczył termin ogłoszenia wyroku w tej sprawie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje