Reklama

Reklama

My, podeuropejczycy...

Nie wierzcie w optymistyczne tytuły doniesień prasowych - zresztą umieszczanych gdzieś na dalekich stronach, w kącikach kolumn, jak zawsze, gdy chodzi o coś naprawdę ważnego. Żadne tam "jest porozumienie w sprawie liberalizacji usług w UE"...

Prawda jest taka, że pod światłym przewodem pana Belki, przezroczystego premiera, do którego popierania nikt się nie przyznaje oprócz jeszcze nie istniejącej partyjki pozaparlamentarnej opozycji, Polska po prostu dała ciała. Nikt nie krzyknął "liberalizacja usług albo śmierć!", jak to miało miejsce w wypadku daleko mniej dla Polski ważnej obrony układu nicejskiego, nikt się rzucił "Rejtanem" w sejmowym przejściu, bo mało który z polityków w ogóle sprawę zauważa.

Przypomnijmy: Bruksela zaproponowała uczciwą zasadę otwartego dostępu obywateli wszystkich krajów UE do rynku usług. Zaprotestowały przeciwko temu Niemcy i Francja, które o "europejskiej solidarności" mają dużo do powiedzenia, ale tylko wtedy, gdy to dogadza ich egoistycznym interesom. Nie może być przecież tak, uznali przywódcy tych krajów, żeby jakiś Polak czy Litwin zarabiał oferując usługi tańsze niż obywatele Lepszej Europy...

Reklama

Oczywiście, po stronie Chiraca i Schroedera opowiedzieli się aparatczycy z europejskich związków zawodowych, w tym - o wstydzie - także z polskiej "Solidarności", która tą jawną zdradą dała kolejny dowód, że reprezentuje interesy wyłącznie swojej własnej nomenklatury.

Sprawa nie jest zakończona, ale założenia ogłoszonego z przytupem "kompromisu" pokazują, że polski rząd już pogodził się z zepchnięciem polskich usługodawców do statusu "podeuropejczyków". Praca w Unii - tak, ale tylko przy mopie i na czarno.

Najwyraźniej przekonał pana Belkę argument, że jeśli pozwoli się polskim przedsiębiorcom konkurować na równych prawach z Niemcami i Francuzami, to zagrożona będzie ratyfikacja w tych krajach eurokonstytucji. Żadne ze słów, które cisną mi się w komentarzu, nie nadaje się do publicznego użycia.

Oczywistą odpowiedzią z naszej strony powinno być, że jeśli mają być w Europie równi i równiejsi, to my posyłamy ten konstytucyjny gniot do kosza.

Czy nie dlatego właśnie, aby Polsce to skuteczne narzędzie nacisku na Lepszą Europę wybić z ręki, polityczni macherzy uparli się wcisnąć nam gniota w drodze referendum, z wykorzystaniem faktu, że przeciętny Polak jest generalnie za Europą, a w szczegółach po prostu się nie orientuje?

Rafał A. Ziemkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy