Reklama

Reklama

​Słaba Polska zachęca Putina

Polityka historyczna to przecież wciąż polityka. No i szkoda, że w tej dziedzinie, w której mieliśmy być tacy mocni, dostajemy tak potężny łomot.

OK, jeszcze nie padliśmy na deski, jeszcze się trzymamy, ale taki Putin boksuje nas, jak chce. Łatwo mu, bo okłada zamroczonego przeciwnika, który jeszcze nie doszedł do siebie po nokdaunie z roku 2018, gdy władza pisowska nowelizowała ustawę o IPN.

Reklama

Nie chcę wracać do tamtych wydarzeń. Ich efekt był taki, że z kluczowych dla PiS zapisów Polska się wycofała, że negocjowano to wszystko w siedzibie izraelskiego wywiadu, no i - co najbardziej smutne - przylepiona została Polsce plakietka kraju antysemitów i takiego, który chce karać historyków i świadków historii, ogólnie - manipulować przeszłością.

I ta plakietka jest, nic nie zostało oderwane. To wszystko wykorzystuje teraz Władimir Putin, prowadząc z Polską wojnę o historię. Niedawno o tym pisałem, ale ponieważ są jej nowe elementy, dodam kilka zdań.

Otóż teraz rosyjski prezydent przytacza rosyjskie dokumenty o Powstaniu Warszawskim, że AK przy tej okazji unicestwiła pozostałych w mieście Żydów i Ukraińców. Sorry, ale to się kupy nie trzyma.

Odnoszę zresztą wrażenie, że sami Rosjanie nie traktują tych rewelacji poważnie. I albo nie za bardzo wiedzą, co udostępniają, albo w ogóle w to się nie zagłębiają - wierzą, że propagandowe starcie wygrają na huk. Bo jak AK mogła unicestwić Żydów? Po wymordowaniu getta? A Ukraińcy? Akurat w Powstaniu ich nie było. Ale pamiętać trzeba, że mieszkańcy Warszawy Ukraińcami nazywali oddziały RONA Bronisława Kamińskiego, czyli rosyjskich kolaborantów. One podczas Powstania pacyfikowały Ochotę, to byli zwykli mordercy i złodzieje, którzy głównie zainteresowani byli pijatyką, gwałtami i kradzieżami. Do tego stopnia, że brzydzili się nimi nawet SS-mani.

Więc owszem, z nimi AK walczyła. Z Rosjanami w służbie Hitlera, którzy mordowali cywilów. I teraz Putin o tym przypomina...

Tak czy inaczej, spirala rosyjskich oskarżeń jest nakręcana. To nic skomplikowanego - w wymiarze wewnątrzrosyjskim jest to dla Putina wygodne, bo służy wzmocnieniu reżimu, integracji narodu itd. A w wymiarze międzynarodowym? Jest oznaką zamiarów Kremla i jego możliwości. A zamiary są znane od lat - Władimir Putin chce odbudować Związek Radziecki, zbiera więc "pogubione" ziemie, moim zdaniem z marnym skutkiem, ale o tym innym razem. Zbiera, co ważne, tradycyjnym rosyjskim sposobem - nie rusza państw silnych, tylko te osłabione, izolowane, z wewnętrzną awanturą.

Z tego punktu widzenia ten atak Kremla, choć tylko werbalny, mało mądry w gruncie rzeczy, w długiej perspektywie niedobry dla Rosji, powinien niepokoić: Putin atakuje Polskę, bo uważa, że teraz już może. Wcześniej zaczepiał słabszych od nas - Czeczeńców, Gruzinów, Ukraińców, szturchał się z państwami nadbałtyckimi. Polski nie ruszał. A teraz - ruszył. Uznał, że jesteśmy wystarczając słabi.

Bo obraz Polski jest w demokratycznym świecie marny, a ona sama coraz bardziej osamotniona. PiS sam ten los wybrał. Spójrzmy, jak pogrąża kraj, próbując narzucić ustawę kagańcową. W tej sprawie władzę PiS strofuje już nie tylko Komisja Wenecka, Parlament Europejski, i Bruksela, ale i senatorowie z USA. Pełni niepokoju, że Polska chce porzucić demokratyczne zasady i trójpodział władzy.

W sprawie historii mieliśmy ten niefortunny epizod z nowelizacją ustawy o IPN, ale przecież nie tylko to. Tego było więcej. Łącznie z bulwersującym zachowaniem premiera Morawieckiego, który składał kwiaty na mogile żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej.

Skąd takie pomysły? Przecież to nie są jakieś pojedyncze błędy, coś przypadkowego. Mam wrażenie, że to efekt pewnej ideowej postawy, która organizuje dzisiejszą polską prawicę. Czy to arcybiskup Jędraszewski mówi, że w Polsce ma miejsce "krucjata dla religii, Ojczyzny i cywilizacji"? Krucjata, w czasie której ścierają się "dwie koncepcje życia, dwie siły - bezbożność i niebiańskie miasto dzieci Boga"?

Nie, to nie on. To słowa z listu pasterskiego biskupa Enrique Pla y Daniela, z roku 1936, popierającego generała Franco.

A czy to nie Jarosław Kaczyński mówił o swoich przeciwnikach, że są hordami "które straciły prawo mienić się ludzkimi", poddanymi "najgorszym instynktom zwierząt, pozbawionych rozumu"? Nie, on mówił o nich, że są "elementem animalnym", a powyższe słowa to tylko fragmenty frankistowskiej propagandy.

A hasło "praca, rodzina, ojczyzna"? Czyż nie jest ściągnięte z przemówień naszego prezydenta? Otóż nie jest, bo to hasło rządu Vichy.

I takich porównań znaleźć można więcej. Bo ewidentnie do dorobku lat 30. europejskiej, autorytarnej prawicy obecni trendsetterzy PiS-u i Konfederacji nawiązują.

Te klimaty znad Wisły są w Europie dobrze słyszane. I spychają nas do grona tych dziwnych, tych innych. Więc czemu się dziwimy, że Władimir Putin zwietrzył okazję? Taką, że może Polskę zohydzić w oczach Zachodu, pokazać, że to coś innego, obcego, nijak do Zachodu nie pasującego? A wtedy "wypierpol" staje się realny. Bo obcego nie szkoda... I marzenie Putina, żeby powstała między Niemcami a Rosją strefa buforowa, kondominium, może stać się realne. Taka możliwość przed Kremlem się otwiera, więc ją wykorzystuje.

Elementem tej polityki, wypychania Polski z Zachodu, są uroczystości 75. rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz. Tym razem będą one w Izraelu, 22-23 stycznia, w Instytucie Yad Vashem. Goście będą z najwyższej półki, m.in. Angela Merkel i Emmanuel Macron. A w wąskiej grupie przemawiających będzie także Władimir Putin.

Nasz prezydent chciał też przemawiać, ale organizatorzy zgody na to nie wydali. Więc ogłosił, że na uroczystości nie pojedzie. W ten sposób kolejną bitwę w wojnie o historię oddał walkowerem.

Bo, po pierwsze, polską porażką jest, że uroczystości rocznicy wyzwolenia Auschwitz zostały de facto przeniesione z Polski do Izraela. Jasne, te nasze też będą, parę dni później, ale będą miały mniejszą wagę. A były lata, że zjeżdżali na nie najważniejsi przywódcy świata. Teraz zostaliśmy ograni przez Netanjahu i Putina. Po drugie, porażką i Dudy i polskiej dyplomacji jest, że organizatorzy nie zgodzili się, by polski prezydent mógł zabrać głos. Że potraktowali go lekceważąco. Po trzecie... W takiej sytuacji Andrzej Duda powinien zacisnąć usta i być. Bo teraz wrogowie Polski opowiadają w świecie, że jego nieobecność to demonstracyjny bojkot dzieła upamiętniania ofiar Holocaustu.

Więc znów nam dokopują. A przecież, już będąc w Izraelu, Andrzej Duda miałby wiele okazji, by prezentować polskie stanowisko. Nawiasem mówiąc, piszę te słowa z drżeniem, bo wyobraziłem sobie, co mógłby zacząć mówić... Ale, w każdym razie, byłby wysłuchany. A tak, to mówi za nas Putin.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy