Reklama

Reklama

Walą aż głowy pękają

Szyby w oknach się telepią, meble same przesuwają, a zwierzęta szaleją - tak się dzieje na osiedlach Podlesie i Fabrycznym w Stalowej Woli, gdy w pobliskim Ośrodku Badań Dynamicznych testowane są broń i amunicja.

- Hałas podczas strzelań jest taki, że można zwariować - skarżą się mieszkańcy. Stalowowolski ośrodek należy do Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia w Zielonce. Od lat prowadzone są tu badania sprzętu oraz amunicji strzeleckiej i artyleryjskiej. Głośne są zwłaszcza testy tej ostatniej. Część mieszkańców do odgłosów odbywających się co jakiś czas strzelań już przywykła, ale nie brakuje też osób, którym one wyjątkowo doskwierają.

Reklama

Ci ostatni znowu mieli powody do narzekań. Odgłosy wystrzałów dochodzące z ośrodka były dobrze słyszalne w całej Stalowej Woli. Głośno było zwłaszcza na osiedlach położonych najbliżej ośrodka - czyli na Podlesiu oraz Fabrycznym. To właśnie od ich mieszkańców dziennikarze otrzymali w tej sprawie najwięcej telefonów. - Wstrząs przy wystrzałach jest tak duży, że podskakują mi meble w pokoju. A przecież tu mieszkają też ludzie z małymi dziećmi, które przez ten hałas stają się nerwowe. Okropny huk dokucza też osobom starszym i schorowanym. Ludziom po prostu pękają głowy - skarżyła się Ewa Rogala, mieszkająca w jednym z bloków przy ulicy Siedlanowskiego.

W podobnym tonie wypowiadał się Andrzej Obszyński, właściciel domu przy ulicy Juliana Tuwima. - Wstrząsy były tak silne, że o mało mi szyby nie powypadały z okien. A hałas był tak okropny, że trudno było wytrzymać. Te wystrzały dokuczają nie tylko ludziom, ale i zwierzętom, które po prostu dostają szału. Kiedyś miałem psa, który podczas strzelań w ośrodku, niszczył mi drzwi i uciekał. To jest nie do wytrzymania, dlatego dzwoniłem nawet w tej sprawie do urzędu miasta, gdzie jednak usłyszałem, że w ośrodku strzelają, bo mają na to pozwolenie. A co ze zdrowiem mieszkańców? Na to nikt mi nie odpowiedział - denerwuje się mężczyzna.

Kierownictwo należącego do WITU ośrodka przyznaje, że odgłosy wystrzałów rzeczywiście mogą dokuczać mieszkańcom, ale nie zgadza się, że wstrząsy są tak silne, że powodują podskakiwanie mebli, a towarzyszący im hałas "rozsadza" ludziom głowy. - Wiem, że słychać te wystrzały, że może to być uciążliwe na przykład dla mam siedzących w domach z małymi dziećmi. Ale po pierwsze - takie głośne strzelania odbywają się u nas znacznie rzadziej niż kiedyś, wręcz sporadycznie, bo większość jest przeprowadzana na poligonie w Nowej Dębie. A po drugie - nie przesadzajmy, hałas jaki dociera do miasta z ośrodka jest nie większy od tego, jaki pochodzi od przejeżdżających ulicami ciężarówek - mówi Andrzej Słabowski, kierownik Ośrodka Badań Dynamicznych WITU w Stalowej Woli.

Odnosi się również do pomysłów niektórych mieszkańców, domagających się zamknięcia ośrodka. - Tu jest zatrudnionych około 80 osób. Tylko dlatego, że komuś przeszkadza hałas, jaki czasami robimy, miałyby one wszystkie stracić pracę? Przecież ten ośrodek działa od lat i poza rzadkimi przypadkami, kiedy głośno strzelamy, nie jest on uciążliwy dla otoczenia - twierdzi Andrzej Słabowski.

Mieszkańcy narzekający na badania prowadzone w ośrodku nie dają się jednak przekonać. - Trzeba być naprawdę odpornym, żeby przyzwyczaić się do tego hałasu. A niewielu ludziom się to udaje. Poza tym, na naszym osiedlu te wystrzały słychać znacznie głośniej, niż w centrum miasta - podsumowuje Andrzej Obszyński.

Tomasz Wosk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy