Reklama

Reklama

Okrutna zbrodnia wyszła na jaw

Marcin Dziura i Bogdan Kenar nie żyją. Zastrzelił ich Piotr M., właściciel stadniny w Wernejówce na Podkarpaciu. Po wielogodzinnym przesłuchaniu morderca przyznał się do popełnienia zbrodni i wskazał miejsce ukrycia zwłok ofiar. Sąd aresztował go na 3 miesiące. Policja wyjaśnia szczegóły dramatu.

Marcin Dziura, 28-letni rzeszowianin, i Bogdan Kenar - 35-latek z Iwonicza zaginęli w połowie października. Samochodem Marcina pojechali do Wernejówki, do leśnego gospodarstwa, które w okolicach Rymanowa samotnie prowadził 43-letni Piotr M.

Marcin - za kilkumiesięczną pracę w stadninie - miał odebrać od Piotra M. młodego konia . Bogdan pojechał z Marcinem, by mu pomóc w transporcie zwierzęcia. Mężczyźni zniknęli bez śladu.

Kilka dni później z telefonu Marcina zostały wysłane SMS-y, które jeszcze bardziej zaniepokoiły rodziny zaginionych. Rozpoczęły się poszukiwania. 19 października o zaginięciu mężczyzn powiadomiono policję.

Reklama

Ślady prowadzą do Wernejówki

- Od początku sprawa wydawała się bardzo poważna i do jej wyjaśnienia komendant miejski policji w Krośnie wyznaczył najbardziej doświadczonych funkcjonariuszy - mówi nadkom. Marek Cecuła, oficer prasowy krośnieńskiej policji.

- Do wyjaśnienia tej zagadki komendant wojewódzki powołał specjalną grupę operacyjną. Sprawdzano wiele wersji. Pod uwagę brano możliwość wyjazdu zaginionych za granicę lub nieszczęśliwy wypadek. Nie wykluczono także najbardziej tragicznego finału, zabójstwa obydwu mężczyzn.

Policjanci, strażacy, strażnicy graniczni, goprowcy, leśnicy oraz rodziny i znajomi zaginionych przeszukali lasy w rejonie Puław. Sonarem spenetrowano dno zalewu w Sieniawie. Nie natrafiono jednak na żaden ślad zaginionych, ani samochodu, którym wyjechali.

- Bardzo dużej pomocy udzielili nam członkowie rodzin obydwu mężczyzn - podkreśla Marek Cecuła. - Dostarczyli bowiem dowody na to, że kontakt z zaginionymi musiał mieć Piotr M. Ten jednak wszystkiemu zaprzeczał, wbrew oczywistym faktom.

W miniony piątek prokurator podjął decyzję o wszczęciu śledztwa. W sobotę policjanci weszli na teren stadniny i drobiazgowo ją przeszukali. Znaleźli kolejne dowody potwierdzające związek gospodarza z zaginięciem obydwu mężczyzn. W poniedziałek Piotr M. został zatrzymany pod wstępnym zarzutem bezprawnego ograniczenia wolności Bogdana i Marcina.

Straszliwa prawda

Po kilkugodzinnym przesłuchaniu Piotr M. przyznał się do podwójnego zabójstwa i wskazał miejsce ukrycia zwłok. Powiedział też, że samochód Marcina porzucił w Przemyślu przy ul. Grottgera. Opel stał we wskazanym miejscu.

Leśny grób znajdował się w okolicy Bukowska, kilkanaście kilometrów od Wernejówki. Zwłoki zakopane były w trudno dostępnym miejscu, na głębokości ok. 1,5 m. Członkowie rodzin Bogdana i Marcina zidentyfikowali ich ciała.

- Zwłoki przewieziono do zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie - informuje Marek Cecuła. - Podczas wstępnych oględzin stwierdzono na ciałach kilka ran postrzałowych w okolicy klatki piersiowej.

W gospodarstwie Piotra M. zabezpieczono dwie jednostki broni myśliwskiej. Badanie balistyczne wykaże, czy któraś z nich była narzędziem zbrodni. Trwa intensywne wyjaśnianie szczegółów dramatu i motywów zbrodni. Dotychczasowe wyjaśnienia podejrzanego są ze sobą sprzeczne. Nie zgadzają się także z zebranymi już dowodami.

Najprawdopodobniej Piotr zaplanował zabójstwo Marcina, który pracował w jego gospodarstwie i żądał za to zapłaty. Chciał wziąć konia i założyć własne gospodarstwo. Prawdopodobnie chciał także wziąć dziewczynę, która również przyjeżdżała do stadniny Piotra M., przypuszczalnie nie tylko do pracy. Czy walka o kobietę i konia to główne motywy zbrodni?

Policja sprawdza też inne, osobiste wątki dramatu, który rozegrał się w beskidzkich ostępach. Wiadomo, że Bogdan Kenar jest przypadkową ofiarą tej tragedii. Zginął dlatego, że przyjechał razem z Marcinem.

Wczoraj sąd zdecydował, że przez najbliższe miesiące Piotr M. pozostanie w areszcie. Grozi mu dożywotnie więzienie.

KRZYSZTOF ROKOSZ

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy