Reklama

Reklama

Polskie obozy

Kiedy w początkach lat dziewięćdziesiątych alarmowaliśmy w "Gazecie Polskiej", że w publikacjach organizacji żydowskich, a za nimi w zachodniej prasie, wypisuje się o Polakach różne obrzydlistwa, przypisując nam odpowiedzialność za holocaust - to jedynym efektem w tzw. wiodących mediach były miotane na nas obelgi i oskarżenia o antysemityzm.

Reklama

Dziś "Rzeczpospolita" i "Gazeta Wyborcza" zgodnie protestują przeciwko określeniu "polskie obozy koncentracyjne" i wzywają do wytaczania oszczercom procesów. Lepiej późno niż wcale - ale teraz będzie znacznie trudniej.

Reklama

Bezczelność eurodeputowanego Cohn-Bendita oraz sekundujących mu socjalistów francuskich i niemieckich ma się bowiem do czego odwołać. Podobnie, jak odwołuje się norweski wpływowy dziennikarz, od tygodni toczący z nami prywatną wojenkę. Ja przecież tylko odwołuję się do historycznych źródeł - powiada on, garściami czerpiąc z licznych pseudonaukowych opracowań o "polskich nazistach".

To nic, że w tej makulaturze nie ma słowa prawdy. Jest ona powszechnie dostępna w zachodnich bibliotekach i księgarniach, cytują z niej dziennikarze i w ogóle uważa się antypolskie oszczerstwa za wiarygodne źródła - bo nikt ich przecież nigdy nie oprotestował. A zwłaszcza nie zrobili tego sami Polacy.

I tu leży pies pogrzebany! Gdy trzeba było reagować, robić szum, wytaczać procesy, nie popuszczać - polskie "elity opiniotwórcze" milczały, sprzeciw zachowując na "antysemitów", którzy wywlekaniem antypolonizmu "jątrzyli" i "narażali na szwank" stosunki polsko-żydowskie.

Teraz mamy skutki.

Rafał A. Ziemkiewicz z cyklu "A nie mówiłem?"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy