Katastrofa śmigłowca pod Rzeszowem. Nowe informacje o ofiarach
Dwaj mężczyźni, którzy zginęli w sobotniej katastrofie śmigłowca w Malawie, byli ze sobą spokrewnieni - informują lokalne media. Z kolei Polsat News donosi, że na miejscu zdarzenia wciąż pracują służby. W sprawie są też nowe informacje. W sobotę usiłująca dojechać na miejsce karetka ugrzęzła. Wyciągać z kolein musieli ją żołnierze WOT. Media, powołując się na wpis starosty powiatu przeworskiego, informują, że zmarli to bracia, którzy prowadzili firmę w tym regionie.

W skrócie
- W okolicach miejscowości Malawa doszło do katastrofy śmigłowca przy bardzo trudnych warunkach pogodowych, w tym gęstej mgle.
- Na miejscu zginęło dwóch spokrewnionych mężczyzn w wieku 41 i 44 lat, mieszkających w powiecie przeworskim.
- Akcję ratunkową utrudniał teren i pogoda, a do działań włączyło się wiele służb, w tym strażacy i żołnierze WOT.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Do katastrofy śmigłowca w okolicach miejscowości Malawa doszło przed godz. 16 w sobotę. Mimo trudnych warunków pogodowych, m.in. gęstej mgły, na miejscu całą noc trwały prace służb. Kontynuowano je także w niedzielę rano.
Reporter Polsat News Łukasz Dubaniewicz przekazał, że miejsce, w którym rozbiła się maszyna, nie należy do najłatwiejszych. - Usiłująca dojechać karetka ugrzęzła i była wyciągana przez żołnierzy WOT - relacjonował.
Malawa. Katastrofa śmigłowca, przekazano nowe informacje o ofiarach
Problem z dotarciem do miejsca, gdzie runął śmigłowiec, mieli także sami strażacy, którzy musieli się tam dostać quadami.
Trudne warunki pogodowe, spowodowane mgłą ograniczającą widoczność do zaledwie kilku metrów, utrzymują się w okolicy również w niedzielę. Łukasz Dubaniewicz nadmienił, że przyczyny wypadku wyjaśniać będzie Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych, której członkowie mają pojawić się na miejscu jeszcze w niedzielę.
Z kolei jak donosi lokalny portal Nowiny24, powołując się na mł. asp. Tomasza Domkę z Komendy Powiatowej Policji w Łańcucie, dwaj mężczyźni, którzy zginęli w katastrofie, byli ze sobą spokrewnieni.
Dziennikarze Radia Rzeszów ustalili natomiast, że ofiary miały 41 i 44 lata, Mężczyźni mieli mieszkać w powiecie przeworskim.
Lokalne media, powołując się na informacje udostępnione przez starostę powiatu przeworskiego, przekazały, że zmarli byli braćmi. Mężczyźni byli właścicielami firmy w tym regionie.
Śmigłowiec rozbił się pod Rzeszowem. Zginęli dwaj mężczyźni
Sołtys wsi Studzian Antoni Żyła w rozmowie z portalem Nowiny24 przekazał, że "wszyscy przeżywają tę tragedię". - To naprawdę szok dla całej wsi, dawno nie mieliśmy takiego dramatu - mówił.
- To byli porządni mieszkańcy, dobrze znani całej społeczności. Cała wieś przeżywa tę tragedię. A szczególnie mocno odczuwają ten dramat ich bliscy, bo obaj pozostawili rodziny - wspominał zmarłych sołtys.
Łącznie na miejscu zdarzenia pracowało m.in. 15 zastępów straży pożarnej z powiatu łańcuckiego i rzeszowskiego. Po zlokalizowaniu wraku śmigłowca służby ugasiły pożar, który wybuchł na skutek uderzenia maszyny o ziemię.
Rzecznik prasowy Podkarpackiego Komendanta Wojewódzkiego PSP st. bryg. Marcin Betleja przekazał w sobotę w rozmowie z Interią, że maszyna, która się rozbiła, to śmigłowiec typu Robinson R44.
Świadek zdarzenia relacjonował, że usłyszał ogromny huk, a następnie dostrzegł płomienie - opisywał w sobotę Polsat News.











