Reklama

Reklama

Jęki z piaskownicy

Część działaczy Platformy Obywatelskiej obraziła się śmiertelnie, że naród, zamiast wybrać najlepszych, przeniósł ponad nich oszołomów z PiS. Owszem, wspomniani działacze oswojeni już byli z myślą, że nie da się wziąć rządowych posad inaczej, niż w koalicji, ale to przecież oni mieli w tej koalicji rozdawać karty, a nie Kaczory.

A skoro nie, to oni się nie bawią. Niech Kaczory szukają sobie poparcia u populistów, niech im stawiają Lepper z Giertychem warunki, niech Marcinkiewicz je będzie musiał spełnić, niech szlag trafi tę Polskę, która nie głosowała tak, jak powinna, bardzo dobrze, i im gorzej, tym lepiej!

Wspomnianych działaczy upewniają w takiej postawie mędrkowania medialnych autorytetów. Nie wchodźcie do rządu, namawiają platformersów, za rok albo półtora będą następne wybory, i wtedy wygracie wszystko. Nie wchodźcie do rządu, albowiem PiS to socjaliści, a wy jesteście wszak liberałami. Wielu dziennikarzy ochoczo i chyba cokolwiek bezmyślnie dało się wpuścić w ten kanał i od paru dni rozpisuje się, jakie to wielkie różnice dzielą program PiS od programu PO.

Reklama

Skąd to wiedzą, zważywszy, że PO nigdy żadnego programu nie ogłosiła? W kuluarach sugerowano, że taki program jest, i że jest tak liberalny, iż stratedzy postanowili go na razie nie ujawniać. No, jeśli to prawda, to teraz już możemy te tajemnicę poznać. Gdzież ten liberalny, poważny program, który miał stanowić podstawę rządzenia po wygranych wyborach? No, proszę mi go zaraz pokazać!

Spokojny jestem, że nikt niczego nie pokaże, bo niczego do pokazania nie ma. Ale miałem okazję śledzić wypowiedzi prominentów PO na różnych seminariach, półoficjalnych spotkaniach z ekspertami, i to w czasie, gdy wydawało się platformersom, że pełnię władzy mają już jak w banku. W ogólnikach, owszem, było tam zawsze coś o wolnym rynku. Ale gdy dochodziło do konkretów, śpiewka zmieniała się diametralnie. Podatków obniżyć się nie da, bo budżet nie wytrzyma. Przedsiębiorczości nie można uwolnić, bo to zbyt radykalne. Biurokracji nie da się ograniczyć, bo skąd brać na odprawy dla zwalnianych urzędników, a zresztą oni się nie dadzą zwolnić. Transferów socjalnych nie sposób ograniczyć, bo ludzie się nie zgodzą. ZUS jest jaki jest, ale zreformować go nie można, bo coś tam. I tak dalej.

Podobno Rokita ma jakiś własny, prywatny program, i podobno jest on w miarę liberalny. Ale akurat Rokita jest za koalicją. O wielkiej części PO - i to tej właśnie, która nawołuje dziś, aby nie wchodzić w koalicję z "populistami" - z całą odpowiedzialnością mogę natomiast powiedzieć, że tacy sami z niej liberałowie, jak z SLD za czasów premiera Millera. To nie żadne fundamentalne różnice są tu przeciwwskazaniem do współrządzenia. To urażona duma warszawki i krakówka, oraz odziedziczone po nieboszczce udecji przekonanie, że my jesteśmy najlepsi i pełnia władzy należy nam się jak psu buda.

Plaforma zrobi jak chce, ale jako prosty wyborca coś jej mam do powiedzenia: panowie, obiecywaliście po wielokroć, że będziecie rządzić razem z Kaczyńskimi. Deklarowaliście się jako demokraci, szanujący wyroki wyborców. Jeśli teraz wydaje wam się, że doprowadziwszy do kryzysu i przyśpieszonych wyborów zarobicie sobie na lepszy wynik wyborów, to grubo się mylicie - chyba, że prawo wyborcze zostałoby ograniczone do pracowników kilku opiniotwórczych redakcji. Przestańcie nas straszyć, że się obrazicie i pójdziecie sobie z piaskownicy, bo zachowujecie się jak... powiedzmy delikatnie, jak nadąsane dzieci.

Rafał A. Ziemkiewicz

Dowiedz się więcej na temat: Prawo i Sprawiedliwość | jęki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy