Reklama

Reklama

Wróżby i zwyczaje sylwestrowe w tradycji ludowej Podkarpacia

Aby zapewnić sobie szczęście i bogactwo w nadchodzącym roku, trzeba w sylwestra pobrzękiwać w kieszeni monetami - o tej magicznej czynności, według tradycji Podkarpacia, należało pamiętać 31 grudnia.

Współcześnie hucznie świętowany wieczór sylwestrowy, dawniej nie był wypełniony zabawami, prawdopodobnie dlatego, że za początek roku uważano Boże Narodzenie. W sylwestra we wsiach i miastach nie witano Nowego Roku, jedynie pierwszego stycznia rano składano sobie życzenia.

Reklama

Jak mówią etnografowie, w tradycji ludowej Podkarpacia w ostatni dzień roku skupiano się przede wszystkim na zapewnieniu sobie i swojej rodzinie szczęścia, zdrowia, obfitości i bogactwa w nadchodzącym roku. Były to niejednokrotnie dziś już zapomniane czynności.

Jedną z takich, dziś już zapomnianych magicznych czynności, było właśnie pobrzękiwanie w kieszeniach monetami. Dźwięk ten miał bowiem przyciągać inne pieniądze. Czystą, zdrową cerę i urodę zapewniało obmycie twarzy wodą, do której wrzucono pieniądze. Aby w nowym roku nie zabrakło wody i ognia, należało w Sylwestra mieć w konwi czystą, świeżą wodę, a na palenisku powinien palić się ogień.

Dobrobyt i obfitość miały zapewnić także życzenia składane mieszkańcom wsi przez przebierańców, zwanych drabami. Mawiano, że tam, "gdzie drab przybędzie, tam szczęście będzie".

Ponieważ życzenia te miały zapewnić obfitość plonów, bogactwo, dlatego też wyolbrzymiano w nich rozmiary płodów rolnych, warzyw i owoców. Jedną z najpopularniejszych form składania życzeń w wigilię Nowego Roku był wierszyk: "na szczęście, na zdrowie, na ten nowy rok, żeby wam się rodziła kapusta i groch, ziemniaki i proso, żebyście nie chodzili boso". Później dodawano "ziemniaki jak pniaki, a bób jak chodaki".

Draby, wędrujące pojedynczo lub w parach, przynosiły "dar słowa" i za to otrzymywały rozmaite podarunki. Najczęściej częstowano przybyszów ciastem, wędlinami lub specjalnie wypiekanym chlebem.

Jeśli gospodarze byli niegościnni, lub - w przekonaniu przebierańców - nie przyjęli ich godnie, draby kradły jedzenie.

Urodzaj przepowiadano na podstawie pogody; jeśli w Sylwestra była ładna, słoneczna, to taką przepowiadano na cały rok; jeżeli na drzewach była szadź to zwiastowało urodzaj owoców.

Według znanego rzeszowskiego etnografa Andrzeja Karczmarzewskiego, urodzaj można było odczytać także z ziemi. Jeżeli po przyłożeniu do niej ucha ziemia dzwoniła, to oznaczało przyszłą obfitość w plonach. Wierzono, bowiem, że dzwonienie pochodzi z brzęku kos i sierpów.

Innym, zapominanym już zwyczajem było wyciąganie zza obrazów słomy, którą włożono tam przed wigilią Bożego Narodzenia. Słomę wynoszono na pole, aby zapewniała obfite plony.

Znany współcześnie zwyczaj hucznego witania Nowego Roku o północy zapoczątkowała dopiero m.in. na Podkarpaciu w latach 80. XIX wieku hrabina Maria Alfredowa Potocka, żona ówczesnego namiestnika Galicji. Jako pierwsza we Lwowie urządzała zabawy sylwestrowe.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy