Reklama

Reklama

Miało być szkolenie, ale komendant się rozmyślił

Jak to się stało, że w Zimnej Wódce nie będzie szkolenia za pieniądze z Unii? Wygląda na to, że zabrakło zwykłej rozmowy między ludźmi.

Agnieszka Kołodziej studiuje politologię. Przeszła już staż w starostwie i sądzie. Wie, jak pisać wnioski o pieniądze z Unii. Dziewczyna wpadła na pomysł, by wziąć udział w projekcie finansowanym z Europejskiego Funduszu Społecznego.

Reklama

- Miał to być kurs dla mieszkańców gminy pod hasłem "Wyrównanie szans" - mówi Agnieszka Kołodziej. - 45 osób bezpłatnie mogło nauczyć się obsługi komputera, a także poznać sposoby radzenia sobie na rynku pracy.

Mieszkanka Zimnej Wódki szukała organizacji, która miała odpowiedni status prawny i mogła być beneficjentem środków. Zwróciła się do Ochotniczej Straży Pożarnej. Zarząd podpisał zgodę i projekt ruszył. Do wzięcia było ok. 42 tys. zł.

- Po zakończeniu kursu do straży trafiłyby dodatkowo laptop i drukarka - mówi Agnieszka Kołodziej. Sama też by na tym skorzystała... W budżecie projektu znalazło się 10 tys. zł dla niej - jako koordynatorki.

- Po 2 tys. zł brutto za każdy miesiąc trwania i pilotowania kursu - wyjaśnia Agnieszka Kołodziej. - To chyba niektórym się nie podobało, dlatego projekt przepadł.

Duża odpowiedzialność

Tomasz Ogaza jest komendantem Ochotniczej Straży Pożarnej w Zimnej Wódce. Kiedy Agnieszka Kołodziej poprosiła go o wsparcie inicjatywy, zgodził się.

- Z tego, co się dowiedziałem, straż miała wiele zyskać na tym projekcie - mówi Tomasz Ogaza. - Na początku była mowa o komputerach. Myślałem, że będziemy mieli taką salę jak w Niezdrowicach... Potem okazało się, że mamy dostać tylko laptop.

Komendant przemyślał sprawę i postanowił nie podpisywać poprawki do wniosku.

- Dwie pierwsze poprawki podpisałem, ale gdy po raz trzeci dostałem te dokumenty - powiedziałem "nie". Obostrzenia były ogromne, a do zyskania niewiele. Poza tym - to ja miałem być za wszystko odpowiedzialny. To mnie przerosło. Gdyby projekt się nie udał, ja odpowiadałbym finansowo. Nie straż, bo ona nie ma swojego kapitału. Ja miałem za wszystko poręczyć. Gdyby coś nie wyszło, musiałbym to przez wiele lat odpracowywać - z żalem mówi Tomasz Ogaza. Nie kryje, że bał się konsekwencji finansowych, dlatego ostatecznie nie podpisał wniosku.

- Czy inny, będąc na moim miejscu, zaryzykowałby własnym majątkiem - z rozgoryczeniem pyta Tomasz Ogaza.

To nie tak

Agnieszka Kołodziej chciała dobrze. Miała nadzieję, że dzięki jej inicjatywie Zimna Wódka coś zyska... Tomasz Ogaza od lat jest społecznikiem. Dla wioski zawsze chce jak najlepiej. Tym razem bał się o własny byt...

Sprawa unijnego wniosku spowodowała, że obie strony się poróżniły i mają do siebie wzajemny żal. Tymczasem, wszystko mogło potoczyć się dobrze...

- Przy pisaniu projektu strony, które biorą w nim udział, powinny współpracować - radzi Milena Piechnik, wicedyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Opolu. - Projekt finansowo zabezpiecza instytucja, a nie osoba fizyczna. W tym wypadku byłaby to Ochotnicza Straż Pożarna w Zimnej Wódce. Gdyby projekt się nie powiódł - wówczas OSP musiałaby zwrócić przekazaną jej wcześniej na ten cel zaliczkę. W przypadku wystąpienia jakichś trudności podczas realizacji projektu, zgłasza się nam ich przyczynę i proponuje zmiany. Jesteśmy elastyczni, współpracujemy z beneficjentem, jesteśmy z nim w stałym kontakcie.

Gdyby Tomasz Ogaza o tym wiedział, pewnie podpisałby wniosek.

Warto przed przystąpieniem do jakichkolwiek inicjatyw - najpierw rozmawiać, pytać i rozwiewać wątpliwości.

JL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje