Reklama

Tajemnicze zbrodnie w Bieszczadach. Nowa decyzja sądu

Sąd Okręgowy w Krakowie zdecydował, że były milicjant i policjant Tadeusz P. pozostanie w areszcie tymczasowym. Tym samym sąd oddalił zażalenie złożone przez obrońców mężczyzny. Tadeusz P. pod koniec listopada usłyszał zarzuty podwójnego zabójstwa i usiłowania zabójstwa. Do pierwszej zbrodni miało dojść 37 lat temu. P. nie przyznał się do winy. Sprawą od ponad roku zajmowało się Krakowskie Archiwum X.

 Sprawa dotyczy tak naprawdę trzech tajemniczych zdarzeń:

  • śmiertelne potrącenie Edwarda Krajnika w 1985 r. w Łączkach
  • zaginięcie w 1986 r. milicjanta Krzysztofa Pyki, którego ciało wyłowiono z Jeziora Solińskiego
  • zaginięcie w 1997 r. dziennikarza Marka Pomykały, który zajmował się dwiema powyższymi sprawami

Kluczem do rozwikłania tych zbrodni jest były milicjant Tadeusz P.

Reklama

Zatrzymanie po latach 

22 listopada Tadeusz P. został zatrzymany przez policjantów, jak przechodził przez przejście dla pieszych w Zabrzu. Z Zabrza P. trafił do cel zatrzymań w komendzie wojewódzkiej policji, a później do budynku Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Tutaj usłyszał zarzut zabójstwa: Krzysztofa Pyki i Marka Pomykały. Prokuratura postawiła mężczyźnie również zarzut usiłowania zabójstwa swojej byłej żony. 

- W okresie od bliżej nieustalonego dnia i miesiąca 2015 roku do bliżej nieustalonego dnia listopada 2016 roku w Bytomiu oraz innych miejscowościach, działając w krótkich odstępach czasu, w wykonaniu z góry powziętego zamiaru pozbawienia życia swojej żony poprzez spowodowanie zatrucia jej organizmu, usiłował pozbawić ją życia - wyjaśnia prokurator Janusz Hnatko, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

Z ustaleń śledczych wynika, że P. dodawał leki do napojów wypijanych przez jego żonę. Umieścił on także w papierosach rtęć, co w przypadku ich wypalenia skutkowałoby bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia lub zdrowia. Ewa P. odkryła podstęp byłego męża.

Tuż po zatrzymaniu sąd zdecydował trzymiesięcznym areszcie tymczasowym dla P. Ten za pomocą swoich mecenasów złożył zażalenie na tę decyzję. W czwartek Sąd Okręgowy w Krakowie zajął się sprawą i zdecydował, że P. nadal pozostanie w areszcie.

Śmierć Edwarda Krajnika sprzed 37 lat

37 lat temu w Łączkach zginął Edward Krajnik. W stojącego na poboczu jezdni mężczyznę uderzył samochód, który zjechał z przeciwległego pasu ruchu.

Za kierownicą siedział Tadeusz P., wówczas zastępca komendanta Milicji Obywatelskiej (MO) w Lesku. Pasażerem był Lucjan P., zastępca komendanta rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych, jak w PRL-u nazywały się urzędy nadzorujące pracę MO. Obaj, jak twierdzili świadkowie, mieli być pijani.

Tuż po zdarzeniu świadkowie sfałszowali zeznania, a według oficjalnej wersji za kierownicą siedział ojciec Tadeusza P. Tyle że ten mężczyzna został przywieziony na miejsce wypadku później. Wiemy to z dokumentów IPN znajdujących się w Rzeszowie oraz z rozmów ze świadkami tamtych wydarzeń.

Po latach, w 2015 r., Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie ustaliła, że to zastępca komendanta milicji był sprawcą wypadku. Śledczy uznali przy tym, że sprawa się przedawniła, więc mundurowy uniknął kary.

Żona Tadeusza P.: Mówił, że wrzucił pijanego do wody

- Powiedział, że wypłynął łódką na jezioro i pijanego wrzucił do wody. Na początku nie wierzyłam w jego słowa, ale wracał do tej historii wielokrotnie później. Mówił: "Co miałem zrobić? Mieliśmy córkę, ja poszedłbym do więzienia, a ty zostałabyś bez pieniędzy, nie dałabyś rady". Tu nigdy nie chodziło o nas, tylko o niego. Robił wszystko, aby uniknąć odpowiedzialności. Dbał tylko o siebie - wspomina Ewa, żona Tadeusza P., emerytowanego zastępcy komendanta milicji w Lesku w rozmowie z nami rok temu. 

Jej wypowiedź dotyczy tajemniczego utonięcia milicjanta Krzysztofa Pyki w 1986 r. Ta z kolei ma mieć związek z wypadkiem samochodowym z 1985 r.

Ciało milicjanta Krzysztofa Pyki wyłowiono z Jeziora Solińskiego 3 lutego 1986 r., kilka tygodni po wypadku w Łączkach. Młody funkcjonariusz był podwładnym Tadeusza P. 

Pyka widział wypadek w Łączkach i jak wynika z relacji świadków, do których dotarliśmy, był zastraszany, bo nie chciał podpisać fałszywych zeznań korzystnych dla sprawcy wypadku. Mężczyzna został pochowany na cmentarzu w Częstochowie, a jego ojciec na klepsydrach napisał: "Zamordowany przez kolegów w Bieszczadach".

Śmierć dziennikarza Marka Pomykały. Ciała do dziś nie odnaleziono 

W kwietniu 1997 r. zaginął z kolei sanocki dziennikarz Marek Pomykała. Kilkanaście tygodni przed zniknięciem jechał samochodem razem ze swoim przyjacielem przez Łączki. W pewnej chwili dziennikarz opowiedział, że wiele lat temu w tym miejscu "jakaś gruba ryba miała spowodować wypadek po alkoholu. Sprawa jednak została zatuszowana". 

Samochód dziennikarza znaleziono na zaporze w Solinie na początku maja 1997 r. Po Pomykale nie ma śladu do dziś.

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: dawid.serafin@firma.interia.pl

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Bieszczady | Kraków | Sanok | sąd

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy