Reklama

Reklama

Ekstraklasa siatkarzy - Rzeszów czeka na koronację mistrza Polski

Już w niedzielę w Rzeszowie może się odbyć dekoracja mistrza Polski siatkarzy w sezonie 2012/2013. Wywalczonego rok temu trofeum broni Asseco Resovia. Cały Rzeszów wierzy, że ich drużyna dwa razy pokona Zaksę Kędzierzyn-Koźle i powtórzy sukces.

W sobotę i niedzielę rozegrane zostaną w Rzeszowie mecze numer trzy i cztery finału PlusLigi siatkarzy. Po dwóch pojedynkach w Kędzierzynie jest remis 1-1. Rywalizacja toczy się do trzech wygranych.

Reklama

- Ja też wierzę w swój zespół. Jestem dobrej myśli, ale do szczęścia brakuje nam jeszcze dwóch zwycięstw. Staram się zachowywać spokój i tonuję nastroje. Na razie o niedzieli nie myślimy. Koncentrujemy się na sobotnim spotkaniu, aby zrealizować w nim swoje zadania. Dopiero po jego zakończeniu skoncentrujemy się na niedzielnym meczu - zapowiada trener Asseco Resovii Andrzej Kowal.

Meczom tradycyjnie już towarzyszy ogromne zainteresowanie kibiców. Bilety rozeszły się w przedsprzedaży w siedem minut. Chętnych obejrzenia w akcji najlepszych zespołów w Polsce jest kilka razy więcej niż miejsc w hali Podpromie. Wszyscy spodziewają się ogromnych emocji i siatkówki na wysokim poziomie.

- Na pewno zagramy lepiej niż w pierwszym meczu w Kędzierzynie. Tego jestem pewien. Ale Zaksa także będzie grała lepiej. W ciągu kilku dni niewiele można zmienić. Staramy się, aby dyspozycja naszej drużyny była jak najwyższa - dodaje Kowal, który stara się tak ułożyć treningi, aby siatkarze, po wyczerpującym sezonie, poczuli w weekend powiew świeżości.

Kto wybiegnie w wyjściowej szóstce? Kto zagra na pozycji atakującego - Jochen Schops czy Zbigniew Bartman - zastawiają się kibice.

- Nie jest problemem, kto będzie grał. W jakim składzie wyjdziemy, powiem dopiero w sobotę - ucina spekulacje szkoleniowiec mistrzów Polski, który ma do dyspozycji wszystkich swoich graczy.

Resovia w swojej hali spisuje się o wiele lepiej niż na wyjazdach. W tym sezonie przegrała u siebie tylko z Wkręt-metem AZS-em Częstochowa, co potraktowano jak "wypadek przy pracy". Gospodarze wygrywali natomiast po niezwykle emocjonujących pojedynkach z PGE Skrą Bełchatów i Delectą Bydgoszcz. Teraz kolej na Zaksę, której nikt nie zamierza lekceważyć.

- Nadchodzi era Resovii. Wszystko to, co przewidziałem przed tym sezonem, sprawdza się. Stawiałem, że w finale spotkają się Resovia z Zaksą, dając każdej drużynie po 50 procent szans na złoty medal. Po zwycięstwie w Kędzierzynie stawiam na Resovię 60:40 - twierdzi Jan Such, były świetny siatkarz rzeszowskiego klubu i reprezentacji Polski. Był on cztery razy mistrzem Polski jako zawodnik, a raz - jako trener - stawał na najwyższym stopniu podium z ekipą z Kędzięrzyna.

"Andrzej Kowal i jego sztab bardzo dobrze przygotowali zespół; szczyt formy, tak, jak rok temu, przypada na finały. Skład drużyny jest maksymalny, mało jest rotacji. Zmiany na pozycji atakującego Schopsa z Bartmanem, który zasługuje na pochwały, dodają tylko siły ognia rzeszowskiej drużynie. Zaksa takich możliwości nie ma" - wyjaśnia Such.

Sobotni mecz rozpocznie się o godzinie 13, a niedzielny o 20. W przypadku remisu 2:2, piąte, decydujące spotkanie odbędzie się 20 kwietnia w Kędzierzynie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje