Reklama

Reklama

Burmistrz Dębicy chciał obniżyć sobie pensję. Radni PiS się nie zgodzili

- Nie wywołujmy dyskusji, że pan burmistrz jest wspaniały i chce zaoszczędzić 800 złotych - powiedział podczas sesji Rady Miasta Dębicy jej wiceprzewodniczący z ramienia PiS, Andrzej Bal. Skomentował tak propozycję włodarza miasta, Mariusza Szewczyka, który zaproponował, by obniżyć mu dodatek specjalny. Ostatecznie większość radnych nie poparła jego wniosku, który nazwano m.in. "tanim populizmem".

Reklama

Mariusz Szewczyk, który burmistrzem Dębicy (woj. podkarpackie) jest od 2014 r., twierdzi, że chce obniżyć swoje wynagrodzenie ze względu na sytuację wokół pandemii koronawirusa.

Reklama

- Miasto ma ograniczone dochody z różnych tytułów, np. podatków, w tym PIT-u. Jednocześnie pojawiły się wydatki spowodowane sytuacją epidemiczną - tłumaczył w rozmowie z polsatnews.pl.

"Planując oszczędności, należy zacząć od siebie"

W projekcie złożonym do Rady Miasta zaproponował, by obniżyć mu dodatek specjalny. Miesięcznie otrzymywałby 800 zł mniej "plus dodatki i pochodne", co w skali roku dałoby około dziewięciu tys. zł oszczędności. Jak zaznaczył, tylko radni mogą zmienić wysokość jego pensji.

Obecnie Szewczyk otrzymuje zasadnicze wynagrodzenie (4,8 tys. zł), dodatek funkcyjny (2,1 tys. zł), dodatek za wieloletnią pracę (960 zł), a wspomniany dodatek specjalny wynosi niecałe 2,1 tys. zł.

- Podczas tworzenia budżetu na 2021 r. stwierdziłem, że biorąc pod uwagę trudną sytuację finansową miasta, należy podjąć dalsze działania oszczędnościowe. Planując je, należy zacząć od siebie - wyjaśnił burmistrz.

Mariusz Szewczyk dodał, że rozmawiał także ze swoimi zastępcami, sekretarzem miasta i skarbnikiem. - Oni również zadeklarowali podobną gotowość zmniejszenia uposażenia - powiedział polsatnews.pl.

"Ja wiem, co robię"

Nad wnioskiem burmistrza Rada Miasta pochyliła się w poniedziałek. Jak się okazało, większość jej członków była przeciw. Wszyscy startowali z list PiS. - Uznali, że to populizm. Ja wiem, co robię i to nie jest populizm - tłumaczył Szewczyk.

Podczas obrad wiceprzewodniczący Rady Andrzej Bal (PiS) stwierdził, by się "nie wygłupiać".

- Jakie to są oszczędności? Burmistrz chodzi do pracy, ma zarabiać i dbać o interesy miasta. Są inne instrumenty, gdzie można zaoszczędzić. Nie wywołujmy dyskusji, że pan burmistrz jest wspaniały i chce zaoszczędzić 800 złotych. Nie róbmy kampanii. Burmistrz ma zarabiać, ale ma też pracować - powiedział cytowany przez portal debica24.pl.

Bal uznał, że burmistrzowi potrzebne są pieniądze, "aby wiedział, gdzie jest Warszawa, gdzie pozyskiwane są środki". Następnie zwrócił się do radnej Renaty Barszcz (Porozumienie), która poparła propozycję burmistrza.

- Zmobilizujcie go tylko do tego, żeby jeździł i przywoził do miasta pieniądze, to jest bardzo ważne. A jak mu pani zabierze, to on nie będzie na paliwo miał - powiedział Andrzej Bal, podkreślając, że był to żartobliwy ton. 

"Powinien się wziąć do roboty"

Jak dodał Bal, burmistrz jest "dobrym i fajnym chłopakiem", ale "powinien się wziąć do roboty". Natomiast według drugiego wiceprzewodniczącego Mateusza Kutrzeby (również PiS), Szewczyk chce w ten sposób "otworzyć furtkę do obniżania pensji" w Urzędzie Miasta. Pomysł włodarza Dębicy nazwał "tanim populizmem".

- Niedługo będzie połowa kadencji, wtedy możemy zobaczyć, co się burmistrzowi udało, a co nie, czy zrealizował swój program wyborczy - stwierdził.

Burmistrz Dębicy w rozmowie z polsatnews.pl przyznał, że wprowadził już "działania oszczędnościowe" w magistracie.

- Są to m.in. nieobsadzanie stanowisk w momencie przejścia pracownika na emeryturę, brak ryczałtów na dojazdy samochodami, a także wstrzymanie dodatków do telefonów prywatnych wykorzystywanych w celach służbowych - wyliczył.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama