Reklama

Reklama

Uciekł z własnej rozprawy w sądzie. Wpadł, gdy opuścił kryjówkę

Na rozprawie sędzia pozwolił, by Piotr M. nie musiał nosić kajdanek. Przestępca to wykorzystał i uciekł z budynku sądu w Stalowej Woli (woj. podkarpackie). 31-latek ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości przez niemal tydzień, ale wpadł w ręce policjantów na ulicy w Lublinie.

29 czerwca policjanci doprowadzili Piotra M. z aresztu śledczego w Rzeszowie do stalowowolskiego sądu na rozprawę. Towarzyszył mu inny oskarżony. Piotr M. miał odpowiadać za wymuszenia rozbójnicze, wprowadzenie do obrotu narkotyków oraz pobicie, za co grozi do 10 lat więzienia. 

Na polecenie sądu mężczyźnie zdjęto kajdanki. M. podszedł do mównicy, a wtedy nagle przeskoczył przez barierki i uciekł z sądu. Następnie - jak relacjonowali świadkowie - zbiegł w kierunku miejscowego oddziału ZUS, a później w stronę stacji paliw. Jak przekazywała policja, mężczyzna nie był wówczas uzbrojony.

Reklama

Piotr M. schwytany na ulicy w Lublinie

We wtorek szef stalowowolskiej prokuratury prok. Adam Cierpiatka potwierdził, że mężczyzna został zatrzymany w Lublinie. Ukrywał się tam w jednym z mieszkań, ale zatrzymany został, gdy z niego wyszedł - na ulicy.

Prok. Cierpiatka stwierdził, że schwytanie uciekiniera to "ogromna zasługa i bardzo dobra praca policji".

Za ucieczkę z sądu Piotrowi M. grozi dodatkowo do dwóch lat więzienia. Jest znanym organom ścigania niebezpiecznym przestępcą. Na swoim koncie ma jeszcze m.in. porwanie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy