Reklama

Reklama

Paranoja i normalność

Rasistę, antysemitę, poznaje się po tym, że nic złego nie mówi na Żydów czy inne mniejszości. Nic nie mówi - więc się kamufluje. Tak jak ten Marsz Niepodległości: tyle tysięcy faszystów przeszło ulicami Warszawy, i żaden z czujnych dziennikarzy, mimo starań, nie zdołał przyłapać ich na ani jednym antysemickim haśle, na ani jednym rasistowskim okrzyku. Trudno o lepszy dowód, że antysemici i rasiści świętujący 11 listopada starannie ukrywają, kim są i co myślą naprawdę.

Wystarczy zresztą jeden rzut oka, by przekonać się, że są w ogóle fałszywi do imentu. Na przykład, wcale nie noszą glanów, nie golą sobie glac, nie używają krzyży celtyckich, ósemek ani innych skinowskich emblematów. Noszą garnitury, normalne fryzury, jak ujęło to jedno z lewicowych pism "skina zastąpił typ studenciaka". Trudno o lepszy dowód, niż te fryzury i garnitury, że faszyści przebiegle się ukrywają i maskują.

Reklama

Co innego ludzie tolerancyjni, otwarci, europejczycy pełną gębą. Ci się nie muszą kamuflować, ukrywać, więc od czasu do czasu zażartują sobie ot, tak, szczerze i od serca. A to się pośmieją z Murzyna, a to z Ukrainek - robotów i z ich gwałcenia, a to walną żartem, że Obama ma w sobie polską krew, bo jego dziadek zjadł polskiego misjonarza, czy też że kto nie pije, ten pedał. Nazwą kogoś ciotą, albo pośmieją się z jego pedalskiego chodu - od razu poznać, że to "nasi". Nie faszyści, tylko ludzie postępowi, światli, otwarci. Najlepszy dowód, że się nie ukrywają, nie udają, tylko walą otwartym tekstem, ha, ha, co im tam akurat podejdzie. W końcu każdy od czasu do czasu musi se porechotać z jakiegoś seksistowskiego kawałka.

Słowem - im bardziej ktoś nie pozwala sobie na antysemickie czy rasistowskie wypowiedzi, tym bardziej jest antysemitą i rasistą, i odwrotnie. Taki sposób myślenia obowiązuje w środowiskach, które od lat zwykły oskarżać prawicę o myślenie paranoiczne.

Jeśli poczytać ich jeremiady o zagrożeniu "bezobjawowym faszyzmem", o tym, jak strasznie propagowany jest rasizm właśnie przez to, że rasiści jak gdyby nic maszerują ulicami udając, że z rasizmem nie mają nic wspólnego, to już nie dziwi zupełnie, że te same środowiska krzyczą o chorobie psychicznej ludzi, którzy nie wierzą w raport Anodinej i Millera. Wariaci, nie chcą wierzyć, że od jednego stuknięcia skrzydłem w brzozę cały samolot mógł ulec rozpyleniu, skoro wiele podobnych samolotów spadało z różnych wysokości i pozostawało w najgorszym razie w dwóch, trzech fragmentach, albo wpadało w las i wycinało w nim całe przesieki, nie tracąc skrzydeł! Chorzy psychicznie - nie uważają za oczywiste, że winien był Kaczyński, który kazał bratu lądować za wszelką cenę, skoro na czarnych skrzynkach ani nigdzie w ogóle nie ma żadnych dowodów, że ktokolwiek cokolwiek pilotom kazał, ba, jak zajrzeć w zapisy, to w ogóle okazuje się, że piloci lądować wcale nie próbowali. No, i jeszcze upierają się, że mógł tam być jakiś trotyl, jakby nie rozumieli, że fakt, iż urządzenia pomiarowe wskazują trotyl jest najlepszym dowodem, że to wcale nie trotyl, tylko pasta do butów!

Na znanym obrazie Goyi osły ujeżdżają ludzi. U nas, ostatnimi czasy, wariaci wyrokują o chorobie psychicznej ludzi normalnych. Bo - teraz powiedzmy to najzupełniej poważnie - to nie ci są stuknięci, którzy dostrzegają oczywiste kłamstwa prokuratury i millerowych ekspertów, oczywiste nielogiczności i niespójności wersji oficjalnej. To ci są oczywistymi świrami, którzy za wszelką cenę, kurczowo, trzymają się oficjalnej wersji wbrew najoczywistszym faktom.

Psychiatria nazywa ten mechanizm wyparciem. Jeśli prawda nazbyt kłóci się z wiarą, przyjętą apriorycznie - na przykład, z wiarą w Tuska - i tym samym zaburza poczucie bezpieczeństwa, to jednostki psychicznie słabe, niezdolne do zweryfikowania swych poglądów i przyznania się do błędu, tę prawdę wbrew najoczywistszym faktom wypierają. Odrzucają. Nie przyjmują jej do wiadomości - i szlus. Zamykają się w kręgu kilku gorliwie, histerycznie wręcz wyznawanych sloganów, na rzeczywistość burzącą ich poczucie bezpieczeństwa reagują wściekłością i agresją. Z psychopatyczną zajadłością ubliżają tym, którzy nie chcą wraz z nimi żyć wśród urojeń, i skwapliwie wspierają każdego, kto im te urojenia uprawdopodabnia, choćby było to uprawdopodobnianie zwykłym bredzeniem obrażającym elementarną logikę i zdrowy rozsądek.

Ktoś się w naszym kraju rzeczywiście powinien psychiatrycznie leczyć. Ale bynajmniej nie ci, których uporczywie wysyłają do psychiatry prorządowe media.

Rafał Ziemkiewicz

Dowiedz się więcej na temat: Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama