Reklama

Reklama

Sekta Rozdartej Mordy

Opozycja zastanawia się teraz zapewne, pod jakim by tu hasłem urządzić następną antypisowską manifestację, zapowiadaną na 4 czerwca. To ja chętnie podpowiem: zróbcie manifestację przeciwko wysyłaniu przez PiS polskich żołnierzy do Syrii. To na pewno chwyci! Polacy nie chcą, żeby nasi chłopcy ginęli gdzieś na zadupiu świata w imię nie wiadomo czego, za imperialistyczne matactwa, za ropę naftową i rozgrywki Putina z państwem islamskim. Szczególnie nie chcą tego artyści, których pacyfistyczne hasła na pewno przyciągną na wieńczący marsz koncert. Poza tym nikt nie ma wątpliwości, że każda wojna jest zła, więc broniąc jej PiS zostanie raz jeszcze ostatecznie zdemaskowany i skompromitowany.

Powie ktoś, że to wszystko może i prawda, ale przecież PiS żadnych polskich żołnierzy do Syrii ani nigdzie indziej nie wysyła? A cóż to niby za przeszkoda! Wiecie doskonale, jak to się robi: za dwa tygodnie niech któryś z organów Ringiera Springera wypuści "łamiącego niusa", że pojawił się w rządzie projekt wysłania polskiego wojska do Syrii, "Polityka" zrobi z tego okładkę, TVN zaludni antenę matkami żołnierzy i pacyfistami protestującymi przeciwko mieszaniu nas w obcą nam wojnę, a na żółtych paskach chodzić będzie "PiS zaprzecza planom wysłania polskich żołnierzy"...

Reklama

Był taki amerykański film "Wag the Dog". Proroczy, jak się okazuje.

PiS nie robi też przecież nic, co by choć wskazywało na zamiar "polexitu" (przeciwnie - jedynym politykiem, który publicznie zaproponował stosowne referendum, był przewodniczący PO), nie zabiera nikomu internetu, nie przygotowuje żadnego zaostrzenia prawa aborcyjnego. A ustawa o policji, którą zgłosił, była przygotowana jeszcze przez PO i nie zawiera niczego, co by odbiegało od światowych standardów - może i jest kiepska, ale na pewno nie zmienia Polski w państwo faszystowskie.

Powiem więcej: nieprawdą są też powtarzane przez KODomitów jak mantra frazy o, na przykład, "łamaniu Konstytucji" przez prezydenta czy rząd. Pretekstem do tych obelg pod adresem prezydenta było ułaskawienie Mariusza Kamińskiego i jego współpracowników z CBA bez czekania na prawomocne zakończenie procesu. Wyrok sądu potwierdził ostatecznie, że, wbrew oskarżeniom, prezydent takie prawo ma (żadna sensacja, jest wyraźnie napisane nawet w podręczniku dla studentów prawa: "na każdym etapie postępowania"), ale wielbiciele nadrzędności sądów nad PiS tego akurat wyroku do wiadomości nie przyjęli, a "Wyborcza" wprost stwierdziła, że sędziowie zawiedli, i apiać dalej swoje.

Równie na niczym oparty jest wrzask o rzekomym łamaniu Konstytucji w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Wszyscy w tym sporze znaleźli się poza prawem, ale nie przez jego łamanie, tylko "falandyzowanie". PO nie miała prawa wybrać dwóch sędziów "na zaś" (nawiasem, autor uznanej przez TK za bezprawną poprawki, która to PO umożliwiła, poseł Kropiwnicki, maszerował jak gdyby nigdy nic na czele sobotniego marszu), prezydent nie miał prawa odwlekać zaprzysiężenia sędziów, aż Sejm wybierze nowych, przewodniczący Trybunału nie miał prawa arbitralnie jednych sędziów do orzekania dopuszczać, a innych nie, sam Trybunał nie miał prawa orzekać z pominięciem wymogów uchwalonej lege artis ustawy, a rząd nie ma prawa odmawiać publikacji jego orzeczeń.

Wszyscy tu zrobili rzeczy, do których prawa im Konstytucja ani żaden przepis nie dawał, ale też - których im żaden przepis wyraźnie nie zakazywał. Dlatego rację ma Komisja Wenecka, której główną rekomendacją była, przypomnę, zmiana stosownych zapisów w Konstytucji. Czego również "obrońcy demokracji" udają, że nie słyszeli, skupiając się na darciu mordy: "Beata, publikuj", choć nie o publikowanie jest cały ten spór i samo w sobie, nawet gdyby PiS uległ, wcale by ono kryzysu nie rozwiązało.

Wszystko to w najmniejszym stopniu nie przeszkadza i zapewne nie będzie przeszkadzać antypisowskim mediom histeryzować swoich odbiorców i zapędzać ich na swoje manifestacje. Jak można było zauważyć w ostatni weekend: skutecznie.

Dla pewnej grupy ludzi poddanych intensywnym emocjom wytworzony przez polityków i media matriks jest bardziej rzeczywisty od rzeczywistości. Karmieni publikowanymi ze śmiertelną powagą instrukcjami, przygotowującymi ich na aresztowania i represje, wsłuchani z rozemocjonowaniem w wydyszane wyznania celebrytów czy komentatorów, że Jarosław Kaczyński ich cenzuruje, że w Polsce nie ma wolności, że faszyzm i koniec świata, czują się tym wszystkim rozgrzeszeni z jakichkolwiek wymogów - czy to przyzwoitości, czy zdrowego rozsądku.

Dlatego wypadają tak śmiesznie i odrażająco. Zapewne najczęściej używanym słowem na sobotnim marszu była obelga "pislam". Bardzo zabawne - ale jakoś KODomici, niby to tak tolerancyjni i europejscy, nie zauważają, że używanie słowa islam jako obelgi jest tym samym, co używanie w tej samej funkcji słowa "żydostwo". Może pójść na całość i jechać po PiS, że to "żydy"? W końcu "KOD ma być jak Hamas", więc i hasła o wieszaniu na drzewach syjonistów byłyby na manifestacji KOD bardziej na miejscu niż na rocznicy powstania ONR, który to ONR akurat przed wojną z syjonistami żył w przyjaźni (bo jedni i drudzy chcieli tego samego - osobnego żydowskiego państwa z dala od Polski).

Nie sięgajmy po świadectwa wrogów, tylko przyjaciół. Pisarz Dehnel, bardziej znany (niestety) jako celebryta-homoseksualista, przyznał publicznie, że hasła tego marszu były tak "fekalne" i pełne nienawiści, a całość tak jawnie podporządkowana politycznej wojnie PO z Nowoczesną i resztą antypisu o dominację i prawo sterowania emocją nienawiści do Kaczyńskiego, że szedł tam ze wstydem. Inny celebryta, owsiankowy Chajzer, oburzył się, że jego przyjaciółkę, relacjonującą marsz z "kostką" TVP kilkadziesiąt (!) razy maszerujący obrzucili słowem na "k", głównie w zestawieniu "reżimowa k..." (co prawda szybko ten wpis ukrył, najwyraźniej uświadomiwszy sobie, że to tylko prawda subiektywna, sprzeczna z obiektywną, i jej niepotrzebnym ujawnieniem szkodzi słusznej sprawie - ale stało się, poszło w lud). Nawet nie trzeba do tego dodawać dostępnych w sieci nagrań, z okrzykami typu "wsadzić ich wszystkich do Auschwitz i wytruć".

To wszystko nie ma znaczenia - KODomici i tak będą czytać w swojej gazecie, że ich było ćwierć miliona (co policzył ten sam rachmistrz z peowskiego ratusza, który manifestację w obronie telewizji "Trwam" obliczył na 20 tysięcy, a Marsz Niepodległości na 15 tysięcy - proszę znaleźć zdjęcia w sieci i je porównać) i to, co najważniejsze, radosnych, życzliwych, uśmiechniętych, fajnych takich i miłych, nie to, co ci pisowcy...

Jeśli sukces klasyka takiego histeryzowania mas, z jakim mamy tu do czynienia, nazwała sławna reżyser "triumfem woli", to to, co udało się antypisowi pod szyldem KOD, zasługuje raczej na nazwę "triumfu psychozy". W obronie odsuniętych w wyborach układów i ich beneficjentów udało się skrzyknąć i doprowadzić do skrajnego emocjonalnego paroksyzmu sporą grupę ludzi, wyrywając ich zupełnie z rzeczywistości, uodparniając na fakty, za pomocą metod, jakimi buduje się sekty. Tylko że to sekta na znacznie większą skalę niż się to zwykle zdarza.

Na jak wielką? Grupa dyskusyjna KOD na fejsie szybko osiągnęła między 50 a 60 tysięcy uczestników i na tej liczbie się od wielu miesięcy zatrzymała. Profil KOD-u na tymże samym fejsie, gdy ostatnio tam zajrzałem, miał 220 tysięcy lajków, również bez tendencji wzrostowej (to nie jest wiele - sam w pojedynkę mam na swoim profilu ponad 60 tysięcy). Na Twitterze jest jeszcze słabiej, niecałe 20 tysięcy śledzących (tu biję w pojedynkę cały KOD na łeb, mam już prawie 78 tys.).

Na marsz organizowany przez PO, wsparty całą mocą jej struktur i pieniędzy (w mediach, i to bynajmniej nie tych "pisowskich", pojawiła się informacja, że marsz kosztował Platformę, wraz z akcją bilboardową, 2 miliony złotych - jako sponsorzy, z podatków których utrzymuje się partie polityczne, powinniście o tym wiedzieć) przybyło z całego kraju jakieś 50 tysięcy, w porywach może do 60-ciu.

Zgromadzony w jednym miejscu ten tłum robi wrażenie, choć do zjazdu Rodzin Radia Maryja na Jasnej Górze mu daleko, ale w istocie jego siła nie leży w liczebności, tylko w gorliwości i sile podnoszonego wrzasku. Ale ta gorliwość, niestety, wynika z histerii, z propagandowego opętania i głębokiej wiary, że za każdym rogiem, pod łóżkiem i w każdej szafie czai się złowrogi, katolicki, reżimowy "pislam", wiary każącej wierzyć w każdą antypisowską bzdurę i popychającą do rzeczy, których pewnie żaden z tych ludzi, gdyby się był w stanie chwilę zastanowić, nie godziłby się swą twarzą firmować.

Ciekawostka taka, że w dodatku do "Gazety Wyborczej" "Duży Format" skwitowano sukces marszu rysunkowym żartem, na którym niby-rzecznik prezydenta powiada, że jak prezydent nie może zasnąć, to "liczy uczestników marszu KOD". Czyli nawet samej "Gazecie Wyborczej", która tych nieszczęsnych ludzi opętała, zmanipulowała i wyprowadziła na ulicę, kojarzą się oni z baranami.

Dobranoc zatem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje