Reklama

Reklama

Mity wokół gazu łupkowego

Tak się jakoś złożyło, że podczas świąt parokrotnie zapytano mnie, czy rzeczywiście Polacy są tak podzieleni i skłóceni, jak można wywnioskować oglądając telewizję czy czytając gazety. Z częstotliwości tych pytań wnioskuję, że jest to jakiś problem nurtujący rodaków. Myślę, że nadmiernie. Myślę, że jesteśmy narodem mniej podzielonym niż usiłują nam to wmawiać politycy i niektóre media, które ze szczucia jednych na drugich znalazły sobie sposób na życie. I że w przeciętnym Polaku istnieje naturalna gotowość do posunięcia się, do wczucia się w sytuację drugiego, tylko trzeba ją obudzić.

Tu jest pies pogrzebany - w każdym z nas tkwią pokłady złości i poczciwości zarazem, i to jest kwestia okoliczności, które eksplodują, a które zostaną gdzieś głębiej skryte. Te okoliczności tworzą, w wielkim stopniu, media i politycy. Media - bo kłótnia i emocje dobrze się sprzedają. Politycy - bo najłatwiej zarządzać ludźmi pokazując wroga, jego ohydność, i mobilizując do walki z nim.

Reklama

Innymi słowy - łatwiej nam się dogadywać niż kłócić. I w wielu sprawach tak się dzieje, lub tak może się dziać. Na przykład w sprawie gazu łupkowego.

Tak, tak, wiem, że na dźwięk tych słów połowa Polaków odwraca głowy, bo ile można słuchać ciągle tego samego. Ale, myślę, warto o łupkach rozmawiać z kilku co najmniej względów.

Po pierwsze, jest to ewidentna okazja dla Polski, żeby zarobić wielkie pieniądze.

Po drugie, narosło wobec tej całej sprawy masę mitów, przeważnie wyprodukowanych przez rozmaitych lobbystów, które trzeba rozkuć. Im szybciej, tym lepiej.

Po trzecie wreszcie, gaz z łupków tworzy niepowtarzalną szansę właśnie na to, żeby Polacy jednoczyli się raczej, a nie kłócili.

Po prostu - dłużej klasztora niźli przeora. Pokłady miedzi, na której tak zarabiamy, odkryto w roku 1957 w okolicach Lubina i Polkowic. No, nawet najwięksi antykomuniści chyba nie mają pretensji do Gomułki, że zlecił budowę kopalni, i że za jego czasów miedziowy biznes ruszył. Podobnie ma się rzecz z łupkami - to będzie inwestycja, z której korzyści czerpać powinny jeszcze nasze wnuki i prawnuki. Więc w takiej perspektywie należy na nią patrzeć.

I w związku z tym na zimno powinniśmy rozkuwać mity, które w tej sprawie się pojawiają.

Zacznijmy od najprostszego - że oto Rosjanie blokują rozpoczęcie eksploatacji, bo chcą wykorzystywać przeciwko Polsce broń gazową. I trzymać nas z nożem na gardle - że zakręcą kurek, albo i nie.

Ta argumentacja skażona jest myśleniem bezpieczniackim. Słyszę ją co roku od 20 lat, nigdy się nie sprawdza i wciąż jest powtarzana. To jest takie straszenie małych dzieci złym wilkiem. Po pierwsze, Rosja nie rzuci nas na kolana w sprawach gazu, bo ponad jedną trzecią naszych potrzeb zaspokajamy z rodzimych złóż. Więc nawet gdyby zakręciła nam kurek, to dalibyśmy sobie radę, ograniczając dostawy gazu do przemysłu. Ale, oczywiście, nie zakręci, bo owszem, my potrzebujemy gazu, ale oni jeszcze bardziej potrzebują twardej waluty.

Ale czy znaczy to, że Moskwa nie jest przeciwnikiem rozpoczęcia eksploatacji naszego gazu? Oczywiście - jest, ale są i inne lobbies, też zdesperowane. To przede wszystkim lobby producentów energii odnawialnej, tych wszystkich wiatraków i innych podobnych wynalazków. To dziś w Europie gigantyczny biznes, ale produkujący energię o wiele droższą niż ta pochodząca ze złóż konwencjonalnych, więc musi niwelować nieatrakcyjność cenową innymi metodami. To także lobby producentów energii jądrowej.

A także lobby różnego rodzaju sępiarni. Skąd taka nazwa? A dlatego, że wciąż słyszymy, że mamy złoża, ale nie mamy technologii, żeby je eksploatować. Więc, żeby wydobywać musimy dogadać się z firmami amerykańskimi (żeby nam "pomogły"). Ba! Niektórzy wręcz mówią tak, że powinniśmy tym firmom nasze złoża udostępnić, bo wtedy Ameryka - jakby co - będzie nas broniła.

Ja oceniam te argumenty jako przeznaczone dla ludzi średnio rozwiniętych. Jeśli chodzi o technologie, to nie są one jakieś tajemnicze. Można je kupić, wynająć firmę, która odpowiednie działania wykona. Zresztą, być może tak wiele na pozyskiwanie tych technologii nie trzeba będzie wydawać, bo Polska ma uczelnie, które kształcą znakomitych górników-gazowników, i w sprawach wydobycia od światowej czołówki nie odstajemy.

Jest jeszcze jeden problem, związany z wydobyciem - on nazywa się pieniądze. Ale pieniądze też można na rynku zdobyć, nie jest to wielki problem, zwłaszcza jeśli w biznes-planie będzie napisane, że przeznaczone będą na wydobycie gazu, no i że zabiega o nie firma związana z państwem.

I tu dochodzimy do rzeczy istotnej - bo uważam, ze trudno dyskutować o eksploatacji gazu łupkowego, pomijając sprawę PGNiG, i umocowania tej firmy w strukturze państwa. Owszem, można traktować PGNiG jako złego monopolistę, i zwykłą spółkę giełdową, ale wolałbym stawiać tej firmie bardziej ambitne zadania.

Tak zresztą uczynili Norwegowie, budując z koncernu Statoil swój okręt flagowy. Niestety na skopiowanie tego modelu w Polsce jest już za późno. Ale wciąż jest pora, by polski gaz był eksploatowany przez polskie przedsiębiorstwa. I żeby nie było tak, że zarabiają na tym wszyscy święci, różne firmy, którym porozdawano już koncesje, a my będziemy płacić za rekultywację zniszczonego środowiska. Nawiasem mówiąc, nie aż tak zniszczonego, jak przedstawiają to różne propagandowe filmiki.

No dobrze, ale skoro w grze o gaz łupkowy biorą udział tak różni gracze, potężni, o przeciwstawnych interesach, gdzie tu miejsce na współdziałanie? Tych z lewa, tych z prawa i tych ze środka?

Proste pytanie - prosta odpowiedź. Być może oceniam polskich polityków wyżej niż tzw. przeciętny Polak. Ale historia pokazuje, że w naprawdę ważnych sprawach ci skłóceni faceci dogadują się znakomicie. Tak było w sprawie wejścia do NATO, wycofania wojsk rosyjskich, wejścia do Unii i w paru innych również. Więc w sprawie gazu łupkowego też powinni grać razem. Tylko trzeba im przypominać, że to wielka rzecz.

Robert Walenciak

Dowiedz się więcej na temat: tych | mity

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy