Reklama

Reklama

Biegunka

Są dwie taktyki , które przyjął Donald Tusk w sprawie afery taśmowej. Pierwsza, ta najbardziej oczywista – to tłumaczenie, że za wszystkim stoją Rosjanie. Jej porte-parole, chyba nieoczekiwanie dla samego siebie, został Jacek Żakowski, kiedy w stacji Tok FM ruszył z furią na Krzysztofa Szczerskiego, posła PiS, byłego wiceministra spraw zagranicznych.

Otóż Szczerski napisał w "Rzeczpospolitej" , że trop rosyjski wymyślono w gronie doradców premiera, i obudowano tezą, że to rosyjska zemsta za zaangażowanie Polski w sprawy Ukrainy. I jeszcze dodawał , że przez lata cały Tusk prowadził politykę "niedrażnienia Rosji", i sprawa Ukrainy otworzyła mu oczy.

Żakowski ripostował mu tak: "Rząd porzucił tę doktrynę, kiedy pojawiła się sprawa Ukrainy. I zaczął "na maksa" irytować Rosję, drażnić a nawet rozwścieczać różnymi działaniami podejmowanymi na Ukrainie. Jeśli rzeczywiście Krzysztof Szczerski uważa, że w takiej sytuacja jak afera podsłuchowa, nie należy rozważać zagrożenia zewnętrznego, że ono zostało wymyślone przez PR-owców, że Rosjanie nie prowadzi nowej gry w Europie Wschodniej, że przeszkodą w tej grze nie jest Polska, to ja pana posła wysyłam do okulisty".

Reklama

Tyle Żakowski. A ja wołam - Jacek, ochłoń! Mówisz, że w aferze taśmowej "należy rozważyć" trop rosyjski. Owszem, można go rozważać, ale równie dobrze może to być trop niemiecki (bo "zagrażamy" Niemcom w Unii), albo amerykański (bo Sikorski chce zmienić politykę wobec USA) i tak dalej. Papier wszystko przyjmie, ale kierujmy się rozumem. W sprawie Ukrainy Polska jest odstawiona na bok. Sprawę w swoje ręce przejęła tzw. grupa kontaktowa (Ukraina, Rosja, Francja, Niemcy).

Polski tam nie ma, i nie będzie. W sprawach wschodnich zostaliśmy wymiksowani, z przyklejoną gębą rusofoba, tu jesteśmy w głębokim dołku. Co więc Rosja miałaby tymi taśmami osiągnąć, skoro w sprawie Polski ma to co chciała? Poza tym, jaki sens dla służby specjalnej ma spalenie takiej gratki jak nagrywanie ministrów? W imię czego? Sorry, ale dywagacje o rosyjskim tropie, póki co, kupy się nie trzymają.

I tylko mogę skonstatować, że potencjał antyrosyjskich nastrojów jest w Polsce tak potężny, że wystarczą oskarżenia - typu Smoleńsk, a teraz  - podsłuchy, by to zagrało. Putin czyha i jest winien wszystkiemu. A Kaczyński i Tusk nie mają zahamowań, żeby nim straszyć, dokładać do tego buzującego pieca. Smutne.

Druga taktyka Tuska w sprawach podsłuchów to taktyka chaosu. Tak zamieszać, zabłocić, żeby nie było wiadomo o co chodzi.

Wpisuje się w nią ujawnienie nagrania Giertych-Piński-Nisztor, w którym trójka panów przy wódeczce omawia wykup książki Nisztora o Kulczyku. Cena - 450 tys. zł, żeby się nie ukazała.

Nie chcę wnikać, kto w tej rozmowie kogo szantażował, i kto co kupił. Niech sami zainteresowani to sobie wyjaśniają. Ważniejsze są dla mnie inne elementy sprawy. Po pierwsze, fakt takiej rozmowy kompromituje świat mediów.

Dziennikarz nie jest od tego, żeby negocjować cenę (nawet na niby) za niewydanie książki, nie jest od potajemnego nagrywania, i po latach ujawniania rozmowy, i tak dalej. Bliżej mu do adwokata z jego tajemnicą adwokacką, czy do księdza z jego tajemnicą spowiedzi. Jestem w stu procentach przekonany, że po tego typu sensacjach spadnie zaufanie do mediów, do tego co podają. O to chodzi?

Po drugie - mogę sobie wyobrazić jaka będzie reakcja po upublicznieniu rozmowy. Że wszędzie wóda (0,7 l na głowę), polowanie na jelenia, szambo... Że wszyscy siebie warci. I że na tym tle, to Tusk jest jeszcze całkiem przyzwoity, bo przecież go w tych rozmowach nie ma.

Ha! Mogę powiedzieć - owszem, Tuska nie ma, ale jego państwo jest.           

Otóż, z tych wszystkich rozmów - i na to warto zwrócić uwagę - wyłania się państwo słabe, w którym nie za bardzo wiadomo gdzie są sprawy państwowe, gdzie partyjne, a gdzie biznesowe. Świat polityki i biznesu jest tu dokładnie przemieszany. I mamy nową kastę, oligarchów, która prowadzi swoje gry. 

Żadnych oskarżeń nie rzucam - chcę tylko pokazać pewien świat, który pozostawał poza sferą zainteresowania przeciętnego Kowalskiego.

Że były senator Misiak (z PO), biznesmen, robi imprezę, na którą przybiegają wiceministrowie, że minister Tuska omawia z szefem spółki skarbu państwa w jakiej gazecie nie powinno się dawać reklam i tak dalej...

Jak wiemy z mediów, śledczy uważają, że nagrywającymi kelnerami  kierował  biznesmen Marek Falenta. No to ciekawe jest jego biznesowe otoczenie. Po pierwsze, to politycy PO, ci mniejszego kalibru, z Dolnego Śląska. Poza tym, w radzie nadzorczej jego spółki Hawe zasiadała Grażyna Piotrowska-Oliwa, jeszcze niedawno szefowa PGNiG.

A o niej chciałbym przytoczyć fragment artykułu Witolda Gadomskiego z "Gazety Wyborczej", z 11.02.2013 roku, dotyczący ówczesnego ministra skarbu Mikołaja Budzanowskiego: "Ważną rolę w otoczeniu ministra  odgrywa małżeństwo Oliwów. Prawnik i doradca podatkowy Robert Oliwa oraz Grażyna Piotrowska-Oliwa są osobiście zaprzyjaźnieni z ministrem (są sąsiadami), ale mają też wpływ na jego decyzje.

Jeszcze za czasów ministra Aleksandra Grada Grażyna Piotrowska-Oliwa została członkiem zarządu PKN Orlen, a już w czasach ministra Budzanowskiego - prezesem PGNiG. Wcześniej nie pracowała w spółkach energetycznych, lecz w TP SA. Robert Oliwa od kilkunastu lat jest związany ze Zbigniewem Jakubasem.

Prasa donosiła, że w ostatnich dwóch latach Zbigniew Jakubas, jeden z najbardziej znanych polskich biznesmenów, dokonał kilku śmiałych inwestycji wymagających dobrych relacji ze skarbem państwa. Kontrolowana przez niego spółka Energopol-Warszawa od kilku lat próbuje zbudować rurociąg naftowy łączący Polskę z Białorusią. Jakubas jest też ważnym graczem w branży chemicznej. Deklaruje, że jest chętny odkupić od skarbu państwa około 10 proc. akcji Azotów Tarnów, jeśli resort zdecyduje się na zejście poniżej progu 33 proc.

Za kadencji ministra Budzanowskiego Robert Oliwa był członkiem rad nadzorczych spółek kontrolowanych przez skarb państwa - PLL LOT i KGHM. Według moich informacji to on podpowiedział ministrowi pomysł ponownego mianowania Sebastiana Mikosza na stanowisko prezesa LOT-u".

Dodajmy do tego, że i Oliwa i Budzanowski swoje stanowiska stracili, gdy wybuchła awantura związana z próbą budowy tzw. pieremyczki, czyli gazociągu z Białorusi na Słowację, przez terytorium Polski.

Co stało się z Oliwą - wiemy. A Budzanowski? Ano z ministerialnego fotela szybko trafił do zarządu Boryszewa, spółki której właścicielem jest Roman Karkosik, piąty na liście najbogatszych Polaków, z majątkiem szacowanym na 3 mld zł.

Jak już jest się w kręgu, to jest. Na ten krąg, za sprawą afery, przez chwilę mogliśmy zerknąć. I na te interesy, które są w grze.

 


 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje