Reklama

Reklama

Opadanie

Modne są obecnie w Warszawie rozmowy o tym, czy Donald Tusk zatrzyma opadanie Platformy, a potem jakoś jeszcze się odkuje. Tak, że jego będzie na wierzchu. Zwolennicy tej tezy przedstawiają kilka argumentów.

Po pierwsze, tłumaczą, nie można porównywać obecnej sytuacji PO do sytuacji AWS-u czy SLD, które to po paru latach sprawowania władzy pikowały w dół. A to dlatego, że Platforma jest wciąż jednolita, żadne poważne ruchy odśrodkowe jej nie grożą. Po drugie, wciąż ma mocne poparcie, wzmacniane strachem przed PiS-em (on jest mniejszy niż kilka lat temu, ale istnieje).  A po trzecie, PO ma w rękach potężne instrumenty, których ani AWS ani tym bardziej SLD nie miały - ma w rękach największe media, kontroluje spółki skarbu państwa, czyli również ma w rękach potężne środki finansowe, których może użyć.

Reklama

Spójrzmy na pieniądze, które są na rynku - te pochodzące od państwa dominują. Większość reklam w gazetach to reklamy władzy (ogłoszenia o przetargach, komunikaty giełdowe, obwieszczenia itd.). Kontrakty i przetargi - to też władza. Innymi słowy: jeżeli Platforma nie pęknie na zwalczające się grupy (tak jak było z AWS-em i SLD), to wciąż będzie to machina dominująca w naszym kraju, którą będzie stać praktycznie na wszystko - na najlepsze firmy PR-owe.

Do tego dodajmy setki tysięcy ludzi podpiętych pod obecny układ władzy - polityków, samorządowców, urzędników, działaczy, biznesmenów... Oni mogą na Tuska i jego ekipę psioczyć, ale - jak dojdzie co do czego - będą kierować się własnym interesem. Poza tym,  sytuacja w kraju może się zmienić. Na to właśnie liczą Platformersi -że kryzys się skończy, że ludzie znów zaczną zarabiać, więc i nastroje  ulegną poprawie.

Takie są argumenty, bardzo poważne, przemawiające za tym, że Tusk sytuację opanuje.  I że jak rasowy kot dachowiec, spadnie na cztery łapy.

Ale z drugiej strony są przynajmniej dwa czynniki, które tę całą kalkulację mocno podważają. Po pierwsze, Tusk przeszedł już niewidzialną granicę, oddzielającą polityków akceptowanych od tych, którym się nie ufa. Jeśli chodzi o poziom nieufności to zrównał się z Jarosławem Kaczyńskim i pewnie niedługo dogoni w tej mało chlubnej klasyfikacji Palikota. Cóż to oznacza? Ano to, że może się wyginać i prężyć, obiecywać złote góry, a i tak ludzie mu nie uwierzą. Koniec, kropka.

Po drugie, Polakom ustrój przestał się podobać. Chodzi mi o to, że wersja kapitalizmu, która jest w Polsce, i której Platforma jest twarzą, jest przez Polaków w coraz większej masie odrzucana. Ta wersja polega na tym, że mamy kraj, który jest nieprzyjazny dla wszystkich, którzy są słabsi.

Nieprzyjazny jest dla osób starszych, którzy mogą tylko marzyć o przyzwoitej służbie zdrowia, czekając tygodniami w kolejkach do specjalisty. Już nie mówiąc o systemie opieki nad osobami niedołężnymi i schorowanymi. Nieprzyjazny jest dla młodych, dla których nie ma pracy, nie ma mieszkań, w ogóle niczego nie ma. Nieprzyjazny jest dla młodych matek,  dla których przedszkole to luksus, a powrót do pracy po urlopie macierzyńskim to loteria.

Nieprzyjazny jest dla mniejszości seksualnych, którym różne podgolone typy grożą i ubliżają. Nieprzyjazny jest dla ludzi urodzonych w małych miejscowościach, którzy z roku na rok mają coraz mniejsze szanse, by się przebić. Nieprzyjazny jest dla pracowników, którym oferowana jest co najwyżej śmieciówka. I tak dalej... Można wymieniać długo.

W zasadzie Polska to kraj, który przyjazny jest tylko dla silnych i dobrze ustawionych. O, takim to diabeł dzieci kołysze, a partia funduje cygara, wina i garnitury. I to ludzi boli. I to chcieliby przede wszystkim zmienić.

Tej obecnej, nieprzyjaznej dla słabszych Polski nie zmieni Donald Tusk. On może gadać godzinami, może wynająć pięć firm public relations, może wymienić połowę rządu, ba, kryzys może się skończyć, tak że ludzie zaczną zarabiać - to i tak niewiele zmieni, bo nie zmienią się panujące w Polsce zwyczaje i układy. Na taką zmianę jest oczekiwanie, a Donald Tusk - siłą rzeczy - jest po drugiej stronie barykady, jest symbolem starego porządku. Więc i odejdzie po cichu, bez zbytniego żalu.

O! Takimi dyskusjami, czy Tusk padnie czy się wywinie,  żywią się w gorące wieczory wszyscy ci, którzy żyją polityką , którzy oczu i uszu od niej oderwać nie potrafią. W sumie - szczęśliwi ludzie, skoro mają czas i siły na takie dywagacje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje