Reklama

Reklama

Marzenia, które może spełnić każdy

19 września jest Ogólnopolskim Dniem Marzeń. Każdy może przyczynić się do ich spełnienia.

Każdy z nas ma marzenia. Chcemy mieć świetny samochód, idealną pracę, wyjechać w podróż dookoła świata. A czego najbardziej pragną ciężko chorzy podopieczni Fundacji "Mam Marzenie"?

Reklama

Wyjazd na mecz ukochanej drużyny, zwierzak, laptop czy dom dla lalek wydają się banalne w porównaniu z tym, czego najbardziej potrzebują - ze zdrowiem. Tym bardziej, każdy uśmiech radości wywołany kolejnym spełnionym marzeniem jest bezcenny.

Żeby nikt nie musiał cierpieć...

Ogólnopolski Dzień Marzeń obchodzony jest już po raz drugi. Święto, które ma przypominać o tym, jak ważne są marzenia, ale i systematyczne badania zdrowotne, jest... spełnieniem marzenia jednego z podopiecznych Fundacji "Mam Marzenie".

Krystian najbardziej chciał, aby nikt nie musiał cierpieć tak jak on, dlatego poprosił o przebadanie jego kolegów i koleżanek pod kątem wykrywania nowotworów.

O tego czasu 19 września w całej Polsce organizowane są imprezy, na których, oprócz licznych atrakcji, można skorzystać z bezpłatnych badań USG, a także oddać krew dla potrzebujących dzieci.

Kasia Cichopek i bohaterowie "Na Wspólnej"

- Dziecko musi mieć powód do mobilizacji. Jeśli nie może nim być pełne wyzdrowienie - niech przynajmniej będą to chwile radości, jaką dają marzenia, które wypierają lęk, zagłuszają ból i wypełniają pustkę - twierdzi Anna Sztokman, psycholog i wolontariusz rzeszowskiego oddziału Fundacji "Mam Marzenie".

Podopieczni fundacji chcą np. dom dla lalek, pieska, trampolinę, ale pragną też spotkać swoich sławnych idoli. Dwóch "Marzycieli" spotkało już Mariusza Pudzianowskiego, chora na porażenie mózgowe Marysia spotkała Kasię Cichopek, z kolei 8-letnia Weronika swoich ulubieńców z serialu "Na Wspólnej".

Dziewczynka oglądała wszystkie odcinki serialu po kilkanaście razy, zgromadziła ogromną stertę programów telewizyjnych z informacjami na jego temat, a jej pokój jest oklejony zdjęciami ulubionych bohaterów.

- Tu nie było żadnej wątpliwości, co jest jej największym marzeniem i bardzo szybko, bezkosztowo, udało się je zrealizować - opowiada wolontariuszka. - Ponieważ dziewczynka cierpi na rdzeniowy zanik mięśni, leży podłączona do respiratora, Joanna Jabłczyńska i Marcin Chochlew osobiście odwiedzili ją w domu. Weronika miała pięknie pomalowane paznokcie, śliczne ubranie, na włoskach kokardki.... Śmiałam się, że ma manicure lepszy niż ja. Była tak szczęśliwa, że łzy się pojawiły nie tylko u niej - wspomina.

O Boże, morze!

Jak przyznają wolontariusze, największą radość sprawiają im życzenia niematerialne, abstrakcyjne, nad którymi muszą się głowić, aby je zrealizować. Przykładem jest np. chęć zostania syrenką Arielką i zobaczenie morza.

- W Gdańsku zorganizowaliśmy wręcz spektakl. Dziewczynka miała profesjonalny strój syrenki z ogonem, perukę, a wszyscy, którzy też tam byliśmy, byliśmy przebrani. Zabawnie było tak paradować sobie po Gdańsku w śmiesznych strojach - śmieje się psycholog. Ania wspomina też reakcję innej 5-letniej dziewczynki, marzącej o zobaczeniu morza. - Stanęła, tak patrzy, patrzy i mówi: "O Boże, morze!". Takie chwile są bezcenne - przyznaje.

Maciek z kolei spełniał życzenie dziewczynki, która chciała być księżniczką.

- Udało nam się pożyczyć suknię dla niej, a w pałacu przywitał ją giermek, przyjechali rycerze, a nawet poselstwo z Nowego Jorku. Występowali kuglarze, nie zabrakło też uroczystej uczty - śmieje się wolontariusz.

Cały stadion zaczął bić brawo

Ostatnio spełnionym marzeniem był wyjazd chorego na zanik mięśni 11-letniego Michała na mecz ukochanej Legii Warszawa i zobaczenie stolicy.

- To zapalony kibic. Dzięki niemu nawet mama, pomagając mu grać w FIFA, znała cały skład drużyny, bo musiała wiedzieć np., którego piłkarza zmienić - śmieje się Maciek Zdun, wolontariusz fundacji, który pomagał i towarzyszył w spełnieniu marzenia chłopca.

- Michał spotkał się z piłkarzami, dostał karty z autografami, został oprowadzony po całym boisku i obejrzał mecz swoich ulubieńców. Najpiękniejsza była chwila, gdy spiker podczas meczu powiedział, że "jest wśród nas Michał, którego marzeniem był mecz Legii". To było niesamowite, jak cały stadion zaczął bić brawo. Chłopiec był bardzo wzruszony - wspomina z przejęciem.

Takich historii wolontariusze fundacji mają o wiele więcej. Z przejęciem opowiadają o swoich podopiecznych, o tym, jak cieszy ich możliwość spełniania ich marzeń. Z wieloma utrzymują kontakt, wszystkim wysyłają świąteczne kartki. Bardzo przeżywają też chorobę dzieci.

- Trudno nam się z tym pogodzić, dlaczego te dzieci spotyka taka sytuacja. Ale to mobilizuje do tego, że jeszcze bardziej chcemy spełnić te marzenia - podkreśla Ania.

Ty też możesz być dobrą wróżką

- Bardzo się bałem, bo nie miałem nigdy kontaktu z tak ciężko chorymi dziećmi. Miałem jednak "szczęście" bo trafiłem na chłopca chorego na mukowiscydozę, po którym nie było widać, że jest chory. Był bardzo inteligentny, znał geografię lepiej ode mnie. W wieku 9 lat znał flagi wszystkich państw świata - wspomina Maciek.

- I to mi pomogło w późniejszych kontaktach. Teraz staram się koncentrować na ich marzeniach, a nie chorobie - twierdzi.

Wolontariusze pomogli już 77 dzieciom z regionu podkarpackiego. Zachęcają innych, aby włączyli się w ich szeregi. Bo im jest ich więcej, tym większej liczbie dzieci mogą pomóc. Kolejni "Marzyciele" czekają ze swoim marzeniami. 12-letnia Paulina marzy o wyjedzie do Rzymu, 14-letnia Kinga chciałaby mieć własny sprzęt fotograficzny, a 6-letnia Wiktoria - plac zabaw.

Potrzebni wolontariusze i sponsorzy

Mateuszowi, Krystianowi i Oli do szczęścia wystarczą laptopy, a swoich ulubieńców na stadionie Camp Nou chciałby zobaczyć na żywo wierny kibic FC Barcelona, jakim jest 16-letni Damian. Wyjazd do Disneylandu z kolei jest marzeniem 11-letniego Karola, a skuter elektryczny 8-letniego Patryka. Warunkiem zgłoszenia "Marzyciela" jest choroba zagrażająca życiu dziecka oraz wiek - od 3 do 18 lat.

W pomoc spełnienia marzeń włączają się firmy, ośrodki, są też indywidualni darczyńcy. Wielu chętnie pomaga, choć, jak przyznają wolontariusze, raczej ciężko o sponsorów.

Na stronie fundacji dostępne są informacje o dzieciach, które czekają na swój "zastrzyk zdrowia". Spełniają się wszystkie marzenia, nawet trudne do realizacji.

- Marzenia się spełniają, bo świat jest pełen dobrej "magii", która daje siłę do walki o spełnienie marzenia tego najważniejszego... - mówi Ania.

Aneta Jamroży

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy