Reklama

Reklama

Samorządy tną wydatki. Opole chce zamknąć izbę wytrzeźwień

W związku ze wzrostem cen energii samorządowcy z całej Polski szukają oszczędności. Opole przymierza się do zamknięcia izby wytrzeźwień. - Jak mam mieć dylemat, czy gasić światło w szkołach, czy zamykać izbę wytrzeźwień, to wybieram tę drugą opcję - mówi Interii prezydent miasta Arkadiusz Wiśniewski.

Izba wytrzeźwień w Opolu pozostaje solą w oku tamtejszych władz. Zupełnie niedawno, bo jeszcze w lipcu, wprowadzono maksymalne dopuszczalne stawki - dotąd dobowy pobyt kosztował tam 250 zł, a od lipca ponad 340 zł. Było to możliwe dzięki centralnie zwiększonym stawkom ustalanym przez ministra zdrowia.

Mimo to izba wytrzeźwień, jak przekonują samorządowcy, pozostaje kompletnie nierentowna. Prezydent Białegostoku powiedział w rozmowie z Interią, że i w jego mieście rozważano pomysł zamknięcia izby, ale na razie się z niego wycofano. Podkreślał natomiast, że "ściągalność" rachunków za dobę noclegową jest na poziomie kilkuprocentowym.

Reklama

Gasić światło w szkole czy zamknąć izbę wytrzeźwień?

Krok dalej zamierza pójść prezydent Opola Arkadiusz Wiśniewski, który mówi nam wprost, że chce zamknąć izbę wytrzeźwień. Działająca w ramach Miejskiego Ośrodka Pomocy Osobom Bezdomnym i Uzależnionym instytucja ma więc swoje ostatnie dni. Dlaczego? Wszystko przez rosnące koszty energii i mniejsze budżety samorządów.

- Musimy ciąć wydatki bieżące. Dobre czasy skończyły się wraz z wejściem Polskiego Ładu. Dzisiaj tniemy na czym się da - mówi Interii Wiśniewski.

- Najprawdopodobniej tym cięciom będzie podlegać choćby izba wytrzeźwień. Zadanie niby drobne, ale kosztujące budżet miasta 1,5 mln zł, którego w żaden sposób nie da się odzyskać. Jak mam mieć dylemat, czy gasić światło w szkołach, czy zamykać izbę wytrzeźwień, to wybieram tę drugą opcję - przekonuje Wiśniewski.

Ruch opolskich władz, jeśli rzeczywiście nastąpi, nie jest odosobniony. Jak wyliczył Portal Samorządowy, w latach 2016-2019 liczba "klientów" izb wytrzeźwień w Polsce spadła z niemal 150 tys. do 121 tys. Jednocześnie zmniejszyła się liczba samych izb. Tyle tylko, że niektóre samorządy tworzą tzw. punkty pomocy, które działają na nieco mniej restrykcyjnych zasadach. W konsekwencji bywają też tańsze.

Zagrożone środki unijne

Tymczasem - jak w ostatnich dniach donosiły media - pod znakiem zapytania stanęły też unijne środki, na które bardzo liczą samorządy. Prezydent Wiśniewski mówi Interii, że w przypadku jego miasta to kwota liczona w setkach milionów złotych.

- W ostatnich 6 latach pozyskaliśmy ok. 900 mln z różnych miejsc, ale gros z nich to dotacje unijne. Udało nam się za to wybudować sale sportowe wielofunkcyjne, budować parkingi, rewitalizować tereny, unowocześniać sieć autobusów i wykonać dziesiątki innych zadań. Nawet sobie nie wyobrażam, co może się stać bez tych pieniędzy - podkreśla Wiśniewski. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy