Reklama

Reklama

Bieg z przeszkodami za kapciami

Jest takie miejsce w Rzeszowie, niepowtarzalne, nie do podrobienia i jedyne w swoim rodzaju. Tutaj w każdą niedzielę odbywa się bieg dystansem zbliżony do maratońskiego, ale wyglądający bardziej na bieg na przełaj.

Nie ma w nim żadnych ograniczeń; ani kondycyjnych, ani wiekowych. Wystartować może każdy, każdy też, wcześniej czy później, dociera do mety. Pewne jest tylko jedno: taki bieg może się zdarzyć jedynie na targu przy ul. Dołowej i tylko w niedzielę.

Reklama

Miejsce - targ przy ul. Dołowej, czas - niedziela, godz. 8.45. Kolejni zawodnicy pojawiają się na trasie biegu. A jest on trudny i wymaga nie tylko siły, ale też zupełnego wyzbycia się zasad dobrego wychowania. Bo tutaj nikt nie zwraca uwagi na słowo ''przepraszam'' albo ''dziękuję''. Zawodnicy, którzy regularnie starują w tym biegu, stosują inne argumenty. I wydaje się, że o wiele bardziej skuteczne od dyplomacji.

Na początek rozgrzewka

Na niedzielny bieg na targu przy ul. Dołowej większość zawodników podjeżdża samochodem. Ale znalezienie miejsca parkingowego graniczy niemal z cudem. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Spacer od zaparkowanego kilkaset metrów od placu targowego samochodu można przecież potraktować jak rozgrzewkę. Tym lepszą, że trzeba stosować uniki i slalom między pozostawionymi byle jak i byle gdzie autami. A te umiejętności z pewnością przydadzą się, gdy zawodnik pojawi się już na trasie biegu.

Niedoświadczonych zakupowych biegaczy, którzy pojawiają się tu po raz pierwszy, można bardzo łatwo rozpoznać. Kiedy wchodzą na plac, w ich oczach daje się zauważyć lekki przestrach połączony z zagubieniem. - Zawsze jest tyle osób...? - pyta zaskoczona Małgosia, która na Dołowej jest pierwszy raz. Ale osoba, z którą młoda kobieta przyszła na targ, bez owijania w bawełnę wyjaśnia jej panujące tu zasady: - Teraz to nic, jest jeszcze wcześnie. Zobaczysz za chwilę, jaki tu będzie tłum.

Głęboki oddech i... do przodu

Pani w średnim wieku ma stuprocentową rację. Widać, że jest tu stałą bywalczynią, bo zgodnie z jej zapowiedzią na targu przy ul. Dołowej z każdą minutą robi się coraz tłoczniej. Chętnych do udziału w biegu przez przeszkody jest coraz więcej. A startując, trzeba pamiętać o kilku rzeczach. Przede wszystkim rodzice, którzy zabrali ze sobą dzieci, muszą wiedzieć, że powinni trzymać je na rękach. To jedyny sposób, żeby uniknąć stratowania maluchów. Trzeba też uzbroić się w niebywałą cierpliwość i nie denerwować się z byle powodu. ''Byle powód'' to np. pani, która stoi na środku przejścia i nie zamierza ustąpić nawet na pół centymetra albo pan, który właśnie wbił ci łokieć między żebra. Ale wprawiony biegacz potraktuje te zdarzenia raczej jako przeszkody, które można łatwo pokonać.

- Trzeba wziąć głęboki, uspokajający oddech i do przodu - doradza wesoło pani Maria, która odwiedza Dołową przynajmniej raz w miesiącu.

Najważniejsza jest strategia

Bieg przełajowy po targowisku przy Dołowej wymaga nie tylko sprawności, ale też dobrze opracowanej strategii. Osoby, które regularnie tu startują, mają ją ustaloną już dużo wcześniej. Często przychodzą całymi rodzinami, ale nie stosują metody ''zmasowanego ataku'', gdy każdy idzie w innym kierunku i próbuje upolować ciekawą rzecz. Tutaj po prostu to się nie uda. Trzeba cierpliwie przejść wszystkie stoiska, które udają prowizoryczne długie stoły. Dopiero wtedy można znaleźć to, czego się szuka. To, czego się nie szuka zresztą też.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy