Reklama

Reklama

Opole: Ostra wymiana zdań w biurze poselskim PiS z udziałem posła KO

Niezwykły finał miała opolska konferencja prasowa posła KO Witolda Zembaczyńskiego. Wiceprzewodniczący Nowoczesnej przyszedł do biura posłanki Violetty Porowskiej z Prawa i Sprawiedliwości, by przekazać jej petycję przeciwko wprowadzeniu podatku od reklam. W biurze doszło do ostrej wymiany zdań między parlamentarzystami.

W piątek poseł Zembaczyński zorganizował przed biurem szefowej opolskich struktur PiS, posłanki Violetty Porowskiej konferencję prasową, na której przedstawił stanowisko swojej partii w sprawie propozycji wprowadzenia podatku od reklam.

Reklama

Zdaniem Zembaczyńskiego, proponowany przez rządzących podatek jest w rzeczywistości narzędziem do podporządkowania sobie przez Zjednoczoną Prawicę wszystkich mediów w Polsce.

- Nie zgadzamy się, aby symbolem polskich mediów były czarne ekrany. Gdyby nie wolne media, nie dowiedzielibyśmy się o maseczkach od instruktora narciarstwa ani o respiratorach od handlarza bronią, bo ani prokuratura, ani służby specjalne, ani NIK nie są niezależne od rządu. My się na to nie godzimy - powiedział Zembaczyński.

"Polityk zgrywał dziennikarza"

Podczas konferencji prasowej pytanie parlamentarzyście zadał stojący wśród dziennikarzy członek gabinetu wojewody opolskiego, na które poseł nie odpowiedział. - Pan jest najlepszym obrazem tego, do czego w Polsce dojdzie. Funkcjonariusze PiS-u będą przychodzić zadawać pytania. Mało ma pan mediów rządowych w łapie? Niech pan przyśle tu wojewodę, to podyskutujemy, a nie zgrywa tu dziennikarza - zwrócił się Zembaczyński do urzędnika.

Następnie wiceprzewodniczący Nowoczesnej wszedł do biura posłanki PiS Violetty Porowskiej, by wręczyć jej stanowisko swojej partii. Przy dziennikarzach domagał się od niej udzielenia odpowiedzi na pytanie, czy poprze ona propozycję wprowadzenia podatku od reklam.

- Czy jest pani za wprowadzeniem haraczu na polskie media po to, żeby jedynym przekazem, który funkcjonuje w przestrzeni publicznej, był strumień ścieku informacyjnego mediów rządowych? - pytał Zembaczyński.

"To walka o dobrobyt państwa"

Zdaniem Porowskiej, nie można łączyć podatku z wolnością słowa. Jak mówiła, media pod tym względem nie mogą być wyłączone z naturalnego procesu, jaki funkcjonuje w każdym państwie, a który zakłada płacenie państwu danin od prowadzonej działalności gospodarczej, które następnie są wykorzystywane m.in. na służbę zdrowia, kulturę czy ochronę zabytków.

- To nie jest żaden zamach na wolność słowa, ale walka o dobrobyt polskiego państwa. Czy jest pan rzecznikiem TVN-u, który w ostatnich latach miał przychód 9,5 miliarda złotych, a zysku 3,5, a zapłacił 70 tysięcy złotych? Każdy przedsiębiorca w Polsce chciałby płacić tak podatki - powiedziała Porowska.

Posłanka wyraziła zadowolenie z akcji protestacyjnej mediów, dzięki której upowszechniła się wiedza na temat funkcjonowania wielu mediów prywatnych. "Ilu ludzi w Polsce dowiedziało się, że media nie płacą takich pieniędzy, ile byłoby przynależne" - powiedziała Porowska.

"Media bez wyboru"

Na początku lutego do wykazu prac legislacyjnych rządu wpisano projekt ustawy, którego konsekwencją będzie wprowadzenie składki z tytułu reklamy internetowej i reklamy konwencjonalnej. Zgodnie z założeniami połowa wpływów ze składek ma trafić m.in. do NFZ, a także na Narodowy Fundusz Ochrony Zabytków i nowo utworzony Fundusz Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów. Do 16 lutego trwają konsultacje w sprawie planowanego projektu.

Znaczna część prywatnych mediów w środę protestowała we wspólnej akcji "Media bez wyboru", będącej odpowiedzią na zapowiedź przygotowania przez rząd tego projektu. Według mediów, które wzięły udział proteście wprowadzenie składki będzie oznaczać m.in. osłabienie, a nawet likwidację części mediów działających w Polsce, a także ograniczenie możliwości finansowania jakościowych i lokalnych treści. Przeciwko wprowadzeniu rozwiązań projektowanych przez rząd opowiadają się także ugrupowania opozycyjne.

Szef KPRM Michał Dworczyk przekonywał w piątek, że na razie nie jest znany ostateczny kształt projektu, który w tej chwili jest wpisany wyłącznie do harmonogramu prac rządu. - I też jasno podkreślajmy: jest to podatek od największych koncernów medialnych, a nie żadne próby - jak próbują sugerować niektórzy - ograniczania wolności słowa - powiedział szef KPRM.

Czytaj także: Grupa Polsat: blisko miliard złotych w podatkach i innych opłatach

Podatek od mediów. Porozumienie staje okoniem

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy