Reklama

Reklama

Ostrzą szable, sypią proch

Dla tych, którzy lubią obserwować politykę, to ciekawy czas. Partie formują swoje oddziały. Tworzą wyborcze sztaby, układają listy, koalicje, dogrywają nie tyle wyborcze hasła, co tematy, z którymi ruszą w kraj. To wszystko właśnie się tworzy. Żeby od połowy sierpnia zaczęło grać.

PiS jest już gotowy. Na trzech filarach opartą mieć będzie kampanię, to będą jego główne przesłania.

Reklama

Po pierwsze, znalazł wdzięcznego wroga - czyli środowiska LGBT. Kaczyński będzie nakręcał ten konflikt, będzie opowiadał o "wielkiej fali deprawacji", która Polskę atakuje, a zwłaszcza polskie dzieci, i o tym, że tylko PiS i Kościół, ramię w ramię, mogą się temu przeciwstawić. Wielka wojna kulturowa jest jak najbardziej mu na rękę.

Podobnie, jak na rękę jest biskupom, bo przecież w ten sposób mogą przykryć kłopoty, w które popadli po filmie Tomasza Sekielskiego. LGBT, stosunki homoseksualne i tego typu rzeczy - tym można straszyć lud. A że biskupi wyglądają śmiesznie, wykrzykując najgorsze rzeczy pod adresem osób homo? Może i tak, ale z poziomu idącego w demonstracji tego nie widać... Tu decyduje nastrój.

Kaczyński to zresztą zdefiniował - to jest walka ze złem. Niebo konta piekło. Czy może być bardziej absolutnego niż walka anioła z diabłem? Czy w takiej wojnie bierze się jeńców? Ma się litość dla przeciwnika? Nic z tych rzeczy... Oto więc hufce anielskie będą zderzać się z brygadami szatana.

Drugi filar jest przeznaczony do tych bardziej twardo chodzących po ziemi. 500+. Tu będziemy mieli przesłanie klasowe. Że oni tam w Warszawie, te różne elity, żyją... wiadomo z czego... Ale teraz dobra władza to ukróciła, i w związku z tym są pieniądze na 500+. Bo Polakom się należą. I póki PiS jest u władzy, to te pieniądze do polskich rodzin będą trafiać. A gdy władzę wezmą liberałowie, to raczej wiadomo co z tym zrobią...

I trzeci filar, nie mówi się o nim wprost, a sądzę, że jest w tym wszystkim kluczowy. Otóż PiS bardzo chętnie powtarza - co obiecaliśmy, to wykonaliśmy. Nie wnikam w to, że to nieprawda, że obiecywali różne rzeczy, a co innego dostaliśmy w pakiecie, bo to nie jest ważne. Ważne jest poczucie, że oto obywatel ma do czynienia z władzą przed duże W. Że Jarosław Kaczyński i jego ludzie, to ekipa nie rzucająca słów na wiatr, osoby odważne, pewne siebie, nadające się do rządzenia. Bardziej ambitnym polecam "Poemat pedagogiczny" Makarenki, jego dalsze części, jak opisuje czekistów, jako wzór dla trudnej młodzieży. Tak mniej więcej ten zakon jest pokazywany... I tu mamy podobny wzór - ludzi z lepszej gliny ulepionych.

To jest ważne. Bo lud nie lubi wielogodzinnych dyskusji, dzielenia włosa na czworo, ważenia różnych racji. Lud lubi szybko i zdecydowanie. Dlatego, swego czasu, Leszek Miller miał przydomek kanclerza, i nawet najbardziej zajadli antykomuniści przyznawali, że jak coś Miller obieca, to spełni. Polityk musi to mieć, ową sprawczość. I sam się dziwię, że akurat tego - w powszechnej świadomości - nie prezentuje Schetyna. A to przecież jedna z niewielu cech, którą mógłby się pochwalić...

I tym sposobem przeszliśmy płynnie do opozycji.

Myślę, że wyszła ona już z powyborczego szoku, że zaczyna kalkulować. I że zdąży na wybory.

Dwie kalkulacje w tej chwili są najważniejsze po stronie opozycji. I one określą w najbliższych dniach jej kształt.

Pierwszą jest interes aparatu. Wszystkie partie mają swój aparat, swoich działaczy, i oni teraz chcą mieć dobre miejsce na listach wyborczych, to dla nich jest priorytet. A każdy rywal do dobrego miejsca to śmiertelny wróg.

Więc nie dziwmy się, że Platforma nie jest specjalnie chętna do koalicji z SLD, czy z inną lewicą, bo aparat PO nie chce wpuszczać obcych na swoje listy.

Hasła jedności opozycji to jedno, a praktyka - to coś zupełnie innego.

Żeby więc ten wątek zamknąć - i Schetyna, i Kosiniak-Kamysz, i Czarzasty również, oni wszyscy znajdują się pod presją swoich ludzi, i tej presji muszą ulec. W przypadku SLD jest to presja, by wejść do koalicji z PO - ale ona też wynika z kalkulacji. Bo jeżeli Sojusz balansuje w sondażach na granicy 5 proc., to bardziej pewnym rozwiązaniem jest ucieczka pod skrzydła silniejszego.

A teraz druga kalkulacja - otóż eurowybory pokazały, że szeroka koalicja opozycji ma swoje ograniczenia. Że zbyt szeroka - od konserwatywnych grup PSL-u po progresywne grupy lewicowców - jest nieskuteczna, i traci wyborców na swoich skrzydłach. Że owszem, duże ugrupowanie zyskuje (d’Hondt!), ale to co zyska, to straci, gdyż iluś wyborców do takiej mieszaniny będzie zniechęcona, i po prostu do wyborów nie pójdzie. Bo zwykły wyborca myśli inaczej niż partyjny działacz.

W związku z tym mamy w gronie opozycji ciekawą rozgrywkę - PSL tworzy własną listę, i głośno mówi, że nie pójdzie do wyborów w koalicji z lewicą, czyli zarówno z Wiosną jak i z SLD. Schetyna z kolei gra na czas, zastanawiając się, jaki wariant będzie dla niego skuteczny - czy PO z PSL, czy PO z lewicą, czy może samodzielnie? A SLD pokornie czeka, co jest już śmieszne... Wielka kiedyś partia, która wprowadzała Polskę do Unii, teraz, w roli opcji drugiego wyboru, czeka na decyzję Schetyny...

Sytuacja jest tu labilna, jeszcze wszystko może się zdarzyć. Wszystkie warianty są na stole. Sporo może zamieszać Kukiz, jeśli wejdzie do sojuszu z PSL-em. Choć najbardziej prawdopodobna jest sytuacja, że powstaną dwie koalicje - PO z PSL (ludowcy też przecież balansują pod progiem), i koalicja lewicy. Pod warunkiem, że wcześniej różnym politykom nie puszczą nerwy... To znaczy, PO z PSL-em usiądą do poważnych rozmów, no i politycy lewicy też przestaną się podgryzać. A oni akurat mają o co grać - bo w sondażach partie lewicowe, wszystkie razem, zbierają kilkanaście procent.

Taki układ - jeśli powstanie - będzie o tyle skuteczny, że zbierał będzie niemal wszystkich wyborców anty-PiS-u. I tych z centrum, i tych z lewicy.

Poza tym, pozwoli wreszcie mówić politykom opozycji to co myślą naprawdę. A to bardzo ważne. Bo jeszcze nie zdarzyło się, by ktoś wygrał demokratyczne wybory, mając zasznurowane usta. Więc Kosiniak-Kamysz będzie mógł bronić Kościoła, a Biedroń ten Kościół atakować. Obaj będą autentyczni.

I wtedy program, hasła wyborcze, główne wyborcze przesłanie, itd., napisze im się samo. I szybko. Bo politykom także przeszkadza cenzura.

Oto więc krajobraz przed jesienną bitwą. Z jednej strony wielka armia, z drugiej lekkie oddziały. Ostrzą szable, sypią proch. A pośrodku my.

Bo to przecież na nas się szykują.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje