Reklama

Reklama

Kpiny z choroby

Na chwilę stałem się bohaterem negatywnym kolorówek, jako cham, a nawet, zdaniem pewnej celebrytki, „palant”, który szydzi sobie z choroby nowotworowej pani Olgi Jackowskiej zwanej Korą.

Na chwilę stałem się bohaterem negatywnym kolorówek, jako cham, a nawet, zdaniem pewnej celebrytki, „palant”, który szydzi sobie z choroby nowotworowej pani Olgi Jackowskiej zwanej Korą.

Takiego bowiem pseudoniusa wpuścił w internetowy głuchy telefon portal gazeta.pl. Portal ten zresztą nie od dziś stosuje metodę prowokowania internetowych hejtów i nabijania klików za pomocą krzykliwych tytułów mających się zupełnie nijak do zatytułowanej masy tekstowej.

Klasykiem pozostaje materiał, który gazeta.pl zatytułowała: "PiS i Radio Maryja: patriarcha Cyryl to agent!". W treści, będącej głównie przekopiowaniem relacji PAP z wizyty w Polsce rosyjskiego hierarchy, jedynym nawiązującym do tego tytułu elementem było zdanie, że przed siedzibą Episkopatu stał jakiś jegomość z dwoma transparentami: "Koncesja dla telewizji Trwam!" i właśnie "Patriarcha Cyryl to agent!".

Reklama

Teraz michnikowszczyzna postanowiła podobną metodą podlansować moją skromną osobę. Nie muszę chyba tłumaczyć, że żadnego "szydzenia" z choroby nowotworowej nie było - nawet pudelek.pl, na który modnie jest psioczyć, nie miał takiego tupetu jak ludzie z Czerskiej, opatrując "Ziemkiewicz szydzi" znakiem zapytania. Był tweet, w którym zwróciłem uwagę, że ta choroba obala jedno z kłamstw kolportowanych przez marihuanistów, jakoby ich ulubione zielsko leczyło liczne choroby, w tym właśnie nowotwory.

Nie taję, iż - choćby dlatego, że mam dzieci - jestem na propagatorów narkotyków cięty. Marihuana to paskudztwo, którego wpływ na ludzki mózg świetnie nadałby się na reklamę "Sprite’a". Oczywiście, takiej reklamy nie będzie, ponieważ paskudztwo to jest na całym świecie intensywnie promowane. Życzliwość, z jaką elity Nowego Wspaniałego Świata wspierają kampanie na rzecz zastąpienia zielskiem tradycyjnych używek, tytoniu i alkoholu, ma moim zdaniem charakter systemowy i jest częścią problemu świata rządzonego przez zrost wielkich korporacji i ponadnarodowej biurokracji - świata, w którym coraz większe pieniądze dają coraz mniej licznym coraz większą władzę, a coraz większa władza coraz większe pieniądze.

Piłka jest prosta: skutkiem alkoholu i tytoniu są schorzenia wątroby, płuc i serca, bardzo kosztowne w leczeniu. Skutkiem marihuany jest wymóżdżenie. Badania kliniczne, potwierdzone ponad wszelką wątpliwość, pokazały, że kilka lat palenia − szczególnie w wypadku nastolatków − obniża IQ o kilkanaście punktów. Więc zamiana tytoniu i wódki na zielsko to zamiana obywateli, którzy kosztują trzeszczące w szwach systemy ubezpieczeń ciężkie pieniądze, a nadal zdolni są myśleć i głosować, na obywateli z wygładzonymi zwojami mózgowymi, z punktu widzenia komunikacji społecznej dużo dla władzy wygodniejszymi. Pieniądze wydawane na leczenie raka, miażdżycy czy marskości można by wtedy przeznaczyć na nowe gulfstreamy dla prezesów i przewodniczących.

Kto jest dorosły, może się truć czym chce (inna sprawa, że nasza cywilizacja oparta na uporczywym uszczęśliwianiu na siłę ludzi przez władzę, która lepiej wie, co dla nich dobre, wychowuje masowo obywateli nie potrafiących dorosnąć nawet gdy już siwieją), ale narkotyczna propaganda uderza przede wszystkim w nastolatków. To im mącą w głowach politycy i celebryci plotący, że zioło jest fajne, relaksujące i lepsze od gorzały, bo człowiek pijany jest agresywny, a ujarany tylko bełkoce i chichocze głupowato.

Pamiętam wiele wypowiedzi pani Kory utrzymanych w tym duchu. Także wywiad, w którym opowiadała, że dawała "gandzię" do palenia swoim dzieciom. Dopiero wpadka z zatrzymaną przesyłką i zagrożenie karą skłoniło panią Korę i jej towarzysza życia do ściemniania, że to nie oni jarają, tylko ich suczka.

Zresztą Pan Kamil Sipowicz - jak można sprawdzić w dzisiejszej prasie - wykorzystał do promocji swego ulubionego paskudztwa nawet chorobę żony, powtarzając bajkę o jego leczniczych właściwościach. Ręce opadają.

Pewnie, preparaty pochodzące z marihuany mają zastosowanie w lecznictwie. Ale różnica między nimi a "gandzią" jest mniej więcej taka, jak między pleśnią a penicyliną. Zresztą dla każdego oczywista jest ściema argumentacji o "leczniczej" marihuanie, bo ci, którym się zielsko sprzedaje, żadnego leczenia somatycznego nie wymagają - natomiast często fundują sobie za pomocą "leczniczej" substancji (poza skretynieniem, które akurat dla kretyniejącego jest raczej przyjemne) rozmaite problemy psychiczne, wśród których nie ostatnie miejsce zajmują stany depresyjne wiodące nawet do samobójstw, dokładnie wbrew błogo-chichotliwemu imidżowi konopi indyjskich.

Szczerze życzę pani Korze uporania się z chorobą - także dlatego, że da jej to szanse na przemyślenie pewnych spraw i naprawienie wyrządzonych głupim gadaniem szkód. Ale żadna choroba nie zmienia faktu, że ludzi, przyczyniających się do popularyzowania wymóżdżającego świństwa wśród zawsze skłonnej do ryzykownych zachowań młodzieży, powinno się traktować jak dilerów narkotyków. Nie są od nich lepsi.

Rafał Ziemkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy