Reklama

Reklama

"Dar Przemyśla" opłynie świat?

Honorowe obywatelstwo dla Henryka Jaskuły. Legendarny kapitan marzy, że znów stanie przy sterze odbudowanego jachtu.

85-letni Henryk Jaskuła, pierwszy Polak, który samotnie opłynął Ziemię bez zawijania do portów, od soboty jest honorowym obywatelem Przemyśla.

Reklama

Najsłynniejszy nasz żeglarz, który na "Darze Przemyśla" blisko 30 lat temu zadziwił świat, po cichu marzy, że znów wejdzie w Gdyni na pokład i choć nie opłynie przylądka Horn, to przyczyni się do obudowy legendarnego żaglowca.

Władze Przemyśla mają już pierwsze pieniądze na nowe, pełnomorskie "dziecko", a Super Nowości rozpoczynają akcję odbudujmy "Dar Przemyśla".

Dokładnie 30 lat temu w stoczni jachtowej w Gdańsku narodził się jacht żaglowy "Dar Przemyśla", na którym w 344 dni Henryk Jaskuła opłynął Ziemię od czerwca 1979 r. do maja 1980 r.

Przemyśl nigdy mu tego nie zapomniał. W sobotę, w rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja, Jaskuła został honorowym obywatelem miasta.

Jedno marzenie: "Dar Przemyśla" znów w rejsie dookoła świata

- O tytuły nigdy się nie dopominałem, ale z pamięci o mnie zawsze się cieszę - mówi Jaskuła, który, będąc w znakomitej formie, o niczym tak nie marzy, jak o tym, by znów stanąć na pokładzie "Daru Przemyśla".

- W rejs już nie popłynę, bo jestem za stary, ale w porcie pożegnam swoich następców wypływających w świat - zapowiada kapitan.

Zatonął jacht - z nim pół duszy kapitana

Marzenie Jaskuły jest cichym marzeniem władz Przemyśla i całego Podkarpacia. Wyczyn Jaskuły sprzed 30 lat rozsławił miasto i region w świecie, a sam jacht był ukochanym dzieckiem wszystkich żeglarzy. Do czasu. W 1987 r. w trakcie rejsu na Kubę do Hawany jacht wpadł na próg skalny i zatonął.

- Żyję z połową duszy, ta druga połowa leży we wraku lub na wraku "Daru Przemyśla" na kubańskiej plaży - powtarza od lat Jaskuła, który młodość spędził w Argentynie, ale od prawie pół wieku związany jest z Przemyślem.

Rozpoczynamy zbiórkę pieniędzy na pełnomorski jacht

Przed 30 laty zbudowanie 7-osobowego jachtu kosztowało 130 tys. dolarów. Dziś potrzeba co najmniej pół miliona zł.

- Wszystko jest możliwe - twierdzą żeglarze, Przemyśl i reszta świata. Liczy się każda złotówka, każdy pomysł i każde ręce do pracy. Wszystkich ludzi z pasją, którzy chcieliby wspomóc tę śmiałą inicjatywę, prosimy o kontakt z naszą redakcją.

ANETA GIEROŃ

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje