Reklama

Reklama

Rozłam na Podkarpaciu. Marszałek chce odwołania ludzi Gowina i Ziobry

Marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl złożył formalny wniosek o odwołanie z zarządu województwa ludzi związanych z Solidarną Polską i Porozumieniem - dowiedział się reporter Polsat News.

Wniosek marszałka województwa dotyczy dwojga radnych, którzy zasiadają w zarządzie województwa. Są to: Anna Huk z Solidarnej Polski oraz Stanisław Kruczek z Porozumienia. 
 
Głosowanie w tej sprawie odbędzie się najprawdopodobniej podczas najbliższej sesji sejmiku województwa podkarpackiego, którą zaplanowano na 28 września - informuje Polsat News.

Reklama

Sejmik województwa podkarpackiego liczy 33 radnych. Zdecydowana większość, bo 25 mandatów, przypada radnym klubu PiS. Wewnątrz klubu jest z kolei troje radnych Porozumienia i dwoje Solidarnej Polski. Oznacza to, że nawet jeśli doszłoby do rozpadu koalicji, radni PiS nadal stanowiliby większość.

Pozostałe mandaty sprawują radni Koalicji Obywatelskiej (5) i PSL (3).

Jak powiedział polsatnews.pl jeden z polityków partii koalicyjnej PiS, woj. podkarpackie jest jedynym, w którym radni PiS mają zdecydowaną większość. - Bez Porozumienia i Solidarnej Polski PiS straci woj. podlaskie, woj. łódzkie, woj. świętokrzyskie i woj. śląskie. Zostanie im tylko Podkarpacie i Lubelszczyzna - dodał.

Zerwane negocjacje rządowe

Kryzys w Zjednoczonej Prawicy pojawił się po głosowaniu w Sejmie nad projektem noweli ustawy dotyczącej ochrony zwierząt. Mimo dyscypliny podczas głosowania, przeciw niej opowiedziało się 38 posłów klubu PiS, w tym wszyscy posłowie Solidarnej Polski oraz dwóch Porozumienia, a 15 innych posłów partii Jarosława Gowina wstrzymało się od głosu.

Szef klubu PiS Ryszard Terlecki powiedział w piątek dziennikarzom w Sejmie, że prowadzone od dwóch tygodni "mozolne rozmowy", które miały doprowadzić do rekonstrukcji rządu, załamały się po głosowaniach ws. ustawy, na której PiS zależało.

 Zapytany, co musiałby zrobić lider Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro, żeby sytuacja się zmieniła, odpowiedział, że teraz nie wie. "Wszystkie nasze ustalenia zawisły w próżni w pewnym sensie" - dodał. Pytany zaś, jakie PiS ma zarzuty pod adresem Zbigniewa Ziobry, Terlecki wskazał dwa.

- Jeden to, że tak trudno było się dogadać i nasi koalicjanci wciąż zgłaszali nowe oczekiwania. Z każdym dniem pojawiały się nowe pola niezbędne do negocjacji, co było trochę irytujące. No i wczorajsze zachowanie - powiedział wówczas szef klubu PiS. 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne