Reklama

Reklama

500 zł albo sprzątanie - kara za anons na drzewie

Powiewające na wietrze strzępy papieru, zranione drzewa, w tle chęć zarobku - tak w każdym mieście, także i w Krośnie, wygląda rynek ogłoszeniowy. Drobne anonse, ale i reklamowe plakaty zamiast na tablicach, wiszą na drzewach. Poważni biznesmeni zdają się zapominać, że taka reklama nie najlepiej o nich świadczy.

"Sprzedam mieszkanie", "usługi remontowo-budowlane", "tanie drewno opałowe", "sprzedam rolki", "sprzedam deski jodłowe", "szczeniaki amstaf", "malowanie dachów", "poszukujemy gitarzysty" - m.in. takiej treści ogłoszenia znajdziemy na drzewach w całym mieście. Nie brakuje także tych typowo reklamowych, jak np. zaproszenie do nowo otwartej restauracji, czy organizowanego kursu prawa jazdy. Jak widać, na taki sposób pozyskania klientów decydują się nie tylko osoby prywatne, ale też przedsiębiorstwa.

Reklama

Bezmyślność, niewiedza, czy w końcu brak kultury, a nawet podstawowych zasad promocji - tak w skrócie można ocenić to działanie.

- Wbijanie gwoździ, pinesek czy takich specjalnych zszywek to barbarzyństwo dla drzewa. Przyklejanie taśmą może nie jest aż tak bardzo szkodliwe, ale równie ohydnie wygląda - mówi Krzysztof Smerecki, sekretarz miasta, p.o. naczelnika Wydziału Ochrony Środowiska UM w Krośnie. - O ile jestem w stanie zrozumieć takie ogłoszenie mieszkańca, którego nie stać na anons w prasie, o tyle nie rozumiem poważnych firm, które to robią. To przecież świadczy o poziomie reklamującego - komentuje.

Dlatego straż miejska stara się walczyć z tym zjawiskiem. Za nielegalne rozklejanie ogłoszeń grozi mandat w wysokości nawet 500 zł. Możliwe są jednak także inne represje wobec sprawcy wykroczenia. - Dajemy mu kilka dni na posprzątanie wywieszonych ogłoszeń, bo koszt sprzątania miasta jest znacznie większy niż kwota mandatu - mówi Andrzej Frydrych, zastępca komendanta straży miejskiej w Krośnie. - Ale jak złapiemy kogoś na gorącym uczynku, wręczamy mandat.

Sprawców nie trudno znaleźć. Wystarczy zadzwonić pod podany na każdym ogłoszeniu numer telefonu.

Jakie są wytłumaczenia? - A że nie wiedzieli, a że inni wieszają, to oni też - taka beztroska panuje - oceniają funkcjonariusze straży miejskiej. Prawdziwa wojna na plakaty zaczyna się w czasie kampanii wyborczej. Twarze kandydatów patrzą na nas z każdego drzewa, każdego słupa, nawet z zaklejonej klepsydry. - Przecież jak ktoś startuje w wyborach, to powinien coś mieć w głowie - dziwią się strażnicy.

Chyba niewiele osób wie, że klepsydry i drobne ogłoszenia można powiesić za darmo na wydzielonej części tablic ogłoszeniowych w mieście. - Nie ma z tym problemu, nikogo za to nie ścigamy - mówi Dorota Cząstka, dyrektor Regionalnego Centrum Kultur Pogranicza w Krośnie. To ta instytucja zarządza i dysponuje ponad 20 słupami i blisko setką tablic ogłoszeniowych. Za jej pośrednictwem legalnie można powiesić w mieście plakaty. - Powieszenie jednej sztuki plakatu o formacie A4 na jeden dzień kosztuje 10 groszy. Czym innym jest ogłoszenie mieszkańca, że odda za darmo kotka, a czym innym reklama. Z jej efektów ktoś czerpie korzyści. Dlatego ogłoszenie drobne jest za darmo, a za plakat trzeba zapłacić - dodaje.

Niestety, z doświadczeń straży miejskiej wynika, że pogoń za zaśmiecającymi miasto ogłoszeniodawcami, to walka z wiatrakami. Zerwane dziś ogłoszenia, jutro pojawiają się na nowo. Strażnicy zapewniają jednak, że sprawy nie będą bagatelizować. O większą kontrolę społeczną apelują też do samych mieszkańców.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy