Reklama

Reklama

Młodzi Polacy są nudni

Młodzi Polacy są nudni, nie mówią własnym głosem i nie mają siły przebicia. Trafiło nam się pokolenie epigonów. Klep, klep - powtarzają mądrości starszych o 30-50 lat, grzecznie stając na końcu kolejki. A nawet jak się buntują, to dokładnie tak, jak zaprogramowali im to starsi. Według scenariusza. Weźmy Woodstock - przecież to Cepelia...

Zastanawiam się, czy to jest tendencja ogólnoeuropejska, czy tylko nasza, nadwiślańska. W każdym razie z młodych uszło powietrze. A sierpień dokładnie to pokazuje.

Reklama

Zerknijmy na daty...

1 sierpnia, wybuch Powstania Warszawskiego. Pisałem o tym wielokrotnie, nie ma co się powtarzać, dodam tylko jedno zdanie - to był zryw pokoleniowy dwudziestolatków, Kolumbów, to ich groby są na Powązkach.

6 sierpnia, wymarsz pierwszej kadrowej z krakowskich Oleandrów. To też byli dwudziestolatkowie, którzy na stos rzucili swój życia los. Ci, co przeżyli (większość przeżyła), otrzymali od historii wielką premię - II Rzeczpospolita była ich państwem. To oni zostali jej władcami, objęli w niepodległym państwie najważniejsze posady.

14 sierpnia, wybuch strajków w Stoczni Gdańskiej. Te strajki też wywołali dwudziesto-, trzydziestolatkowie. Bogdan Borusewicz miał wówczas 31 lat, Jerzy Borowczak- 23, Alina Pieńkowska - 28, trochę starszy był Lech Wałęsa, a także Andrzej Gwiazda, rocznik 1935. No i starsi byli doradcy - Mazowiecki, Geremek, Olszewski, Siła-Nowicki i inni - ale ich nazwiska przecież nie rozpłynęły się w niebycie. Kto w tamtych dniach był w stoczni - ten później miał otwartą autostradę do sławy i zaszczytów.

15 sierpnia, rocznica Bitwy Warszawskiej, dziś święto Wojska Polskiego. I kolejny powód do chwały tamtej młodzieży, która później wzięła Polskę w swoje władanie.

Do tego dorzućmy dzień 22 lipca, czyli proklamowanie Manifestu Lipcowego. Komuniści polscy, którzy w tamtym czasie brali władzę, też byli ludźmi młodymi. Też mieli po trzydzieści lat.

Innymi słowy: w historii Polski były wielkie przełomy i główną rolę odgrywali w nich ludzie młodzi. Te przełomy to był też zryw pokoleniowy. Nowe pokolenia zrywały kajdany, rzucały wyzwanie dotychczasowym porządkom, te stare odkładając do archiwum. To logiczne - ich doświadczenie i marzenia sięgały czasów im współczesnych, a nie tego, co było przed nimi.

Tak, jak mówiła o tym Wisława Szymborska:

"Ci, co wiedzieli 
o co tutaj szło, 
muszą ustąpić miejsca tym, 
co wiedzą mało. 
I mniej niż mało. 
I wreszcie tyle co nic".

W ten sposób dokonywała się zmiana - pokoleniowa, kulturowa, wymiana elit - możemy nazwać to jak chcemy. W każdym razie, od czasu do czasu pojawiało się okienko historii i bohaterowie tej chwili otrzymywali premię.

Józef Piłsudski, wcześniej znany jako szef Organizacji Bojowej PPS (przeprowadziła 2,5 tys. zbrojnych akcji), socjalista i zamachowiec, awansował na ojca niepodległości. Lech Wałęsa, robotnik ze stoczni, został prezydentem Polski. Awanse i zaszczyty spotkały też ich współpracowników.

A teraz? Nie ma chętnych na wygraną?

Nie, nie, nie namawiam młodzieży do jakiejś walki zbrojnej, konspiracji, rewolucji i tak dalej. Dziś można cele osiągać drogą demokratyczną, mobilizując wyborców. I tu widzę plażę...

Otóż, zanim kolejne pokolenie "wbiło się" w swoje okienko historii, było już do tego przygotowane. Warszawska młodzież, która położyła głowy w 1944 roku, wychowywana była na romantycznym kulcie powstań i oddania dla ojczyzny. Gdy zmarł Piłsudski, harcerze do pieśni "To nieprawda, że ciebie już nie ma" dopisali taką zwrotkę:

"Z własnych piersi zbudujemy szaniec

I nie będzie nikt żywota ważył,

Bo mocarny Polski miłowaniem

Huf harcerzy czujnie trwa na straży".

Zanim narodziły się legiony, mieliśmy rewolucję 1905 roku, Związek Walki Czynnej i gigantyczną (jak na tamte lata) dyskusję o tym, jak Polska może odzyskać niepodległość. Przed strajkami sierpniowymi mieliśmy czas działania KOR-u, innych, mniejszych organizacji, Wolne Związki Zawodowe, no i głębokie rozczarowanie marazmem ostatnich lat Gierka.

Ziarno padało na podatny grunt. A teraz?

III RP jest szczodrą matką dla tych, którzy stali u jej początków, czy też dla tych, którzy weszli na rynek pracy w latach 90. ubiegłego wieku. Ale jest złą macochą dla obecnych absolwentów. Im oferowane są umowy śmieciowe albo zmywak w Londynie. I prosty przekaz: stań w kolejce za innymi, ciesz się ze śmieciówki i podziwiaj tych, co są wyżej. Klaszcz im, bo zafundowali ci najwspanialszą Polskę w jej ponadtysiącletniej historii.

Nie widzę pokoleniowych prób odpowiedzi na tę lipę. Owszem, jest Partia Razem, która prezentuje dojrzałą analizę, są różne grupy na prawicy, niektóre sensowne, inne uciekające w narodowe przebieranki, ale to wszystko jest rozproszone, mało mocne, zbyt grzeczne. Rachitycznie to wygląda...

Jedyna niegrzeczność to internetowy hejt. A ja bym oczekiwał analizy współczesności, dyskusji o przyszłości, o nowej Polsce! Nie kwasu, ale czegoś do przodu! To porywa!     

Ech, zamiast tego, dominuje strategia przystosowania się, uległości, małpowania tego, co wymyślają rozmaici trendsetterzy.

Sorry, droga młodzieży, ja wiem, że to nie moja sprawa, ale delikatnie wam mówię, że daleko w ten sposób nie zajedziecie.

Dowiedz się więcej na temat: Robert Walenciak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje