Przed śmiercią dzwoniła do syna. Nowe ustalenia po ataku niedźwiedzia
Kobieta przed śmiercią kontaktowała się z synem. Wtedy wydarzyło się najgorsze - opisał Polsat News starosta sanocki Robert Pieszczoch. Do tragedii doszło w miejscowości Płonna na Podkarpaciu. 58-latka miała zostać zaatakowana przez niedźwiedźia po tym, jak jakiś czas wcześniej rozdzieliła się w lesie z synem.

W skrócie
- W miejscowości Płonna na Podkarpaciu doszło do ataku niedźwiedzia na 58-letnią kobietę.
- Według doniesień kobieta zbierała poroża z 27-letnim mężczyzną, prawdopodobnie swoim synem. Rozdzielili się przed zdarzeniem.
- Do ataku doszło, gdy kobieta rozmawiała telefonicznie z mężczyzną, a odniesione obrażenia były poważne.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
W czwartek przed godz. 10.30 policja otrzymała informację o ataku niedźwiedzia w lesie w miejscowości Płonna (pow. sanocki). 58-letniej kobiecie miał towarzyszyć 27-letni mężczyzna. Według doniesień - jej syn.
- W pewnym momencie się rozdzielili, mężczyzna stracił kobietę z pola widzenia i rozpoczął jej poszukiwania. To on znalazł ją leżącą na ziemi i powiadomił służby - relacjonowała Polsat News aspirant sztabowa Anna Oleniacz, rzeczniczka policji w Sanoku.
Atak niedźwiedzia na Podkarpaciu
Nadleśniczy Nadleśnictwa Lesko Jan Mazur stwierdził, że można mieć pewność, że był to atak niedźwiedzia, bo trudno wyobrazić sobie, żeby takie obrażenia były spowodowane czymś innym.
- Rany dotyczą głowy, kręgosłupa. Jeśli pazury uderzą w mięśnie, są one poprzecinane, rany są szerokie. Jest to ewidentne, nie da się tego z niczym pomylić - podkreślił nadleśniczy.
Mazur przekazał, że najprawdopodobniej kobieta wraz z mężczyzną zbierali zrzucane przez jelenie poroża.
Kobieta w czasie ataku dzwoniła do syna
Starosta sanocki Robert Pieszczoch w rozmowie z Polsat News przekazał, że do ataku doszło, gdy kobieta rozmawiała z mężczyzną, z którym wcześniej się rozdzieliła.
- Dotarły do nas sygnały, że podczas tej tragedii rozgrywały się drastyczne sceny. Pani przed śmiercią skontaktowała się z synem, który był w lesie, ale w innym miejscu i wtedy wydarzyło się najgorsze - mówił samorządowiec.
Rzecznik Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie Łukasz Lis podkreślił, że do ataku doszło "daleko od zabudowań, w dziczy".












