Reklama

Reklama

Woda porwała życie

Letnia powódź pozrywała mosty, uszkodziła drogi i zalała kilkadziesiąt budynków. Grzegorz P., 35-letni mieszkaniec Jabłonki w powiecie brzozowskim, zginął w spienionych nurtach Dydnianki, niewielkiego zazwyczaj potoku wpadającego do Sanu.

W Nadolanach koło Sanoka potok Pielnica zmienił bieg i wdarł się do gospodarstwa. Strażacy interweniowali ponad 420 razy. Od soboty opada woda w podkarpackich rzekach i dziś wszystkie alarmy powodziowe są już odwołane.

Reklama

Powódź na Podkarpaciu zaczęła się w czwartek. Na południu regionu woda wystąpiła z rzek i niewielkich zazwyczaj potoków. Rwący nurt uszkadzał mosty i podmywał lokalne drogi. Woda wdzierała się do piwnic. W 10 powiatach, na południu i w centrum Podkarpacia ogłoszono alarmy przeciwpowodziowe.

Śmierć w odmętach

Do tragedii doszło w czwartek po południu w Jabłonce koło Brzozowa. 35-letni Grzegorz P. wyszedł do sklepu i nie wrócił. Po dwóch dniach poszukiwań, jego ciało odnaleziono w nurtach Dydnianki.

- Najprawdopodobniej mężczyzna przechodząc przez most wpadł do potoku, który płynie obok jego domu - mówi Anna Klee z zespołu prasowego podkarpackiej policji.

- Został porwany przez silny nurt wody i utonął.

Pielnica zmieniła bieg

W piątek woda zmyła nawierzchnię mostka prowadzącego do miejscowości Tokarnia. Powstała wielka wyrwa, odcinająca miejscowość, około 200 osób, od świata. W pobliskich Nadolanach do potoku Pielnica wpadł kawał brzegu, który zatarasował koryto rzeki i skierował jej nurt przez jedno z gospodarstw. Jego mieszkańcy uciekli sami, zwierzęta ewakuowali strażacy.

Odcięta wieś

- Najwięcej pracy w gminie Sanok strażacy mieli w miejscowościach: Słomcza, Mrzygłód, Dobra, Prusiek. W Dobrej woda przerwała wały przeciwpowodziowe; w pozostałych miejscowościach woda podtopiła domostwa, pozalewała piwnice.

Wielu turystów powyjeżdżało, obawiając się powodzi. Ratowano, zatem dobytek tylko naszych mieszkańców - mówi Sebastian Niżnik, sekretarz gm. Sanok. Woda podmyła też mosty i zalała piwnice w Trepczy, Lesku, Nowosielcach, Tyrawie Wołoskiej.

Woda w oczyszczalniach

W Uhercach Mineralnych k. Leska trzeba było pompować wodę z zalanej oczyszczalni ścieków. Podobnie w Bliznem k. Brzozowa. W Haczowie k. Brzozowa strażacy łodziami ewakuowali z domu zagrożonego wodami Wisłoka matkę z 3 dzieci.

W Uluczu, pow. brzozowski, zwały błota zalały 2 samochody osobowe, którymi podróżowało 5 osób, w tym 1 dziecko. - Turyści schronili się na prywatnej posesji. Natomiast pojazdy zostały wessane przez błoto, zalane wodą i do momentu ustabilizowania się sytuacji nie można było ich wyciągać - mówi kpt. Marcin Betleja, rzecznik podkarpackich strażaków.

Półkilometrowy rękaw

W Krośnie do 12 domostw strażacy dostarczali żywność i wodę dla 59 osób. Przy budynkach mieszkalnych, w celu zabezpieczenia niektórych odcinków na rzece Wisłok, ułożono 560 m rękawa przeciwpowodziowego na ulicach: Pieszej, Ściegiennego, Asnyka i Wiklinowej.

W miejscowości Bzianka, w celu uszczelnienia wału przeciwpowodziowego, ułożono 170 m rękawa. W miejscowości Odrzykoń k. Krosna nieprzejezdna była droga powiatowa oraz podtopionych jest 12 budynków.

Zalało drogę, pola i wytwórnię

W piątek w Nienadowej w powiecie przemyskim woda zalała wytwórnię mas bitumicznych przemyskich drogowców.

- To się stało bardzo szybko - relacjonowali pracownicy. - Rano sytuacja nie wyglądała groźnie. Nagle woda zaczęła podchodzić coraz bardziej i zalewać coraz więcej maszyn i materiału. Wytwórnia jest tutaj, nad brzegiem Sanu, od kilkudziesięciu lat. Czasem były zagrożenia powodziowe, ale takiego czegoś nigdy jeszcze nie było.

Woda zniszczyła część drobniejszych materiałów, które zostały po prostu wypłukane. Spore są też koszty sprowadzenia ciężkiego sprzętu do ewakuowania maszyn, zbiorników do mieszania mas bitumicznych, zasobników asfaltu i innych dużych elementów i przeniesienia ich na suche miejsce.

Do firmy nie sposób dojechać osobowym samochodem, bo droga na odcinku bezpośrednio do niej prowadzącym została całkowicie zalana, podobnie jak okoliczne pola.

Woda spłynęła w dół

Od soboty deszcz nie pada nad Podkarpaciem i woda w rzekach stopniowo opada. Dziś już odwołano wszystkie alarmy przeciwpowodziowe i rozpoczęto podliczanie strat. Wstępne oceny wskazują, że naprawa szkód powodziowych, głównie podmytych dróg i uszkodzonych mostów, pochłonie kilkadziesiąt milionów złotych.

Po dokładnym podliczeniu strat wojewoda wystąpi do państwa o pomoc z klęskowej rezerwy budżetowej.

KRZYSZTOF ROKOSZ, BARTOSZ BĄCAL, MONIKA KAMIŃSKA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy