Reklama

Reklama

Ogórek sezonu

Ogórkiem sezonu jest minister Gowin. Bo niewiele się dzieje, a o ministrze głośno. Jedni go atakują, drudzy bronią, polskie życie polityczne ostatnich kilku dni kręci się wokół ministra sprawiedliwości. Czym sobie zasłużył na to wywyższenie?

Głównym sztandarem ministra jest zapowiedziany wiele miesięcy temu projekt deregulacji zawodów zamkniętych. Gowin opowiada o tym pomyśle praktycznie od pierwszych dni swojego urzędowania, ale - póki co - konkretnych projektów nie widać. I nie spodziewajmy się ich szybko.

Reklama

Bo z jednej strony mamy materię struktur państwa, która kształtowała się latami, a z drugiej opowieści ministra, że oto otwierając zawody stworzy 100 tys. nowych miejsc pracy. Sorry, trzeba być naiwnym licealistą, żeby w takie bajki wierzyć.

Zatrzymajmy się przy najprostszym przykładzie - minister przekonuje, że deregulacja zawodu taksówkarza przyniesie korzyści, tzn. potanienie usług. I jest przeciwnikiem korporacyjnych w tej branży egzaminów.

Przecież te wszystkie mafie taksówkowe, które potrafiły opanować najlepsze miejsca, przy lotniskach czy dworcach, nie narodziły się z powodu egzaminu z topografii miasta! I na pewno nie znikną, nawet jak zniesie się wszystkie bariery dotyczące taksówkarzy, pozwalając na przewożenie klientów fiatami cinquecento czy skuterami vespa, za dowolne kwoty.

Śmiem twierdzić, że dopiero wtedy byłby bałagan i awantury. Bo to, czego chce klient, to przewidywalności. A jeśli chodzi o taksówki, to pasażer chce mieć pewność, że nie wiezie go jakiś kryminalista czy człowiek nie potrafiący prowadzić auta albo nie znający miasta. No i chce mieć pewność, że u kresu podróży nie zostanie zaszokowany wysokością rachunku. Tyle!

Czy znaczy to, że system taxi jest w Polsce idealny? Oczywiście, że nie! Czy znaczy to, że nie trzeba ułatwić dostępu do setek innych zawodów? Na pewno trzeba. Tylko że trzeba czynić to mądrze. I skutecznie. I trzeba rozumieć, że znacząca część tych barier nie wzięła się znikąd, jest potrzebna i przez obywateli dobrze widziana.

A póki co minister Gowin w tych sprawach przypomina Janusza Palikota z komisji "Przyjazne państwo" poprzedniej kadencji. Strzela na wiwat.

No dobrze, jest inny pomysł Gowina - likwidacja części sądów rejonowych. On sam woła, że czyni to w imię oszczędności, no i po to, żeby sądy sprawniej działały. Już to wyliczono - oszczędności będą rzędu... 2 mln zł. A co do sprawnego działania - przecież nie w sądach rejonowych mamy sądowe korki. To nie tu są problemy!

Trzecia porażka Gowina to jego sprawa konwencji Rady Europy w sprawie przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Gowin był jej przeciwny, twierdząc, że może ona otworzyć furtkę dla małżeństw homoseksualnych. A poza tym, może stanowić zagrożenie dla tradycyjnego modelu rodziny, i "tradycyjnej roli kobiet".

Przepraszam, o jaką tradycję chodzi? Sto lat temu kobiety nie miały prawa głosu w wyborach. Do tej tradycji minister Gowin chce sięgać? On sam tłumaczy, że chodzi mu o to, żeby kobiety zajmowały się rodzeniem dzieci i domem. To ile, panie ministrze, ma kobieta urodzić dzieci, żeby było OK? Co mówi o tym tradycja?

Jest jakaś skaza w myśleniu polskiej prawicy, która z jednej strony woła o deregulowaniu zawodów, o wolności gospodarczej, a z drugiej strony wpycha się ludziom do sypialni, w życie osobiste, tu chce regulować.

Czwarta porażka Gowina to in vitro - projekt ustawy, którą przygotował, restrykcyjnej, której wstydzi się nawet jego partia.

Dla ministra i jego popleczników te cztery obszary spraw, cztery porażki, są dowodem na to, że konserwatyści są w PO spychani na bok, a jednocześnie świadczą o ideowości ministra Gowina, który nie wyrzeka się swoich przekonań.

Mam inny pogląd na tę sprawę. Uważam, że w tych wszystkich działaniach ministra sprawiedliwości nie tyle zgrzyta jego ideowe zaangażowanie, ile brak kompetencji.

Gowin nie za bardzo wie, jak funkcjonują sądy, więc, zdaje się, chce zrobić cokolwiek, byle pokazać, że działa. Tak jak mechanik, któremu przyprowadzono samochód z uszkodzonymi hamulcami, a on się bierze za wymianę rozrządu.

O barierach korporacyjnych, resortowych, branżowych itd. pojęcie też ma raczej mgliste. Opowiada więc z bolszewicką pewnością siebie, że stare struktury trzeba rozwalić. Zerwać kajdany i tak dalej. I woła, że mu inni mu w tym przeszkadzają, bo jest konserwatystą. Tak samo jak nie tak dawno jego koleżanka z rządu - pani Mucha - wołała, że krytykują ją, bo jest kobietą.

OK, mamy już listę prac (porażek) Gowina. Co jest w niej intrygujące? Dla mnie to, że to żadna nowość. Że to sprawy sprzed tygodni i miesięcy. Dlaczego więc teraz nabrały wagi? Cóż takiego się stało?

Czuję w tych obecnych atakach na Gowina jakiś fałsz. Jego krytycy chętnie podkreślają, że inne poglądy niż minister sprawiedliwości ma premier Tusk. Ba, budują nawet linię sporu: Tusk-Gowin. A to jest już zupełnym curiosum. Ponieważ Jarosław Gowin został ministrem dlatego, że tak chciał Donald Tusk, zachwalając "pozytywną szajbę". O jakim sporze więc tu mówić? Przecież Tusk może odwołać go w pięć minut, tak jak odwoływał Ćwiąkalskiego czy Czumę. A jeżeli nie odwołuje, to znaczy, że działanie Gowina po prostu mu się podoba.

Może więc lepiej będzie, kiedy zamiast opowiadać: "projekty ministra Gowina", będziemy mówić: "projekty ministra w rządzie Tuska"? Wtedy unikniemy pułapki, w którą nas wpychają, że dobry Donald i zły Jarosław (tym razem Gowin), bo to nieprawdziwe zestawienie.

Sam przy tym zastanawiam się, czy przeciwstawianie Tuska i Gowina to przypadek, czy też suflują to nam spin doktorzy premiera.

A dlaczego mieliby suflować?

Prognozy mówią, że czeka nas ciężka jesień. A jeżeli tak, to Donald Tusk będzie próbował odwracać uwagę wyborców a to rekonstrukcją rządu (Gowin byłby jedną z jej ofiar), a to wojną "postępowej" PO z katolickim "zaściankiem" (czyli z Rydzykiem, Kaczyńskim i Gowinem) i tak dalej.

Czy tak będzie? Tego nie wie nikt, jesień jeszcze nie nadeszła. Choć sądzę, że gdy będzie ciężka, to wtedy ta suflowana "wojna" między Tuskiem a Gowinem na niewiele się zda.

Spekulując dalej, nie wykluczam, że jest ona jakąś zapowiedzią wariantu radykalnego, czyli przyspieszonych wyborów. One wciąż wiszą w powietrzu - i coraz bliższy jestem opinii, że Tusk po prostu ich nie uniknie. I sam będzie do nich dążył, wiedząc, że z każdym miesiącem jego partia dostanie coraz mniej. Więc przygotowuje sobie nową oś podziału, wokół której będzie chciał stoczyć bój.

Dowiedz się więcej na temat: Życie | Jarosław Gowin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy